Rezerwat przyrody Mewia Łacha i dobrostan świata żywego będący w jego granicach pilnujemy od 2007 r. Chronimy czynnie najcenniejszą część rezerwatu przed nadmiernym, niekontrolowanym i często niecywilizowanym ruchem turystycznym, nie pozwalając na zadeptywanie kolonii i płoszenie ptaków. Pilnujemy łach z ptakami i fokami by nie cumowały tam jachty, grodzimy rezerwat nie pozwalajac na rozdeptywanie wydm i muraw i do tego edukujemu, edukujemy i jeszcze raz edukujemy tysiące odwiedzających rezerwat turystów. W 2015 r. dzięki wsparciu GRUPY LOTOS S.A. i WFOŚiGW w Gdańsku odbudowaliśmy spaloną w 2013 r. platformę obserwacyjną, która wraz ze ścieżką przyrodniczą pomaga w znaczącym stopniu zapanować nad tłumami zwiedzającymi ten fragment naszego kraju. W 2016 r. mamy najlepszy rok w historii gniazdowania rybitw czubatych w Polsce.
Zakończyliśmy nasz najlepszy sezon obrączkowania siewek.
Czy to w Ujściu Wisły, czy gdziekolwiek przez ostatnie 34 sezony.
Padły też rekordy biegusa zmiennego i krzywodziobego.
W sumie zaobrączkowaliśmy 5.456 ptaków siewkowych!


800 par rybitw czubatych wychowało 460 piskląt.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dofinansowuje nasze prace w rezerwacie od 2008 roku.

W 2016 roku otrzymaliśmy
od WFOŚIGW w Gdańsku:

50.000 zł dotacji na projekt z zakresu czynnej ochrony przyrody:
Monitoring walorów przyrodniczych i zagrożeń oraz zabiegi czynnej ochrony na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku (rezerwaty przyrody "Mewia Łacha" i "Ptasi Raj") w 2016 r. Koszt kwalifikowany projektu to 63.000 zł,
Zobacz sprawozdanie z projektu >>PDF<<

oraz 70.000 zł dotacji na projekt z zakresu edukacji ekologicznej:
Przyroda wybrzeży - poznaj, decyduj, chroń
Koszt kwalifikowany projektu to 81.000 zł, szczegółowy opis dostępny jest tu >>PDF<<

Zobacz tegoroczne materiały medialne z Ujścia Wisły:
Zobacz nasze zdjęcia i opisy z lat poprzednich:
   
  

2015
2014    2013
2012    2011
2010
   2009
2008
   2007

Zdjęcia udostępnili: Marek Cieszyński, Jowita Kurach, Ania Kassolik, Marcin Sołowiej, Szymon Bzoma, Kasia Komarowska, Adam Kuźnia, Wojtek Janecki, Jan Rapczyński, Anna Włodarczak-Komosińska, Marek Cieszyński, Gosia Czaja, Włodzimierz Meissner, Dawid Kilon, Kasia Roziewska, Piotr Nagórski, Adrian Kurpas, Sabina Kaszak, Jerome Ainsley, Kamil Dembiński, Katarzyna Lesner, Maciej Kozakiewicz.

Zdjęcia z obozu prosimy wysyłać na: kuling@wp.pl

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej



24 września (sobota). Zły odpuścił. Nawet prognozy sie nie sprawdziły i było bezwietrznie i słonecznie, kropiło tylko chwile rano. Domek rozebralismy szybko i sprawnie na jednym akumulatorze Makity. Jak dotarła większość posiłków, załapali się już prawie tylko na przepędzanie myszy spod domku. I pakowanie traktorów, które będąc o 13 dały nam godzinę ożywionej dyskusji podczas czekania. Zabraliśmy wszystko - ze śmieciami i elementami ścieżki włacznie, choć były obawy czy nie poczeka to do poniedziałku. I uwaga - dzięki piątkowej akcji PNG w kontenerze - zamknęliśmy jego czeluście o 16:30! Super wyniki i wielkie podziękowania dla wszystkich biorących udział w akcji, szczególnie ostatniej załogi!


23 września (piątek). Ponieważ w sobote ma wiac i padać, piątek upłynął pod znakiem prac wieńczących sezon. Przede wszystkim rozpieszczamy sie kulinarnie, wszak trzeba wszystko zjeść co zostało. Poza tym walcząc z falami zawieźlismy resztę elektrycznego płotu z łachy do RZGW. Ostatni obchód o 14 dał jedyne tego dnia dwie tundrowe sieweczki obrożne, po czym wacki łodzią wróciły pod domek. I do wieczora zostały poskładane. A na koniec łodka została oddana, bo w sobotę fale zapowiadają się nieciekawe. Wieczorem dotarło dwóch (DWÓCH!!!) zwijaczy, więc jutro od rana w siedem osób zabieramy sie za domek... No ciekawe.

22 września (czwartek). Ptaki jak się wyniosły tak nie wóciły. Zablachowanych tylko pięć... Pogoda schyłku lata, nie zaszczyciła wrześniowymi załamaniami.

21 września (środa). Ale nędza. 6x więcej retrapów niż zaobrączkowanych, tych ostatnich tylko sześć! Z braku ptaków zawieźlismy część płotu do RZGW i mierzymy łachy. Początkowo znośna fala pod wieczór przeradza się w trudny do opanowania żywioł, ale załoga z poświęceniem i odwagą walczy na łódce. Wyjechały cztery osoby z załogi, dotarła jedna i do piątku nie planujemy zmian. Tylko ptaków mogłoby się jutro więcej złapać.

