Rezerwat przyrody Mewia Łacha i dobrostan świata żywego będący w jego granicach pilnujemy od 2007 r. Chronimy czynnie najcenniejszą część rezerwatu przed nadmiernym, niekontrolowanym i czesto niecywilizowanym ruchem turystycznym, nie pozwalając na zadeptywanie kolonii i płoszenie ptaków. Pilnujemy łach z ptakami i fokami by nie cumowały tam jachty, grodzimy rezerwat nie pozwalajac na rozdeptywanie wydm i muraw i do tego edukujemu, edukujemy i jeszcze raz edukujemy tysiące odwiedzających rezerwat turystów. W br. dzięki wsparciu GRUPY LOTOS S.A. i WFOŚiGW w Gdańsku odbudowaliśmy spaloną w 2013 r. platformę obserwacyjną, która wraz ze ścieżką przyrodniczą pomaga w znaczącym stopniu zapanować nad tłumami zwiedzającymi ten fragment naszego kraju.
Poniżej okołocodziennik, z którego możesz dowiedzieć się co wydarzyło się w rezerwacie. Znajdziesz tu codzienne doniesienia z punktu zebrane niekiedy z zasłyszanych w telefonie szczatkowych informacji, telepatycznych połączeń nie zawsze niosących jasne przekazy oraz stek odrealnionych wynaturzeń autora.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dofinansowuje nasze prace w rezerwacie od 2008 roku.
Zobacz sprawozdanie za rok 2015 <<PDF >>
Zobacz tegoroczne materiały medialne z Ujścia Wisły:
Zobacz nasze zdjęcia i opisy z lat poprzednich:
soon  
 
  
 

2014    2013
2012    2011
2010
   2009
2008
   2007

Zdjęcia udostępnili: Katarzyna Stępniewska, Szymon Bzoma, Jowita Kurach, Andrzej Kośmicki, Andrzej Szuksztul, Teresa Kozakiewicz, Olek Hagge, Sebastian Menderski, Marcin Sołowiej, Cezary Wójcik, Anna Włodarczak-Komosińska, Włodzimierz Meissner, Katarzyna Roziewska, Justyna Młyńska, Maciej Kozakiewicz, Agnieszka Ożarowska, Marek Cieszyński, Zuzanna Pestka, Krzysztof Henel, Szymon Kaczmarek, Marta Szurlej, Grzegorz Zaniewicz, Michał Polakowski i Adam Janczyszyn.

Zdjęcia z obozu prosimy wysyłać na: kuling@wp.pl

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej

KONIEC!

złapaliśmy 3876 siewek - najwięcej
w naszym łapaniu w Ujściu Wisły.

Rok jest trzeci w naszej historii, ale jeszcze się nie skończył :)


1991 to najlepszy rok w historii KULINGowego łapania, a 1983 to rok drugi. 2014 to najlepszy dotąd rok KULINGa w Ujściu Wisły. W 2015 mieliśmy zamiar złapać najwięcej siewek w naszej historii.


 

26 września. To był dzień. Walka od 7 rano do... nawet nie do 18. Za wyjątkiem zmagań desantowych. Wszystko trafi do Raportu. Tu też pełniejsza relacja wkrótce. Tymczasem dołapalismy osiem siewek i brakuje nam do drugiego wyniku w historii. Teraz musimy przeliczyć raz jeszcze zapiski obozowe - różnie może się okazać.

25 września. Zaczęło wiać i falować. Ale walczymy. Wynik 33 oznacza, że brakuje nam 24 ptaków do wyrównania drugiego wyniku w historii. Więc choć jutro zwijanie, 15 najbardziej obiecujących wacków jeszcze nierozkręconych :) Zły odpuścił, deszczu nie widzieliśmy od tygodnia, dwa traktory będa po nas jutro o 13:00, wielkie wsparcie z LOTOSu nadciąga - jest super.

24 września. Ptasio nędznie. 22 ptaki to poniżej naszych oczekiwań. Do drugiego miejsca brakuje tyle ile brakuje. Walczymy. Walczymy też z zapasami jedzenia, ktoś przeszarżował z zakupami i musimy trawić. Wieczorowa pora środkowoeuropejskie panele dyskusyjne - dotarł do nas Słowak na rowerze ze Słowacji i środkowoeuropejskofile na kajakach. Foki wyją i śledzą nasze ruchy. Wydrzyki latają.

23 września. Sporo ptaków, ale magicznie omijały nasze wacki. W sumie 26 i do drugiego miejsca brakuje już tylko 79 ptaków. A walczymy jeszcze dwa dni! A jak trzeba - to itrzy. Cyferki rozpalają emocje wszystkich załogantów i coraz liczniejszych załogantek. Nad wyspą latał wydrzyk ostrosterny, a za kajakiem pływały foki.

22 września. Dzień uciekania ptaków. W kuriozalnych okolicznościach straciliśmy z pięć. Ale i tak wynik zacny - 56 ptaków, przybliżający nas mocno do drugiego miejsca w historii. W wackach gościły kilka dni niewidziane piaskowce, sieweczki obrożne i kamuszniki. Załoga rotuje, z damskiej zrobiła się męska. Świętowaliśmy trzytysięczną alpinę dużą czekoladą i kuchnią meksykańską na polskich składnikach. Na zdjęciu alpiny nie ma, żeby nie było, że odbieramy jej godność. Obozowa mysz ma 8 małych. Na wydmie wędrowny konsumował gołębia.

