Loading

Obóz cz. 5 „Powrót z obchodu najdłuższego” MWT + HTR/AKS + MEL

Obóz cz. 5 „Powrót z obchodu najdłuższego” MWT + HTR/AKS + MEL

Obóz w UW w liczbach:

20.09

Sytuacja ptasia wskazuje, że najwyższy czas zwijać obóz. Dzisiaj tylko dwa półptaki. Co gorsza flaming postanowił rozpocząć jesienną migracje opuszczając bezpieczne obozowe schronienie. Wacki puste, ale nasi bohaterzy przynieśli pełne plecaki bogate w kalorie. Poznajemy tajemnice skata. Jednak opłacało się chodzić na matematykę. Zbieramy siłę do noszenia wacków. Przy odrobinie szczęścia zachowamy ją na jutro chociaż pewności nie ma. Cytując Alexa: „wacka puste, ale osoby pełne”.

19.09

Obudził nas deszcz. Wczorajszego sukcesu nie powtórzyliśmy, ale nic straconego. Zmysł techniczny kolegi Tomka zaowocował idealną mysią pułapką. Poza domkiem znalazły się 4 ogonki (w porównaniu do 7 siewek w wackach). Łapanie ssaków idzie nam prawie tak samo dobrze jak ptaków. Świętowaliśmy też Międzynarodowy Dzień Mówienia Jak Pirat. ARRRRRR!!!! W wolnych chwilach zebraliśmy grzyby, zrobiliśmy klasyczny wrześniowy dżem z róży, a jeden ancymon doznał meteopatia i srodze cierpiał cały dzień nie wychodząc ze śpiworka. No i duszki latają że hoho!

18.09

Ciepły, południowy wiatr przywiał siewki w liczbie dawno niewidzianej. 27 siewek z 4 gatunków zrobiło robotę. Delikatnie liczyliśmy na płatkonoga kręcącego się przy wackach, ale musieliśmy się zadowolić foczkami machającymi do płynącego po wodę kajaku. Unoszący się w domkowym powietrzu mysi zapach i obawa nadejścia HANTA zmniejsza naszą pewność siebie. Od jutra coś z tym robimy.

17.09

Wymiana załogi w toku. Dzienny wskaźnik ptako-załoganta (WPZ) osiągnął 1,2. Jest postęp. Ciąg dalszy wymiany skali osobowego. Naprawa płotu na kierownicy zaowocowało zmniejszeniem liczebności turystów wszelkiej płci i wieku. Jak zwykle co ambitniejsi dawali sobie rade. Wieczór zapowiada się ciepły. Noc zapowiada się ciepła. Wrzesień zdezerterował i całkowicie poddał się sierpniu odsłaniając swoje miękkie, późnoletnie podbrzusze.

16.09

Upalnego września ciąg dalszy. Nowy kierownik, stara bieda. Załoga liczniejsza niż ptaki. Jednak na naszą skuteczność nie możemy narzekać. Na 6 ptaków na dużym obchodzie 3 dostały blachy. Skład osobowy w trakcie zmiany. Przyjazdy, odjazdy, pożegnania i powitania. Turyści dają się we znaki. Na piechotę, na skuterach, na rowerach, z dronami, z psami, z dziećmi, z kocykami. Leżąc, chodząc, jeżdżąc I zaznając uniesień w rezerwatowych krzakach. Brakowało tylko szczudlarzy i połykaczy ognia. Wieczór upłynął pod znakiem gier towarzyskich. W szulerni o bójkę nie trudno, szczególnie gdy stawka jest większa niż życie. Szczęśliwie obyło się bez rękoczynów. Ps. Błotnica i płatkonóg szydłodzioby podbudowały morale.

13.09

Ptasio szorujemy po dnie… Dziś 4 siewki. Za to na obiad wjechał wielki gar zupy warzywnej. Dokończyliśmy malować domek zanim przyszła wieczorna burza.

12.09

Gdyby nie dostęp do kalendarza można by pomyśleć że mamy środek lata: 28 stopni w cieniu, morze gładkie jak lustro, muchy żrą cholernie, przylatują zgrzypiki, turystów dużo, tylko siewek coś mniej niż w lipcu. Dziś tylko 4 w tym młoda grzeczna sieweczka. Natomiast myszy aktywność mają iście jesienną i intensywnie szykują się do zimy pracowicie przenosząc nasze zapasy pod domek (robiąc swoje). Podczas upału ratujmy się jedząc melona i pijąc colę z lodówki. Od zwariowania z braku ptaków ratują nas wróblaki.

11.09

Wynik słaby jak cały sezon. HTR przyjechała zmienić AKSa, żeby ten mógł pojechać do Gdańska. Załoga jest dzielna, ale bezptasie niszczy morale. Sytuację próbują ratować wróblaki

10.09

Tomek rusza na obchód nadłużysz, ale kajakiem! Jonasz nie daje się wciągnąć w ten bardzo literacki biznes i wraca na piechotę. Przynajmniej jego plecak się przepłynał.