20 września (wtorek). Dzień zaskoczył bioróżnorodnością. Osiem gatunków w tym kwokacz, sfocony wczoraj przez Kamila. Za to w załodze ciągle skręca w stronę żeńską - dziś przybyły kolejne trzy załogantki. Jutro trochę ich ubędzie, ale ubędzie też połowa załogantów płci męskiej. I zostanie jeden, który z tego powodu wyraźnie się ożywia. I w ten sposób domykamy klamrę kompozycyjno-znaczeniową.

19 września (poniedziałek). Z dnia na dzień poprawiamy wynik o kilka ptaków, choć szału nie ma (38). Dziś w końcu do wacków zaczęły wchodzić siewnice - i to aż cztery. W wacku też dawno nie widziany krzywodzioby, do tego z krótkim dziobem. Wokół obozu krążą pandy. Jesienną senność załogi przerywa co rusz jakaś parka włażąca do rezerwatu.

18 września (niedziela). Kapią te ptaki powoli, ale załoga dzielnie walczy. Wacki przestawiane z zatoczki do zatoczki, oblepione ptakami, a wynik ciągle tylko lekko ponad 30. Na łasze pojawiły się przelotne ostrygojady, poro alpin, piaskowców, rdzawych i siewnic. Załoga lekko się powiększa, ale i drastycznie feminizuje. Przez najbliższe dni podobno ten trend się jeszcze pogłębi.

17 września (sobota). Chociaż dziś wrzesień to jednak sobota, a jak sobota i bez deszczu to ludzie muszą wchodzić do rezerwatu. Nawet zakonnice się trafiły, ale było im bardzo przykro. Załoga wzmocniona czeka aż ustanie wiatr i pojawi się więcej siewek, bo wynik ledwo przyzwoity. Wczoraj nie było czasu na obiad, ale dziś zajadamy się jeszcze włoskim makaronem, ciastami itp.

16 września (piątek). Załoga nadal nieliczna, za to gości multum. Dwie telewizje, ornitolodzy z RPA i Czech i tylko ptaków mało. Większość siewek w okolicy ma już obrączki, więc czekamy z utęsknieniem na nowy turnus.

15 września (czwartek). No i jest. Czterotysięczna alpina. Po raz pierwszy. Ucieszona załoga szkieletowa pod wodzą AKS, została w 100% wymieniona na niewiele liczniejszą załogę pod wodzą SZB. Wieczorna akcja batalionowa wywindowała wynik do 52 ptaków z dnia.

14 września (środa). Dziś walczyliśmy w trójkę, a na wieczór pozostał już tylko jeden zalogant no i nieco umęczony kierownik. Na obiad omlet z groszkiem. Do pierwszej w Historii KUlNGA czterotysięcznej alpiny zabrakło dwóch ptic. Miłym akcentem były cztery siewnice, natomiast nagrodą za cały pobyt -płatkonóg szydłodzioby przyniesiony z ostatniego obchodu.

13 września (worek). Robi sie jesiennie, załoga wyjechała, wiatr wieje, ptaków coraz mniej...

12 września (poniedziałek). Dzisiejsza liczba siewek 69 inspiruje załogę. Od rana towarzyszy nam skaza białkowa. Leczymy ją kolejnymi porcjami mleka od krów domowego chowu. Odkryliśmy packę na myszy, po tym jak zaczeły biegać po załogantach. Obiecana Maślanka nie dojechała więc radzimy sobie mlekiem.

11 września (niedziela). No i stało się!!! Padło zarówno 5 tysięcy siewek (drugi raz w historii, a pierwszy raz od ćwierć wieku!!!) jak i najlepszy wynik EVER w historii KULINGa. Finalnie zakoczyliśmy dzień wynikiem 102 siewki. Można by napisać więcej, ale (chyba w w wyniku świętowania cierpimy na zbiorowe zatruci laktozą.)...
Reasacummując. Jeszcze nigdny w ciągu roku KULInG nie zablahnował tylu ptaków.....ofuck bada orąd 4 procęt. dodaj resztee fotni ea ray

10 września (sobota). Po trzy dniowym szczytowaniu możemy wreszcie nieco odpocząć. Cztery dyszki złapanych siewek pozwala nam na ogarniecie domku, kąpiel i uzupełnienie zapasów wody (zapasy mlek wszelakich uzupełnimy jutro). Odnaleźli się zaginieni załoganci, a Adam zamienił się w Szymona więc równowaga w przyrodzie zachowana. Wieczorek spokojny bo zbieramy siły przed obchodami PIĘCIOTYSIĘCZNEJ siewki, a do tej brakuje już zaledwie 5 ptaków!!!

9 września (piątek). Kolejny świetny dzień, dziś 129 siewek w tym aż 60 z sieci, które ku naszemu zaskoczeniu dobrze łapią też za dnia. W miażdżącej dominacji oczywiście alpina, ale warto wspomnieć chociażby brodźca śniadego. Po południu pomogliśmy pracownikom Stacji Morskiej w Helu zabrać z foczej wyspy zalegającą tam od kilku dni fokę, niestety nie pospolitą. Powoli robi się słabo z załogą, jedni pojechali, inni nie przyjechali, a jeszcze inni uciekli.