21 września. Są nowe ptaki i sa w wackach. W sumie 56, w tym dawno nie widziany pisik. Na obiad schabowe rozbijane młotkiem i w nagrodę debiut obrączkarski Marty. Oczywiście alpina, bo to najfajniejszy ptak. Domek powoli opanowują myszy, jutro planowana jest eksmisja na wyspę. Chyba że ubiegnie nas kot, który szwenda się po okolicznych wydmach. Płatkonogi nie chcą do naszych wacków, ale cieszą oczy na obchodach.

20 września. W nocy ukradziono nam ponton. W tych okolicznościach zgubiony wczoraj korek wlewu paliwa boli mniej. Ptaki odleciały i głównie się retrapią. Tłuszcz czasem kapie im spod pach, piątki i szóstki trafiają się co obchód. Wynik dzienny 31 jest ambiwalentny, miało być więcej a mogło być mniej. Nowi załoganci napływają z całej Polski i Meksyku, a nawet RPA na chwilę. Nasze dzisiejsze lato niestety nie jest dobrą wizytówką naszego kraju.

19 września. Nadzieja wróciła! Ciężki dzień walki z dwoma kierownikami (SZB + MSC) dał wynik najlepszy od prawie miesiąca - 67 ptaków! Przez najbliższy tydzień, a w zasadzie sześć dni, musimy łapać po średnio 42 ptaki dziennie, zeby sezon zakończyć na drugim miejscu w historii. I tak zrobimy!
W obozie kompletna wymiana załogi - a jutro dojedzie meksykanka Michelle.

18 września. Nadzieja znów odeszła. Ledwo osiem zablachowanych siewek...

17 września. Udany desant poprawił morale załogi i wynik dzienny (32). W obozie goście z RPA i w końcu biegające po cyplu siewki. Wieczorem foki śpiewają. Punkt objął SZB przypływając pontonem (tak tak, reaktywowaliśmy ponton z 2008 r. i chiński silnik). Michał był dwa razy jednego dnia w Świbnie, to też rekord. A w Świbnie wuyławiali auto z Wisły co pozostaje bez związku z wydarzeniami na obozie.

16 września. Nadzieje już nas opuszczają. Siewek ciągle nie ma, bo 12 siewek to nie żaden wynik. Mimo usilnego czesania krzaków też nic. Za to na obiad grochówka.

15 września. Ptaków dalej nie ma (złapanych zaledwie 6), ale przynajmniej dziś dowiedzieliśmy się dlaczego ich nie ma. Ano nie ma ich na cyplu, bo mają świetne warunki na wyspie, gdzie wczoraj wieczorem bylo ponad 200 siewek z 14 gatunków. Na obiad koźlaki a'la pomrowy w śmietanie.

14 września. Silny wschodni wiatr odebrał nam resztki energii i ptaków. Dziś tylko 10 siewek, czyli w sam raz na debiut kierowniczy Łukasza:) W ramach obchodów wróblaczych odkryliśmy przepyszne ujściowe gruszki i nieskończone pokłady koźlaków, a kolorowych ptaków jak nie było tak nie ma. Nadziei szukamy w prognozach pogody, ale i wieczorna obserwacja błotnicy nadaje nam sił przed jutrem.

13 września. Z ptakami dalej baaaardzo mizernie, dziś tylko 21. Ale wreszcie po kilku dniach oczekiwania złapał się młody piaskowiec i tak się złożyło że został naszą trzy i pół tysięczną siewką sezonu. Niestety wszystko wskazuje, że to będzie ostatnia okrągła liczba tego sezonu. Na cyplu ptaków jak na lekarstwo, z ciekawszych warto wspomnieć dwa płatkonogi, no i znowu leżakuje foka pospolita. W domku natomiast wielkie sprzątanie.

12 września. Dziś szary dzień, nie bardzo jest co pisać, no może poza nakręconą turystką z Łodzi. A na wieczór dojechała Ewka.

11 września. Ptaków coraz więcej ale gatunko bardzo mizernie. Dziś świętujemy zieloną noc z Greczynkami, a w ramach uczty węgorzowe uciechy.

10 września. Pogoda się ustabilizowała i nawet chwilami jest ciepło, chociaż Greczynki i tak marzną. W południe kierownicza roszada, AKS pojechał do domu pracować, a do blachowania zasiadła Ania. Z ptakami coraz lepiej, dziś 26 zaobrączkowanych siewek czyli wracamy do niezbyt wysokiej średniej z przed sztormu. Oj jednak czarne przepowiednie o słabym sukcesie lęgowym się sprawdzają. Żeby nie było nudno - stawiamy siateczki licząc na coś więcej niż jesienne sikorki.

9 września. Już po sztormie i bardzo powoli odbijamy się od dna. Dziś ledwie sześć siewek i kazały na siebie czekać aż do wieczora. Kilku godzinwne lukanie w morze przyniosło z ciekawszych perkoza rdzawoszyjego i dwa stada ostrygojadow: 20 i 10 osobników.