9.09

Ostatni pełen dzień na UW, wypadałoby zrobić coś monumentalengo, ale oprócz wyrzucania turystów z rezerwatu nie idzie nam najlepiej. Chociaż dwie załogantki dokonały zakupu nowej butli z gazem w Świbnie, zawożąc starą i przywożąc nową wózeczkiem po niemałym piachu. To było całkiem coś. Robimy plany jak tak zrobić, żeby się nie na robić, czyli o której kto i jak i z czym będzie płynąć kajakiem.

8.09

Dziś wyjechał Paweł i powoli następuje przemienienie proporcji; nowa krew zaczyna dominować nad starymi weteranami z kulignowskiego frontu. Dużo rozmawiamy o kluczowych inicjalnych doznaniach i o tym jak tu zrobić dobre acz trwałe pierwsze wrażenie.

7.09

Zmiana falowania na Wiśle sprawiła, że przy kierownicy zrobiło się małe jeziorko i nawet chodzą na nim siewki. Rzuciliśmy w nie wackiem, więc wynik dzienny nie był taki zły. Łapią się alpiny dziewczyny, które definitywnie mają czym sondować. Odczucia są jakby nie z tego miesiąca, mamy bikini day i gryzące bolimuszki jak w lipcu, a to przecież wrzesień. Tylko zintensyfikowanego przelotu dorosłej alpiny brakuje.

zdjęcie wschodu słońca wykonał https://przygodyprzyrody.pl/

6.09

Dwie Zuzy przyniosły dwa ciasta. A do tego na obiad były racuchy. Szkoda, że całej tej cukrowej nadwyżki energii nie możemy przełożyć na ptaki. Co prawda coś tam chodzi po plaży, ale omija wacki slalomem gigantem, lub wchodzi i wychodzi jak od/do siebie. Płaska jak stół Wisła pozwoliła uskutecznić Tomkowi i Ani wyprawę kajakową i uzupełnić zapasy wody. Zastanawiamy się, kto jest najsilniejszym kierownikiem na Kulingu, i czy być może wiąże się to z zaciskaniem blach palcami.

zdjęcia ptaków wykonał https://przygodyprzyrody.pl/

5.09

Znikąd przyleciało fajne stado krzywodziobo-piaskowcowo-kamusznikowe i to podniosło nasz dzienny wynik do 15 zobrączkowanych ptaków, gdzie alpina stanowiła znaczną mniejszość. Wywołało to takie emocje, że obiad zjedliśmy w pośpiechu (pyszne burgery fasolowe!), a wyprawę kajakiem po wodę przełożyliśmy na inny dzień. Jednak na jednym dobrym obchodzie się skończyło. Oprócz tego w naturze niewiele się dzieje. Nasze siły przekierowaliśmy na naprawdę płotu na końcu rezerwatu, przestawianie wacków (ale po co?) i wypraszanie turystów prezentujących cały przekrój naszych ulubionych cech tj. nagość, bezczelność, spuszczanie psa ze smyczy i grillowanie. Kryzys prądowy trwa dalej, ale nie powstrzymuje nas to przed graniem w jednorożce przy świetle namiotowej lampki.

4.09

Dzisiejszy dzień zatytułowany został przez Jonasza jako 'bu/óle’. Ponieważ graliśmy w bule i zaobrączkowaliśmy J E D N Ą alpinę. I to o 17, więc większość dnia minęła nam w przeświadczeniu, że nie będzie nic.

zdjęcia ptaków wykonał https://przygodyprzyrody.pl/

3.09

Dziś dzień tłustego piskliwca, złapało się ich aż 5! I oprócz jeszcze jednej alpiny, to na tyle jeśli chodzi o dziś. Może to nawet lepiej, że nie pokazujemy tego na wykresach. Tomasz wegańskie curry doprawił kabanosem. Ogarnia nas marazm i majaki z braku ptaków, więc spać idziemy o 21.

2.09

Na łasze są 3 alpiny, wszystkie mają obrączki i w zasadzie wszystkie łapią się wielokrotnie w ciągu dnia. Wniosek: wacków lepiej postawić się nie da, skuteczność łapania jest super, tylko po prostu nie ma ptaków. Dopiero pod wieczór wyrzuciło trochę gluta przy kierownicy, ja to bym nawet powiedziała glucika. Chodzi tam trochę kamuszników, krwawodziobów, rdzawych, i alpin. Do tego siewnica i piaskowiec. Obstawiony jest tak wackami, że chyba na 1m2 gluta przypadają 2 wacki. Końcowy efekt to 18 z 5 gatunków, tylko totanus się nie łapie. Próbujemy zrobić dżem z róży, a w lodówce mamy jelonke, jemy pyszną owsiankę i sojowe schabowe i grzejemy kości w już wrześniowym słońcu, po naprawę zimnej nocy!

1.09

Dzień mija nam na porządkach i debatach nad sposobem zabezpieczenia żywności przed myszami Stefanią i Stefanem. Czy dobiorą się do kawy, skoro już spróbowały proszku do pieczenia? Mamy też kryzys prądowy i ptasi, nie owijając w bawełnę zaobrączkowaliśmy dziś 3 ptaki i wszystkie diody migają na czerwono. A tak to dzień retrapa.

MWT

MWT

Comments are closed here.