8 września (czwartek). Ptaków ciągle oporowo, więc wizja nadchodzącego rekordu wszechczasów nakręca nas do zintensyfikowanej walki o każdego siewkokszatałtnego skrzydlaka. Poza wackami w ruch poszły sieci, a ptaki łapiemy tak w dzień jak i nocą. No i mamy kolejny wyniczek powyżej setki, a dokładnie 127 siewek. Pożegnaliśmy Krzyśka i przywitaliśmy Arka a wraz z nim dwa ciasta które przywiózł aż z Małopolski. A na wieczór intensywna debata o tym jak definiować rekord: z Borętami czy bez, wliczać pisklaki i indywidualne ekscesy obrączkarzy, czy nie.. Stanęło na tym że najbardziej honorowo będzie uwzględniać wynik czysto Ujściowy, a więc brakuje jeszcze 350 siewek.

7 września (środa). Dołek w ptakach nie trwał długo, dziś znowu na cyplu pojawiły się tabuny siewek. Finalnie udało się wykręcić wynik 132 z czego 119 to alpiny, czyli rekord roku podkręcony znacząco. A wieczorem delikatnie celebrowaliśmy rekord alpinkowy, ale to tylko trening przed prawdziwym świętowaniem, które jak tak dalej pójdzie czeka nas całkiem niebawem.

6 września (wtorek). Hasła na dziś: nie dziel skóry na niedźwiedziu, nie mów hop póki nie przeskoczysz i tym podobne. Po tym jak wczoraj brakowało dziewięć alpin do najlepszego wyniku w historii, wszyscy byli pewni że rekord padnie dziś - i to podczas pierwszych obchodów. Nic bardziej mylnego... Łącznie złapaliśmy 17 siewek z czego tylko OSIEM alpin!!! Pod wieczór nastąpiła zmiana kierownika z AGO na AKS, a na cyplu stanęły sieci.

5 września (poniedziałek). Dzień zaczął się słabo, ptaki rozkręciły się dopiero po południu. Przybyły nowe posiłki załogowe i odwiedzili nas kandydaci na przyszłych obrączkarzy. Na koniec dnia załoga z hasłem: Aleja Wacków lecimy - załoga zrobiła ostatni obchód w szatańskim wietrze i przy niewiarygodnie widowiskowym zachodzie wrześniowego słońca. Do rekordu alpiny zostało dziewięć ptaków, jutro będzie TEN DZIEŃ.

4 września (niedziela). Z trudem, w deszczu, ale z pełnym zaangażowaniem walczymy o rekord. Dziś znowu sporo szlamników i biegusów rdzawych. Przyleciały płaskonosy i świstuny. Po południu spora część załogi wróciła do domowych pieleszy. Kwitnie czarny rynek pozostawionej odzieży. Naszych załogowych gołębiarzy odwiedził mega rasowy gołąb. Próba zdobycia bieguna przez turystów zakończona interwencją. Na koniec dnia wspaniały sernik od Ewy: bardzo dziękujemy!

3 września (sobota). Dziś pożegnanie Holendrów, bardzo będzie nam ich brakowało. Zaobnóżkowaliśmy kszyka i piskliwca, sporo sieweczek obrożnych, a nasz rest room spodobał się dudkowi i alpince. Najechały nas hordy turystów, więc interwencji multum, a tłumaczenia łamiących zakazy nie nadają się do cytowania.

2 września (piątek). Piotr znowu zasłużył się - wacki kapitalnie pracowały, wczorajszy wynik podwojony: 110 ptaków. Od poranka dzień zapowiadał się doskonale i sugerowal świętowanie - przy otwieraniu wackow załoga znalazła okazały pęk zielonych balonów.

1 września (czwartek). Dziś okrągła 50-tka. Ptaków mniej, ale kurs na rekord utrzymany. Dzień zaczął się krakowskim ciastem jogurtowym z jagodami. Szlamniki utrzymały wysoką frekwencję w wackach. Tablica na wyspie znowu stanęła - Piotrek i Halina zasłużyli na mleko. Po długich tłumaczeniach rowerzyście, że kierownica nie służy do jazdy w maratonie, AGO ochrzciła czwórkę delikwentów, nasz gość z Niderlandów też dopełnił tradycji.

31 sierpnia (środa). Dzień zaczął się z przytupem. Na powitanie trzy eryki. Dziś postawiliśmy na jakość i biodiversity - 12 gatunków. Odwiedzil nas Prezes i uzupelnił zapasy blach, żywności i finansów. Zabrał silnik kajakiem i tradycji stalo się zadość - było wodowanie, ale tym razem w wykonaniu DOZ, Prezesa ominęło. Z niecierpliwością czekamy na poranną rewelacyjną drożdżówkę z Krakowa.

30 sierpnia (wtorek). Pogoda taka, że mleko nie schodzi, walka z żywiołem trwa. Kajakowanie do Świbna po dodatkowe akumulatory wprawiło Jana w dobry humor, za to z powrotem kajakarze utknęli na redzie, przytomność i sprawność załogi uratowała ich z opresji. Hasło nawołujące do kolacji: odwłoki bez zwłoki do roboty. Na zakonczenie wspanialego dnia - Juttertje.