8 września. Dzień pod znakiem sztormu i wymiany załogi. Wacki mają dziś wolne, bo cypel w większosci zalany. MPL wyjechal a przybył AKS wraz z greckimi załogantkami. Kilkugodzinne wgapianie się w morze dało ponad 20 wydrzykow, kilka popielatek no i burzyka szarego, którego godzinę wcześniej wykrył w Jantarze Artur Niemczyk.

7 września. Dzień może nie należał do rekordowych (8) pod względem siewek i obserwacji, ale dziczyliśmy jak za starych, dobrych czasów. Zły się wściekł i przez cały dzień miotał różnymi żywiołami tak, że zaczął energicznie zabierać nasz cypel z wackami. Michał podjął decyzje o odwrocie. W okrojonym po wyjeździe Krzyśka i Arka składzie stawiliśmy czoła wyzwaniu z trzema załogantkami jakie mi zostały -i w sztormowej wichurze, deszczu a nawet gradzie -ewakuowaliśmy ponad 20 waców na ląd nie tracąc przy tym żadnego. Chyba zresztą rychło w czas, bo woda zabrała na naszych oczach szybko dużą część cypla. Szacun dla dziewczyn za wytrwałość, bo lekko nie było.

6 września. Pogoda dalej upierdliwa, a głównie utrudniają nam życie deszcze. Ptaków mało (14), ale z ilości przeszliśmy na jakość. Pół dnia w obchodzie koczowal rycyk, a rano latał spóźniony jerzyk. Przed wieczorem pojawiły się dwa szydła, które próbowaliśmy podjąć na różne sposoby. W końcu same znalazły drogę do wacków.

5 września. Pogoda się zbiesiła i siewki wybyły. W ich miejsce dotarło mało nowych więc bilans raczej ujemny (19). W trakcie gapienia się w morze wykryliśmy trzy wydrzyki (pasożytne). Do rezerwatu wtargnęło sporo intruzów - głównie na nogach, ale był i kajakarz z Oświęcimia.

4 września. Całkiem przyzwoite siewkowanie z dostawą świeżych ptaszorów, a osiem knotów to tegoroczny rekord dnia. Z plaży spłoszony w środku dnia lelek może przyniesie dalsze sukcesy. Rano chyba powrócił tępy (wydrzyk), którego na obchodzie spotkała Kasia. Załogantki spisują się na medal. Naprawiły klamkę w domku i zrobiły w pół dnia morze smacznych pierogów. Reszta zreszta też nie próżnuje.
Turkan z Ryfu wrócił po dobie łapania z wynikiem 56 siewek (dwa knoty, piaskowiec, pięć obrożnych i alpiny) plus jedną skontrolowana ujściowisłową. Relacja wkrótce, bo nadal szukamy biegusów rdzawych po całej Zatoce Gdańskiej.

3 września. Dzień biegusa rdzawego czyli dawno nie było pięciu bosych jednego dnia. Poza tym dzień odwiedzin - co chwila ktoś przychodzil i wychodził, a czasem tez przypływał. Trzy osoby ochrzczone. Trwa polowanie na słonia mniejszego. Sześć wacków odpłynęło na Ryf Mew (fotki poniżej) i chociaż 1983 wysforował sie na prowadzenie, to walczymy na dwóch frontach o roczny wynik w trójce najlepszych w naszej historii.

2 września. Zmiany w załodze i kierownictwie (teraz rządzi MPL) nie przyniosły większej ilości pierzakow - utrzymuje się mniej więcej 30 zaobnóżkowanych dziennie. Przybywa natomiast tradycyjnego ciasta, z którym na szczęście z trudem udaje nam się uporać. Domek złapał rano nietoperza, którego oddał wieczorem. Mógłby równie skutecznie łowić siewki.

1 września. Upały, ptaki najwyraźniej też nie miały sił, żeby nas nawiedzić, dopiero wieczorem coś się ruszyło. Za to zaloga kwitnie dokarmiana kolejnymi domowymi ciastami. Zrobiło się bardzo międzynarodowo: są Holendrzy, Amerykanka, Białorusini i Polacy.


31 sierpnia. Chyba odbiliśmy się od dna pokrzepieni od samego rana genialnymi ciastami dopiero co przybyłych Krakusow, czyli Krzyśka i Arka. Dziś co prawda 34, ale nareszcie widać, że są nowe ptaki.

30 sierpnia. Dziś na pożegnanie wakacji turyści uparli się, żeby koniecznie wejść, wpłynąć, wciągnąć się na wyspę czy do rezerwatu. Załoga dzielnie stawiła odpór tym chęciom. Na edukacji też rekord - ponad czterdziestoosobowa grupa emerytów. Ptaki od rana nie dopisywały, uratował nas nocny obchód (26). Zaprzyjaźnione z obozem osoby zapewniły nam zapas pitnej wody i rewelacyjne ciasto od Sowy.

29 sierpnia. Totalna wymiana załogi i kierownictwa (AGO), ptaków może niezbyt wiele (43), ale różnorodnie. Foki śpiewają do Księżyca. Nad Wisłą kilkanaście kamuszników i piskliwców. AKS zostawił siatkę, więc jutro sprobujemy połapać.

28 sierpnia. Ptaków mało (29). Foki oblegają nową łachę. Dziś było ich ok. 60. W obozie porządki i uzupełnianie braków żywieniowych, wody i gazu (jak się kończy, to wszystko na raz). Obchodom towarzyszyło nieustanne przestawianie wacków. Raz było za dużo wody, a innym razem za mało. Wieczorem [cenzura], a jutro zmiana kierowników.