29 sierpnia (poniedziałek). Z powodu rewelacyjnego sezonu okazało się, że wczoraj mieliśmy 4000 ptaka w UW, więc dziś nadrobiliśmy załegłości. Komisyjnie uznaliśmy, że był to szlamnik. Załoga zmienia się dynamicznie, ptaki dopisują. Wzmocnienie załogi przybyło aż z Niderlandów.

28 sierpnia (niedziela). Kolejna zmiana kierownika, teraz dowodzi AGO. Ptaków nadal mnóstwo, na horyzoncie majaczą już nawet problemy ze stalówkami! Sierpień się jeszcze nie skończył, a już mamy drugi wynik w historii KULINGa i realną szansę na pierwszy! Jest też rekord roku biegusa krzywodziobego, a padnie jeszcze kilka innych, w tym, być może, alpiny! W ferworze walki przeoczono trzytysięczną alpinę sezonu i czterotysięczną siewkę. Ale i tak humory dopisują i nawet najazd Homo debilus, który postanowił hucznie uczcić ostatni weekend wakacji, nie przeraża.

27 sierpnia (sobota). Dziś szał na kierownicy - czy da się powstrzymać rzekę stonki? Wyjątkowo udało się przygotować, a nawet zjeść obiad, a była chińszczyzna. Walczyliśmy dzielnie o 200 alpin, ale polegliśmy (197). Natomiast 242 siewki dostały obrączki (najlepszy dzień w naszej historii UW!). Plastiki się pokończyły. Syreny z wyspy nawołują siebie lub nas.

26 sierpnia (piątek). Dzień rozpoczął się miłą tradycją chrztu nowych załogantów. Potem było tylko lepiej. taki wręcz przepychały sie do wacków. Ten napór trwał do późnego wieczora. Strudzona załoga z utęsknieniem wyczekiwała wytchnienia przy szklance mleka. Wynik dnia: 177!

 

25 sierpnia (czwartek). Nie wiadomo co się działo tego dnia. Prawdopodobnie były roladki wieprzowe a'la Alvaro i sieweczka obrożna z Finlandii.

24 sierpnia (środa). Dzień ciszy i spokoju w rezerwacie: z tej ciszy postanowili skorzystać właściciele prywatnych samolotów, skuterów, helikopterów i właściciele pieska myśliwskiego... alpiny jednak przetrwały wszystko! Braki w plastikach daja się we znaki.

23 sierpnia (wtorek). Po pracowitym dniu załoga konsumuje obiadokolację. Znowu zupa, trzeci dzień pod rząd. Potem gry i zabawy przy kapce mleka. Energia mleczna poniosła niektórych załogantów na nocne wędrówki i penetracje.

22 sierpnia (poniedziałek). Prezes (jakiś obcy) przynosi z obchodu terekię - wiadomo - stanowisko zobowiązuje.

21 sierpnia (niedziela). Zadziwiająco: nie mleka (niespodziewane dostawy z zewnątrz), ale cierpimy na braki pieczywa. Dlatego na śniadanie naleśniki z majonezem. Zapachy obiadowe zwabiły dziś turystów z wieży - pytali o dania na wynos... Zmiana kierownika opłakana przez przyrodę... Punkt objęła SKA. Padła 3000 siewka obozu - najwcześniej w historii KULINGa. Tym razem to sieweczka obrożna. Minuta szturmem zdobyła miejsce na podium i pierwszy w tym sezonie eryk.

20 sierpnia (sobota). Pracowity dzień. Dużo ptaków w tym siewek i pliszek. Minuta, kamusznik i knot pną się ostro. Załoga dzielnie walczyła. Niestety desant Prezesa po graty z Boręt skończył się trzydziesto minutowym holowaniem go kajakiem do brzegu przez Kierownika. Silnik zrobił DEAD. Na koniec dnia obchód z dużą ilością ptaków i kąpiel w morzu. Jutro z rana walczymy o trzytysieczną siewkę na tym obozie. Zostały 23 ptaki :)

19 sierpnia (piątek). Dziś na obozie od rana było co robić. Z każdego obchodu po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt ptaków. W efekcie mamy najlepszy nasz sezon w UW i zamierzamy to utrzymać. Dziś kierownik wraz z SKA przeprowadził grupowy chrzest pięciu osób. Zdjęcia wkrótce. Już nie dużo zostało do świętowania 3000 siewki tegorocznego sezonu :) rodzynkiem na torcie dzisiejszego dnia była alpina z duńskim paszportem.

18 sierpnia (czwartek). SZTORM minął więc zaczęliśmy biegać z wackami za wodą. Załoga się powiększa. Wieczory mijają nam na degustacji specjałów regionalnych wyskokowych z Wyspy:) kulinarne obóz się rozwija i dziś były placki ziemniaczane na kilka smaków:) jutro wizyta prezesa co będzie skutkowało kontrola czystości załogi:)

17 sierpnia (środa). Wyniki: CALPIN 66, CALFER 6, CALUTA 4, CALCAN 9, PHIPUG 3, AREINT 10, CHAHIA 2 i do tego 43 RIPRIP z wackow. Do setki czystych - kontrola PLUSQU z FRANCJI :) oraz kontrola naszego knota z zeszłych lat :) Ptaki doleciały mimo deszczowej cały dzień pogody, która raczej motywowała do poprawiania statystyki w zawleczkach niż w ptakach. Desant po MLEKO udany ku uciesze kierownika, który sam osobiśscie przeprowadził desant. Wieczorem małe świętowanie wyniku oraz gry i zabawy z załogą:)