27 sierpnia. Wieje (ptasia nuda). Dzięki Nadii załoga odswieżyła znajomość "Kubusia Puchatka" w kulingowskim klubie dobrej książki. Co gorsza - AKA odebrało głos i tylko czasami coś skrzeczy. Pustkę po Paulinie zastąpił Paweł. Zobaczymy co z tego wyniknie. Ku uciesze gości z kraju tulipana i roweru -złapały się trzy knoty - a domek zmienił się w laboratorium. Jutro naleśniki, grill, chrzest i (cenzura).

26 sierpnia. Siewki dołują (20), cypel się rozbudowuje. Wyłania się nowa łacha, którą już upodobały sobie foki. Mimo burzy w eterze oblewania rekordowego sezonu ciąg dalszy. Tym razem legendarnym mlekiem z holenderskiej wyspy Texel.

25 sierpnia. Dziś celebrowaliśmy 3tysieczną siewkę. Szczęśliwym numerem był krwawodziób. Jest to najlepszy wynik w historii kulingowego UW, a przed nami jeszcze cały miesiąc łapania. Jest to też najszybsza trzytysięczna siewka w całej historii KULINGa. Impreza była międzynarodowa: polsko-holendersko-amerykańska. Do załogi dołączyli: mężczyzna z Niderlandów i kobieta z Ameryki (oboje podają się za naukowców). Do późnych godzin nocnych przełamywaliśmy bariery językowo-kulturowe przy ognisku.

24 sierpnia. Abstrahując od altruistycznych sofizmatów pietyzmu powoli przygotowujemy się do festiwalu 3tysięcznej siewki wypiardując melodie zwycięstwa. Dziękujemy za uwagę, dobranoc (cebuli już nie przywoźcie)!

23 sierpnia. Dziś bez szaleństw, blachniętych 25 siewek z 9 gatunków. Głównym zajęciem było wypraszanie zbłąkanych turystow, którzy dziś tłumami wkraczali na teren rezerwatu oraz gra w pędzące żółwiki i szukanie rymu do slowa: biszkopt. Nastąpiła zmiana kierowników, Zaniew odjechal, a władzę przejęła Ania. Kobiety zdominowały obóz, wreszcie jest tak jak być powinno...

22 sierpnia. Dziś 67 siewek. W końcu drgnęło coś w ptasim świecie, a nie tylko wieloryby i wieloryby. Wymiana załogi - wreszcie dojechały kobiety i oby tak już zostało. Dziś pod swoje skrzydła KULING przyjął trzech nowych adeptów, którzy przeszli nasz oficjalny chrzest.

21 sierpnia. Dziś 17 siewek. Do tego srebrzyca. Właśnie pochłaniamy nugetsy z kurczaka. Trochę siewek doleciało ale skutecznie omijaja wacki mimo ich przestawiania...


20 sierpnia. Ledwo 13 siewek!!! Dziś na obiad była pomidorowa :) spiżarnia zapełniona, dziś wracamy do chleba. Wydrzyk nadal obecny. Na wieczór dotarła stara gwardia w formie Achillesa, więc wieczorne gawędy zapewnione :) Chłopaki mówią że lis przyciągnal norkę na dołek -cokolwiek to znaczy. Kreciło się sporo młodych kanutów, ale na wacki mialy wylane. Ogólnie padamy...

19 sierpnia. Liczby zaobrączkowanych siewek nadal dołują. Dziś 18. I ze dwa razy więcej brzegówek, ale ciężko to zliczyć. Mamy za to coraz bliższe obserwacje tępostera, zjawił się kobczyk, jesteśmy trendi. Obóz opuściła ostatnia kobieta, klilmat jak w internacie. Zakupy były jakieś nie takie, bo przed głodem ratują nas ciasta.

18 sierpnia. Sieweczki nadal ładnie lecą, tęposter cały czas się kręci. Szkoda, że się nie łapią :(

17 sierpnia. Dziś 42 siewki, 22 pliszki i brzegówka. Foka pospolita wróciła na cypel, wydrzyk na ziemi dał się podejśc na dwa metry. Spiżarnia zaopatrzona za 600 zł i o jednego złego mniej. Jastrząb nadal bezczelnie siada na wackach.

16 sierpnia. Na obozie kierownikiem definitywnie został GZA i od razu zanik komunikacji. Ze szczątków SMSów odtwarzamy wydarzenia dnia: złapało się troche więcej siewek niż ostatnio, ale za to aż z 14 gatunków! - to tego typu rekord w naszym łapaniu na UW. Do tego pliszki liczne jak zwykle ostatnio i trznadel (chyba w wacku). Oprócz wymiany kierownictwa także "Totalna wymiana załogi 1 kobieta i 7 zaślinionych samców". Hmm. Z ciekawostek pozawackowych - 140 sieweczek na łachach.

15 sierpnia. Dzień rozpoczął się płatkonogiem, czyli idziemy w jakość nie ilość. Na śniadanie baton, bo w obozie kiepsko z zaopatrzeniem w ten świąteczny dzień. Edukację przejmuje, po Ani, Dejf! Dzień urozmaicają pliszki w wackach oraz wydrzyki chmarami przemykające nad naszymi głowami. Wieczorem opowieści przy butelce mleka 3,2%. Pan super Zaniew dotarł planowo na punkt, więc nadchodzi zmiana kierownika.

14 sierpnia. Wiało, wiało i przywiało wydrzyki, które zawierały przyjaźnie z mewami z foczej. Po ostrych dyskusjach na temat wydrzyków, załoga zajęła się bardziej produktywnym zajęciem czyli pisaniem CV. Wieczorem dla wygłodnialej załogi trzy (przywiędłe) batony.


13 sierpnia. Nad rezerwatem latają obłoki brzegówek, konkurują z załogą o pokarm (ochotki). Obok wacków maszeruja setki alpin, lecz nieliczne z nich dają się zaobrączkować. Załoga pod wodzą SKA w związku z tym musi znajdować inne przyjemności; na przykład gotowanie. Dziś na kolację przepyszne naleśniki - do wyboru - na słono, słodko i wege. Otwieramy restaurację - "Obozowa"! Zniżka 50% dla członków.

12 sierpnia. Ranek nadal bezptasi nie zapowiadał odmiany naszego losu. Poranne sprzątanie i spożycie dzień wcześniej na kolację sporej porcji ochotek pozwoliło zmylić Złego. Po burzy z piorunami sypnęło ptaki. Straty dnia to wiadro porwanie przez Wisłę. Wieczorem lekcja Zumby i chrzest 6 obozowiczów.

11 sierpnia. Ptasia bryndza sprzyja twórczości poetyckiej załogi. Zeszyt załoganta wypełnia się w szybkim tempie. "[cenzura]", " [cenzura]". Więcej w najnowzszym tomiku poezji by Wacek B. Ptaków mało ale gatunkowo ciekawie. Rycyk omija wacki.

10 sierpnia. Rano pod 100 fok, ptaków brak. Niedobitki skutecznie omijają wacki. [cenzura] sięga jądra ziemi. Piesza Wyprawa po gaz łupkowy okupiona potem i krwią. Jednak na niestrudzonych argonałtów czekało chłodne mleko. Foki wyją aż miło.

9 sierpnia. Poranna burza rozbudzila załogantów. Ptaki odleciały. W wackach gości dziś jakość. Sponsorem dzisiejszego dnia zostały trzy ostrygi, każda z innego rocznika. W wackowe progi zawitał też pierwszy w tym sezonie kszyk. Dziś mleko miast chłodzić musi grzać. Załoga wciąż rotuje. Prym wiedzie biebrznięta trójca. Kierowniczka podwójnie uradowana - odespala urodziny i przybył jej Asystent Życzę.

8 sierpnia. Skwar nie odchodzi i nie daje żyć przez cały dzień. Odchodzi natomiast męska część załogi. Wszyscy chłodzą się na potęgę i regenerują po obchodach urodzin kierowniczki. Mimo upału ptaki aktywne - dolatuja i ładnie się łapią. Bezwzględnie idziemy na rekord. Hitem dnia zostaje młoda rybitwa rzeczna z estońską blaszką! Odlatuje bogatsza o plastik. Wieczorem dociera do nas porywisty wiatr zwiasyujący oczekiwane ochłodzenie.

7 sierpnia. Ponowna wymiana załogi. Wyjechał WMS więc załoga pogrążona w żałobie. Na pocieszenie załoga wygrała dwa mleka. Upał dawał się nam we znaki =, więc chłodzimy sie na wszystkie mozliwe sposoby. Dzień pod znakiem alpiny plus gości specjalnych jak smieszka, krogulec oraz kolejne bataliony, krwawodzioby i biegus mały. Wieczorem kolejna dyscyplina obozowa, czyli skok o tyczce w dal. Na koniec świętujemy kolejne 18 urodziny kierowniczki ZPS.

6 sierpnia. Siewki jedzą ochotki, ale ochotki dziś zeżarły nas! Najstarsi kulingowcy nie pamiętają takiego nalotu tego skrzydlatego drobiazgu! Obrączkowanie w owadziej chmurze. Ostatni obchód wyróżnił sie bioróżnorodnością: dwa eryki, trzy totany, cztery batony i łęczak z ferruginejką. I wszechobecna alpina co dobija już do 2000 w tym sezonie, podczas gdy krajowe moce produkcyjne plastików ledwo nadążają z rzeźbieniem dla nas.
Tradycyjny jednogarnkowy obiad uzupełnił ostatni dzień kierowniczenia WMSa. Załoga wynalazła nowy sport: rzut pokrywką na czas. Może sie przyjmie.