16 sierpnia (wtorek). SZTORM!!!! Do 15-tej walka ze sztormem, a potem walka z ptakami. Przywiało ich sporo, więc liczymy że uda nam się rano wykręcić dobry wynik. Próbujemy łapać słonie, rano się okaże czy nam się udało. Dotarły posiłki z Jeziorka więc będziemy dziczyć jeszcze mocniej. Rano obóz czeka wyprawa po uzupełnienie zapasów żywieniowych oraz MLEKA :)

15 sierpnia (poniedziałek). Nie jest lepiej. Generalnie siewki są, ale mają nas w nosie (10). Na nerwach gra nam zmieniający się ciągle poziom wody. Gdyby nie sieci na wróblaki, to byłaby kaszanka na zimno. Załoga daje radę i walczy z warunkami i brudem w obozie jak i na sobie. Jak pogoda się poprawi - powalczymy z sieciami na słonie.

14 sierpnia (niedziela). Zmiana kierownika na PNG, dziura ptasia (12 ledwo plus śmiecha) i zanik wieści z obozu. Ale jest nadzieja, że będzie lepiej.

13 sierpnia (sobota). Dziś pięknie sypnęło gatunkami (11 siewek, w tym nowy dla sezonu kszyk), ohar i cyraneczka, do tego rybitwa rzeczna - z naszą blachą i dołożony plastik. Włosi zjedli na koalicję makaron na słodko, teraz boją się hańby jaka może ich spotkać, jak dowie się o tym ktoś z ich znajomych;). Jest wesoło, ekipa się spisuje. Jutro wisi widmo małej dziury.

12 sierpnia (piątek). Zmiana kierownicza z ZPS na GZA, przy okazji chrzest zbiorowy - Włosi też się załapali.

11 sierpnia (czwartek). Wrócił siewkowy dołek (10!), jednak na pocieszenie piękny samiec siewnicy w ostatnim wacku na ostatnim obchodzie. Dobiła nowa, międzynarodowa załoga, oby za nimi przyleciały równie egzotyczne ptaki. Wieczorem integracja przy włoskich specjałach i polskim turbomleku.

10 sierpnia (środa). Zagranicznych dziwów na Kulingu ciąg dalszy -angielska alpina oraz hit sezonu - szlamnik z Portugalii. Siewek w wackach trochę mniej, ale różnorodniej. Słowo od edukatora: 100% skuteczności w oglądaniu fok przez turystów. W sumie 61 siewek.

9 sierpnia (wtorek). Z ptakami coraz lepiej i bardziej różnorodnie - pobiliśmy wczorajszy wynik zaobrączkowanych. Ponadto mieliśmy znów odwiedziny alpiny zza granicy naszego pięknego kraju - kolejny gość z Niemiec. A na wspaniały koniec dnia przelatujący nad głowami dorosły wydrzyk długosterny! To się nazywa ptasi dzień! Suma siewek 90.

8 sierpnia (poniedziałek). Bóstwo próśb wysłuchało i sypnęło dziś ptakami. Jakby tego było mało, z jednego obchodu przynieśliśmy włoską i białoruską alpinkę. Huuuraaa!!! A na deser wieczorem śmieszka. No i wreszcie trochę słońca. W sumie 80 zakolcowanych siewek.

7 sierpnia (niedziela). Dziś miała miejsce znaczna poprawa pogody oraz znaczna redukcja załogi i ptaków, zarówno na cyplu jak i w wackach. Może Wielki KULING jutro coś sypnie. Załoga w wolnych chwilach wymyśla różne nowatorskie formy spędzania czasu. Sytuacje na szczeście ratowały foki - grubo ponad setka.

6 sierpnia (sobota). Prawie cały dzień deszczowy. W chwili słońca chrzest świeżej załogantki. Z ptaków poza arcyfajnym małym słoniem, reszty mało w wackach i na cyplu. Rano podejrzenie rzadkiej sieweczki, jednakże niepotwierdzone w dalszej czesci dnia. Wieczorem kolejne urodziny kierowniczki ZPS - mleko się leje i się dzieje!

5 sierpnia (piątek). Stan morza 7 w skali boforta, stan obozu od dwutysięcznej siewki (przedwczoraj) 10 w skali boforta. Wiatr przewraca załogantami. Jutro szykuje się perfekcyjny dzień załoganta dla Mariusza. Brakuje tylko przeglądu sportowego. Obiad z jednego gara, powrot do tradycji stał się faktem.

4 sierpnia (czwartek). Ptasio nieduzo, ale różnorodnie :) pogodowo słonecznie-deszczowo. Rybitwy czarne lecą Wisłą w dużych ilościach, a natarcie ochotek, latających mrówek i brzegówek na obóz trwa. Nastąpiła zmiana kierownictwa - WMS z wielkim żalem oddał ster ZPS. A na dobry koniec dnia alpina z Germanii.

3 sierpnia (środa). O 16:00 zablachowaliśmy siewkę nr 2000 Ujścia Wisły 2016. Była to alpinka z plastikiem 1LP. Zgodnie z prastarą tradycją taki wynik musi być obowiązkowo uczczony, co czynimy z niekłamaną przyjemnością. Odbył się też kulingowy chrzest.