5 sierpnia. Załogi ubyło ale przyleciała alexandrinka i staramy sie ją zablachować. Póki co bezskutecznie. Wczorajsza skromna imprezka z okazji fińskiego biegusa przeciągnęło się deczko ale nocleg pod gwiazdami ukoił załogantów tak, że od świtu dziczyli na wysokich obrotach. Kierownik nie może nachwalić się załogi (od dziś już w pełni ochrzczonej) za działania okołoobozowe oraz socjalne i za mleczną czekoladę jaką dostał w prezencie.
Przy okazji okazało się, że lipcowy canutus z blachą NL dostał ją w Mauretanii :)

4 sierpnia. Początek kilkuetapowej wymiany załóg. Wynik średnio przyzwoity, ale alpinka z Finlandii oraz młody erytropik to już coś. Zeszyt załoganta zapełnia się i w końcu sa to wpisy godne najlepszych kulingowskich tradycji. Trochę odczytów plastikowych uzupełniają nasze dokonania. No i do tego postępująca modernizacja naszej infrastruktury obozowej. Przed rozbiórką wszystko będzie już działać idealnie :)

3 sierpnia. Lato wróciło na dobre. Tak jak to już bywało nad Wisłą: KULING zmienia się w Pliszing. Siewek mało - pliszek dużo. Szanse w pojedynku załogant-pliszka w wacku układają sie po równo, ale i tak pliszki dziś rządzą. Dwa kolejne obszyte wacki wędrują na cypel (jest ich już 37). Do tego generalna przebudowa instalacji elektrycznej, naprawa kranu i nowy maszt na flagę. Na poważnie rozważamy wprowadzenie systemu kulingowskich sprawności obozowych takich jak: pisarz, kucharz, wioslarz, mały technik, budowniczy-nosiciel i obciągacz. Może załoganci podeślą jeszcze swoje propozycje?

2 sierpnia. Zmiana pogody. Upał. Musimy się chłodzić by uniknąć zabójczego przegrzania organizmu. Obozowa lodówka na gaz jest genialnym wynalazkiem! Ptakom też chce się mniej niż zwykle, ale i tak wynik nienajgorszy. Do tego kolejny mały słoń i pierwsza w tym roku młoda alpinka. Młodziak raczej z bałtyckiego podgatunku schinzii, bo na wyczekiwane z utęsknieniem młode ptaszki z Syberii chyba jeszcze za wcześnie. No i pierwszy łęczak w tym roku. Tak czy inaczej jest okazja by świętować.

1 sierpnia. Z fal i piasku wyłoniły się niezawodne alpiny i wynik poszybował w górę! Lekkim popołudniem osiągnęliśmy 2 tys. zablachowanych siewek w tym sezonie. Takie rzeczy tylko na KULINGu! Przyjechały posiłki w ludziach, w suchym prowiancie i w mokrym piciu. Tak więc obchody na cześć alpinki z numerem JJ0 rozpoczęte i chyba potrwają trochę. Niech ta dwutysięczna Ptaszyna lata długo po świecie i sławi brać kulingowską.

31 lipca. Ptaków niezbyt dużo a pogoda listopadowa. Przyjechał kolega (MKZ - to dla tych, którym coś to mówi, a powinno!) i przywiózł wielopak mleka pasteryzowanego od krów pasących sie pod Elblągiem. Nawet silny deszcz przestał w czymkolwiek przeszkadzać. Załoga się pyta co to jest Mordor gdzie on się znajduje. Pokazuję palcem i dziwią się, że tak blisko. Słoń mały jak wisienka na torcie.

30 lipca. Ptaki poleciały i wysoki poziom obnóżkowania się skończył. Czyżby dziura sierpniowa zaczęła się w lipcu??? Doleciało wprawdzie 60 słoni, ale możemy im nagwizdać, co czasem robimy. No i alpina z Litwy na osłodę. Za to roboty wackowe osiągnęły mega wysoki poziom. W nocy kosta jak w listopadzie a nie w lipcu. Potencjalne przeziębienie odganiamy znanymi kulingowskimi sposobami. Sponsorem dnia jest Warmińska Malina Leśna by Achilles.

29 lipca. Walka ostra jest. Przeciw nam przelotny deszcz i losowe ruchy poziomy wody. Opad gradu na nocnym obchodzie też warty wspomnienia! Jednak wynik wciąż na wysokim poziomie i do tego obszywamy wacki na wrześniowe desanty.

Więcej zdjęć Dawida Kilona na Facebooku:

28 lipca. Ptaki lekko odpuszczają, więc znalazł się czas na coś innego niż blachowanie, plastikowanie i wackowa przydziczka. Dorobiliśmy trzy wacki i jest ich już 35. Deszcze przelotne, tęcza oraz pierwsza mewa mała.

27 lipca. Pogoda zmienna jest tak jak alpina. Na te ptaszki możemy zawsze liczyć. Dziś wynik trzycyfrowy okraszony oflagowanym Londynem (i pierwszym batonem sezonu), Jak alpinowa młodzież nie nawalil to będzie rekord roku! Żubrowe mleko z sokiem jabłkowym dopinguje nas do dalszego dziczenia zwłaszcza, że dziś urodziny załogantki Katarzyny!

26 lipca. Dziś dzień zaczął się leniwie. Deszcze, powodzie i mało ptaków. A że dziś wyjątkowy dzień - imieniny Anny (a na obozie cztery Anny) - to pierwsze obozowe imieniny. Były kwiaty, szaszłyki a'la Kogut (przepyszne), tosty z masłem czosnkowym i mleko 50% tłuszczu. Ptaki też zrobiły prezent i zaczęły się łapać w większej liczbie. Był mały słoń, mały biegus, pięć piaskowców, pierwsze limicolki w sezonie i cała reszta. Przyjechał Wódz więc zmiana kierownika i załogi też. Żal wyjeżdżać. Wyjątkowi ludzie dzieki wam wszystkim (na koniec chyba kierowniczce Ani coś się język splątał - przyp. red.).