2 sierpnia (wtorek). Dziś kulinaria na wysokim poziomie. Z klasycznej zupki chińskiej robimy prawdziwy obiadowy cymes. Do tego ciastka z żurawiną i babeczki z Lęborka. No i do imprezy z okazji 2000 siewki zostało nam tylko 28 ptaszków. Przebój dnia to jednak wygrana kierownika w konkurencji losowania nagród spod mlecznych kapsli!

1 sierpnia (poniedziałek). Obyczaje kulingowskie znakomicie się sprawdzają w obozowej codzienności. Załogantki przywożą kierownikowi produkty lokalnych mleczarni, a mała buteleczka po nałęczowiance nad kierowniczym stołem niewiarygodnie szybko się zapełnia. No i wynik obnóżkowania siewek całkiem zacny! Galopujące deszcze wcale nam nie straszne!

31 lipca (niedziela). Ptasia malizna, ale cztery minutki z obu kategorii wiekowych mają potencjał szkoleniowy. Lis zaczyna być prawie naszym zwierzątkiem domowym.

30 lipca (sobota). Odbiliśmy się od niskich stanów i wyniczek dziś zacny. Jako że załoga już jest, to jutro w końcu pojawi się miś kloaka. Miś na miarę potrzeb. No i sensacja anatomiczna: alpina z 11 lotkami pierwszorzędowymi!! Drugi raz w historii Kulinga.

29 lipca (piątek). Generalnie ptaków wciąż nie ma i obawiam się, że długo ich nie będzie. Dwoje Holendrów poszło na obchód (tzw. Dutch Trap Check) i przynieśli młodego rycyka! Ósmy rycyk na Kulingu! Na dodatek rycyk został wybrany w powszechnym głosowaniu ptakiem Holandii. Przeżyliśmy jakoś trzy nawałnice i domek tylko trochę przeciekał. Jak przyjedzie załoga to go może naprawimy. Tymczasem cieszymy się z rycyka słodkim mlecznym jogurtem na kwiatach bzu czarnego.

28 lipca (czwartek). Dzień jak wczoraj. Rozpoczął się etap sublimacji załogi. No ale trzy Tringi z 3 gatunków to fajna rzecz w UW. Czekamy na ptaki....

27 lipca (środa). Kiedyś wszystko musi się skończyć (oprócz Kulinga, Kevina na Święta i Raportu raz w roku, bo bladej w Helu już nie ma). No i dziś nie udało się doczołgać do trzech dyszek. Ptaki znikły i albo zaraz będą nowe, albo sierpniowa dziura w tym roku zaczęła się pod koniec lipca. Za to poprawiliśmy wackowe konstrukcje i wygruzowaliśmy z czeluści obozowych dwa wory śmieci wożonych z pietyzmem od lat. Aha-alpinka ze szwecji osładza niski wynik.

26 lipca (wtorek). Kontynuacja programu 50+; czyli cudowne dni z wyniczkiem powyżej tej cyferki. Do tego pierwsza w historii Kulinga (a to 34 sezon obozowy) minutka z Italii. Telepatycznie łączymy się z Borętami i trzymamy kciuki za kolejne nocne słonie. I jeszcze pyszne ciasto, które dotarło wraz z mlecznym czeropakiem.

25 lipca (poniedziałek). Dzień szalony z lekka. Kazdy wynik 50+ jest dobry, wiec dobrze jest! Napraw cd i prad jest a bedzie go wiecej. Zamieniamy tez mleko na mleko bo poprzednia kierowniczka z panika w oczach opowiadała o niezrozumialej i nieznanej dotad prze 34 sezony obozowe zamianie w odwrotnym kierunku. No i był Doctor należycie uzbrojony jak cysterna. Ten sam o którym śpiewaliśmy 'O Doctor Doctor help me please" -ale kto to pamięta!

24 lipca (niedziela). Zmiana kierowników i ubytek załogi. Do wyrównania dziennego rekordu sezonu zabrakło trzech ptaków, ale cyferka 166 jest absolutnie doskonała. Na wykresie tego nie widać, ale ten rok jest lepszy od poprzedniego o... jednego ptaka :) Prądu brak. Jutro naprawi się prąd, drzwi i inne rzeczy.

23 lipca (sobota). Dziś alpina dopisała jak co dzień, totek, malutki, ferki, rybitwy rzeczna, łabędź. Wydrzyki cały czas prezentują swoje umiejętności. Poza tym goście krajowi i z Indii oraz ekipa borętowa. A jak goście to i słodkości. Trochę rozgardiaszu łącznie z topieniem łódki i poszukiwaniem ukrytych sprzętów obozowych. Prąd wrócił dzięki Toriemu, który z determinacją chciał naładować telefon :) Na wieczór foka broni dostępu do wacków. Niestety na ostatnim obchodzie trzeba ja będzie przegonić.

22 lipca (piątek). Dziś pogoda jesienna toteż z rana trzy wydrzyki latały nam nad głowami. Ponoć w ferworze zapomnieliśmy o tysięcznej siewce obozu!. Ale że na KULINGu jest tysiąc powodów do świętowania, to dziś 1000 alpina. Która po turecku nazywa się kara karn kim kurzu. Foka przy wackach, ale nie ta z radiem na plecach. Jutro w obozie wizyta ambasadora. Rozbijamy też obóz w Borętach.

21 lipca (czwartek). Dziś rano chmury, przez chwilę mgła zasłoniła wszystko, ale potem na szczęście wyszło słońce. Być może to wpłynęło na ptaki, które przez pół dnia biegały po piachu i skutecznie unikaly pułapek. Ptaków coraz więcej spaceruje po łachach, w tym pierwszy plłskodzioby, który zawsze był zwiastunem dobrych zmian. Dziś poza dominującą alpiną: totek, szlamik, kamusznik i malutki . Przy wacach wypoczywała foka, a wieczorem wydrzyk śmigał nad głowami. Pustynnej nie widać ech :(

20 lipca (środa). Dziś kosz z alpiną mi nie miał dna. Co się nie udało wczoraj jest dzisiaj :) Pogoda w końcu bardziej lipcowa, więc był to dzień kąpieli, ale i też zbierania grzybów, zakupów i porządków. Prace archeo dały kilka zardzewiałych puszek. Znaleźliśmy też ziemniaki kapustę i cebulę. Ktoś kto to chował chyba liczył że przetrwają do września. Do czego służą dziury z z rurami kanalizacyjnych do dziś nie wiemy. Ciekawe co znajdziemy jutro.

19 lipca (wtorek). Wieści z obozu nie ma, same zdjęcia i cyferki. Ze zdjęć wynika, że złapał się pierwszy kulik mniejszy w sezonie i załoga też dopisuje. Cyferki mówią o 90 zakolcowanych siewkach.

18 lipca (poniedziałek). Alpina, alpina i alpina. Nam to psauje :) Widac efekty Brexitu , bo w wackach kolejny uchodźca z Londynu. Rano przy wackach siedziały uhla z lodówką, co oddaje mało lipcowy klimat.

17 lipca (niedziela). Ptaków mniej, łącznie 72. Kolejna kontrola (Londyn). Tyle dotarło z obozu :)

16 lipca (sobota). Dziś coś drgnęło...można by rzec nawet, że to był udany dzień. Z każdej strony atakowały nas biegusy zmienne. Jeden doleciał z Ukrainy. Zaczęło się niewinnie, ale z każdym kolejnym obchodem ptaków przybywało. Kierowniczka nie odchodziła od stolika obrączkarskiego, a dzielna załoga donosiła kolejne ptaki. Poza alpinami mieliśmy dziś jeszcze biegusa małego, kamusznika (pierwszy w sezonie), krwawodzioba, biegusy rdzawe i krzywodziobe, w tym jednego prosto z Madrytu :) Zakończyliśmy wynikiem 159 siewek. Zobaczymy co przyniesie kolejny dzień. Jutro zmiana kierowników, AKA zostanie zastapoiona przez AWŁ, a więc władza pozostanie nadal w kobiecych rękach.

15 lipca (piątek). O godzinie 10 wszystko wróciło do normy. Wacki znowu łapały. Dziś tylko alpinki. Noc była ciężka. Wiatr hulał, deszcz zacinał, a my martwilismy się ile wacków pochłoną morskie głębiny. Okazało sie, że strat nie ma, a wacki po delikatnym liftingu (odpiaszczenie i odglonienie) nadawały się do ponownego użytku. Obserwowaliśmy dziś intensywny przelot zarówno siewek jak i kaczek. Wróciła sieweczka pustynna, a na cyplu siedziały dwie niepłochliwe popielatki. Ewidentnie różnorodność gatunkowa siewkusow wzrosła, niestety nie zaszczyciły nas swą obecnością w wackach. Wiatr ciągle silny, ale dziś śpimy spokojnie.

 

14 lipca (czwartek). Na pierwszych obchodach lało, potem było pochmurno, ale dawaliśmy radę. Mimo kiepskiej pogody było co z wacków wyciągać. Koło 15, zgodnie z prognozami zaczęło się najgorsze... stopniowo, aczkolwiek dość dynamicznie, wzmagał się wiatr i deszcz. O 17 cali przemoczeni i wytarkowani piaskiem zacinającym z każdej strony wróciliśmy do obozu po zamknięciu pułapek i zniesieniu ich w bezpieczne miejsca. Reszta dnia upłynęła nam przy rozmowach, grach i rozgrzewających naleśnikach Olgi. Przywitaliśmy załogantów z Małopolski i ze smutkiem pożegnaliśmy Huberta, który targany wiatrem zniknął za ścianą deszczu w swoim zielonym płaszczyku. Obecnie stawiamy garnki w miejscach, gdzie deszcz wdziera się do naszego przytulnego lokum i z lekkim niepokojem zerkamy, czy dach nadal jest na swoim miejscu ;)


13 lipca (środa). Widoczna poprawa. Co jakiś czas na cyplu pojawiały się stadka siewek, ktoóre w mniejszym bądź większym stopniu odwiedzały wacki. Miłym akcentem dnia była dorosła siewnica. Skończyliśmy na sześciu gatunkach siewek, więc jest nieźle. Nadziei na więcej narobily nam słonie, zarówno wielkie jak i mniejsze, buszujące po plaży... niestety żaden nie skusił się na blachę. Szykujemy się na jutrzejszy sztorm. Załogę zasiliła zagubiona załogantka Martyna i Janek z Warszawy. Hitem kulinarnym były naleśniki Olgi, a rozrywkę zapewniały gry Huberta

12 lipca (wtorek). Dziś zmiana kierowników, dowodzi AKA. Ptaków przez cały dzień niewiele, głównie retrapy. Dopiero wieczorem trochę nadrobiliśmy alpinkami (38). Z rana nadal można było oglądać sieweczkę pustynną. Z ciekawszych w wacku mewa mała. Obiad nieco przesolony, turyści wyedukowani, a wieczorem śpiewające foki. Czekamy na kolejną falę ptaków, bo rok już nie jest najlepszy w historii. Śmieszki koło obozu jedzą mrówki.