25 lipca. Dziś burze, niskie ciśnienie, brak prądu, cd. szkoły rysowania, śpiewy, wydrzyk ostrosterny, rybitwy popielate, rycyk, trochę piskliwca. Był też pan z włochatym mikrofonem a pani ze sklepu pomieszało zmysły. Roiły się też mrówki co ściągnęło jerzyki i mewy z całej okolicy. No i oczywiście trzymamy wynik.

24 lipca. Dziś alpiny darowały nam trochę wolnego czasu. Zaatakowały dopiero wieczorem. Fajny piaskowiec i osiem szlamników. Zdobyliśmy piaskową górę. Góra ta miała być kopalnią bursztynów. Jednak zamiast poszukiwania skarbów posłużyła do kombinacji norweskiej - czyli zjazd w stylu dowolnym lub na karimacie. Jutro skoki :) Było też ciasto (jak co dzień) od zaprzyjaźnionego WWF. Zdarzył sie też cud, gdyż Dawid znalazł zaraz za obozem pióro głuszca.

23 lipca. Dziś opad alpiny na Ujście. Alpinki skutecznie wypychały inne ptaki z wacków. Tylko garstce nielicznych, w tym małemu słoniowi - udało się wedrzeć do środka. Obrączkowanie chwilami szło na kilka rąk równocześnie, a turyści obierali nam ziemniaki na obiad. A przecież duża liczba ptaków wymaga solidnego posiłku - to i obiad lepszy niż w domu, a na deser truskawki ze śmietaną. Menu przygotowało warmińsko-mazurskie wsparcie bojowo-rozrywkowe. Chwile między ptakami wspaniała załoga umilała śpiewem. Dawid w ramach edukacji zabiera ludziom smartfony i robi zdjęcia fok. Dzień na KULINGu mija zdecydowanie za szybko.

22 lipca. Ptasio bogato (pierwszy kamusznik, druga sieweczka rzeczna). Z fokami grubo, może nowy rekord? Przy wacach już dwie pospolite. Kolejna impreza z okazji 1000 alpiny (która w ferworze obrączkowania poleciała bez fanfar). Nalewki prosto z Warmii przy foczym śpiewie - bezcenne. Dziś były też śpiewy grupowe, gitara i oglądanie na trzy lunety pary na foczej wyspie, która wcale sie nie opalała :)

21 lipca. Odmiana pogody. Załoga niczym baterie słoneczne - naładowana chwyta ptaki. W sumie 85 i na wieczorny deser szlamnik z Norwegii. Zły troche daje jednak znać - zgubił kuriera z kolorowymi obrączkami i przewrócił nam jedna ze ścianek kuchennych wraz z flagą(!). Dziś w jadłospisie boleń przyprawiony glutem wislanym i zupka koreańska dla odważnych.

20 lipca. Dziś dzień odpoczynku po załamaniu pogody i wizycie Załogi EKO. Woda waha się we wszystkie strony utrudniając łapanie, ale coś tam sie łapie. Te same szlamniki co dwie godziny w wackach, a na wieczór niespodzianka - mały słoń. Panowie umyli naczynia i tak trzymać :) Obok wacków rybitwa popielata i foka pospolita, a fok w sumie ok. 100.

19 lipca. Pękł pierwszy tysiąc zaobrączkowanych siewek tegorocznego obozu. Jeszcze to sprawdzamy, ale to chyba najszybciej w całej historii KULINGa. Na pewno najszybciej w UW, choć już rok temu było o tydzień szybciej niz zwykle, to tym razem znowu jest szybciej i to o osiem dni! Niestety, poza naszą radością, oznacza to nieudany sezon legowy w tundrze. Te wszystkie ptaki potraciły pisklęta i dlatego są u nas tak szybko.
A co do piskląt - dziś pogoda listopadowa, to i małe nurogęsi uznały wacek za dobre schronienie. W efekcie cztery maluchy mają nasze obrączki. Ten sezon jest bardzo dobry dla nurogęsi nad Zatoką Gdańską - dużo rodzin i dużo odchowanych piskląt. W Ujściu też.
Na obozie gościła dziś Załoga EKO. To oznacza, że będziemy w telewizji :)

18 lipca. Zmiana kierownika, powoli to już nudne :) AWŁ donosi, że jeszczenie zdjęła plecaka i już kazali jej blachować. Ciasta odpowiednio do liczby chwytanych ptaków - w tym szarlotka z bita śmietaną. Wśród ptaków mieliśmy Zula, Zusa, Zuma i Zuha. Znajdziesz Zula na plaży - powiadom Stacje Ornitologiczną. Paralotniarz nie dość że ptaki płoszy to jeszcze flagę nam przekrzywił. Na tegorocznej liście złapanych gatunków - minuta. Od razu cztery. W końcu.
Dzis blachę dostał też ZLY. SZB widział go wieczorem w DCT. Znak?

17 lipca. Ptaki nadal się łapią, a kierownicy nadal zmieniają. Wieczorny raport szykował CWJ. Napisał, że były 72 zaobrączkowane i trzy obce kontrole. Wiemy też, że złapała się ubiegłoroczna alpina - w ujściu rzadsza niż niejedna obca centrala. Chwilowo tyle. Jutro kolejna zmiana na kierowniczym stolcu.
Fotki Sabiny powalają, więcej na FB.