 

11 lipca (poniedziałek). Zmiana kierownictwa - AKS objął punkt w posiadanie i w związku z tym nikt nie napisał, co się działo. A była telewizja - TV Meteo Activ i sieweczka ciągle na cyplu. Zablachowanych siewek 39 - dobry wynik, ale czekamy co będzie jutro, bo rok wcześniej to 12 lipca zaczął się nalot alpiny.

10 lipca (niedziela). Dziś wyjechali prawie wszyscy, zostały trzy osoby. Nie przeszkadza to ostro dziczyć - 48 ptaków to niezły wynik. A do tego jeszcze remont ścieżki i akcja z policją - kajakarze wtargnęli na foczą wyspę.

9 lipca (sobota). Sieweczka się zretrapiła, a wokół obozu krążyły hordy tłiczerów. Ptaków w wackach tylko nieznacznie mniej niż wczoraj - 62. Pierwszy szlamnik i minuta. Wieczorem wiadomo co.

8 lipca (piątek). Trwają przygotowania do uroczystych obchodów. Sieweczka pustynna wróciła i kręci się po okolicy.

7 lipca (czwartek). Nadal wieje. Fale z grzywami podnoszą poziom wody w ujściu i przynoszą spokój wylegującym się fokom. Ptaków początkowo nie ma, ale gdy zajmujemy się odbudową ścieżki - wracają. Dzienny wynik 34 daje nam najlepszy start w historii naszego łapania w UW, ale też upragnioną 80-tysięczną siewkę! - to oczywiście biegus zmienny vel. alpina!

6 lipca (środa). Wieje. My odpoczywamy po trudach wczorajszej nocy, łapiemy ptaki (15), budujemy obóz. Oprócz czystych alpin trafiły sie dwie z obcymi obrączkami - włoską i estońską. Ale ta estońska to... młodziak! To zapewne przychówek ginącej bałtyckiej populacji...

5 lipca (wtorek). Już nie tylko 80.000 siewek rozpaliło nasze emocje. Ok. 14 do obozu przyszła Ania Kassolik ze zdjęciami... sieweczki pustynnej! Załoga stłiczowała gatunek, ptak nawet wszedł do wacka! Ale mimo ataku kierownika, co jak Czarnecki rzucił się do wacka przez morze - sieweczka z wacka po prostu wyszła. I do wieczora już nie weszła, w sieć też nie zamierzała wpadać. Z Polski doszły sygnały o ruszających zawodnikach w celu zobaczenia ptaka. My tymczasem znaleźlismy ją podczas nocnego obchodu!!! Dostała gustowny komplet obrączek, a KULING i Polska wzbogaciły sie o nowy zaobrączkowany gatunek ptaka. A my mamy 13 mniej do 80.000!
Na foczej łasze postawiliśmy tablice informacyjne.

4 lipca (poniedziałek). Dotarły tablice edukacyjne, które niebawem przywrócą naszą ścieżkę do stanu sprzed robót hydrotechnicznych. W wackach najciekawszy wschodnioniemiecki krzywodzioby ze zużytą blaszką na tyle, byśmy zapałali chęcią jej wymiany.

3 lipca (niedziela). Załoga pod wodzą GZA zaczyna wykazywać odruchy obozowe. Od razu wzięli się za wacki, pierwsze stały już o 12, a do wieczora zaobrączkowaliśmy osiem siewek: trzy totanusy i cztery alpiny. Pierwszym ptakiem obozu był krwawodziób. Kierownictwo i załoga walczą o osiemdziesięciotysięczną siewkę w historii KULINGa. Na starcie obozu brakowało 71. Dziś już o siedem mniej.

2 lipca (sobota). Dzień rozbijania. Kto bywał, ten wie, że dach domku jest gotowy o zmroku. Tymczasem o osiemnastej lunęło potwornie i... domek stał, dach tylko lekko przeciekał, wszyscy byli zrelaksowani i zadowoleni. Wszystko przez perturbacje transportowe. Przebudowa kierownicy ujścia uniemożliwiła, chyba już nieodwołalnie, tradycyjny i malowniczy desant z kutra. Wynajęliśmy traktor z przyczepą, który niespodziewanie odmówił pracy w sobotę rano. Co było robić - zawieźliśmy domek w piątek. Nawet zaczęliśmy go od razu składać, ale już przy podłodze okazało się, że zabrakło kilku kluczowych elementów. Piątkowy wieczór minął na pogawędkach i sączeniu wody mineralnej. W sobotę śruby dotarły ok. 9.00, był czas na regenerację. A domek i tak był gotowy o 14:00, kiedy dotarł drugi transport.


statystyka