16 lipca. Na obozie kolejna zmiana kierownika - na SZB. Niektorzy załoganci zaliczają już czwartego. Ptaków ciągle setki, choć w wackach mniej niż dotąd, to nadal wynik bardzo dobry - 55 plus na deser alpina z Anglii z nocnego obchodu. I jeszcze dostalismy informację o naszym biegusie zmiennym widzianym nad Morzem Białym (wcześniej ten sam osobnik był odczytany we Włoszech).
Wieczorem w rezerwacie pojawił się szalejący quadowiec, ale uciekł bez konfrontacji z załogą. Po nim na brzeg wypełzła foka pospolita i została z nami do zmroku. Na paltformie wyjątkowe tłumy - jakby to jakiś weekend był.

15 lipca. Szwankuje komunikacja z obozem, ale dotarły wyniki blachowania i są one imponujące. kolejny dzień z setką zaobrączkowanych siewek. W tym dwa nowe w tym roku gatunki - sieweczka rzeczna i kulik mniejszy. Początek sezonu imponujący.

14 lipca. Ptaki cisną. Dziś 89 zablachowanych plus alpina z Litwy, ferruginejka z Włoch i hiaticula z Niemiec. Poza tym rycyk, siódmy w historii KULINGa. Do tego nocny chrzest Hightowera, Pauliny i Wojtka. Mender się wybronił , ponoć ma zdjęcia z chrztu ze Ściborem i Cezarym. W okolicy 101 wyedukowanych turystów na wieży i kania czarna żerująca na świeżo martwym kormoranie. Na wyspie kilka piskląt rybitw białoczelnych dostało obrączki, piskląt innych mało i małe, a sporo ptaków ciągle wysiaduje.

13 lipca. Zmiana kierownika na GZA i szczytujemy nadal. Przy dzisiejszych 109 zakolcowanych total obozowy to już równe 500 siewek. Załoga przeoczyła, bo jak piszą - grzecznie poszli spać. Jest kajak, kilka nowych wacków i oczekiwanie na alpinowe plastiki jutro kurierem.
Wizyta w kolonii nie napawa już takim optymizmem. Sporo wyrośniętych pisklaków rybitw białoczelnych, ale rzeczne i czubate mało i małe. Kolonia miała problem z lądowymi drapieżnikami, który udało się zażegnać m.in. przekopaniem kanału między wyspą a kierownicą - ale nadal jest średnio i ten sezon, mimo 500 par czubatych, zbyt udany nie będzie.
Foki głodują z powodu pogody - rybacy nie łowią, jedna dziś goniła kajak aż do samej plaży.

12 lipca. Total z dnia 173 siewki! DRUGI wynik w historii KULINGowego Ujścia. Do tego trzy wiadomości na alpinie: Holandia, Norwegia i Szwecja. A wszystko to zasługa PNG - który zamiast tygodniowego urlopu musiał złapać swoich 250 zaplanowanych ptaków w dwa dni. Wieczorem punkt objęła AGO, ale na krótko, bo łatamy. Wieczorem na punkt dojechały ostatnie plastiki na alpiny wyciągane z zakamarków skrzynek obrączkarskich - cała nadzieja w załamaniu pogody :)
W końcu jest zasięg LTE!

11 lipca. Punkt przejął PNG. Zmiana kierownika i zmiana statystyk. Wacków więcej dziś o sześć i łacznie jest już 23. Ptaki napierają a my z nimi walczymy - wynik dnia to 110. Jedni się cieszą inni płaczą, że mieli prawdopodobnie rybitwę krótkodziobą. Prawie juz zjedli Colinsa. Kajaku nie znaleźliśmy. Słowik z Zientkiem czeszą plażę i mielil sześć popielatek.



10 lipca. Szkoda gadać... z pozytywów - był łoś, rybitwa popielata i coraz więcej szlamników w wackach.

9 lipca. Dzień wędrówki załogi i frontów. Sztormowy Zefirek smagał nasz domek testując jakość łączeń każdego z elementów. Potwierdzamy, że wciąż stoi. Ptaki zniknęły.

7-8 lipca. Szczytujemy po dowiezieniu wiaderka prądu od sąsiadów oraz uruchomieniu urządzenia robiącego "ping". Pogoda nas nie rozpieszcza: jednego dnia żarówa, drugiego ulewa. Domek wytrzymał i załoga też. Na osłodę był dziś parasiticus i żołny.


6 lipca. Upały zelżały i przelot drgnął z miejsca, 13 alpin, 6 krzywodziobych i dwa krwawodzioby. Każdy z załogi miał dziś swojego Hiszpana - czyli ferruginejka, która łapała się wielokrotnie. Test poszycia dachowego zdaliśmy wzorowo, dach nie odleciał i nie zmoczyło nas.

5 lipca. Dach domku i drzwi rozmontowane i zmontowane od nowa. Komary żrą poparzone ciała i ratuje nas tylko plażing. Pod wodzą PRD pierwsze pięć alpin, hiaticula i pliszka siwa. Od pierwszego dnia to najlepszy rok naszego łapania w UW :)


4 lipca. Łodzie uchodźców dotarły do Bałtyku. Zdjęć z udanego rozbijania nie ma, bo upał kazał minimalizować każdy ruch i oszczędzać siły na wszystkim. Oszczędzilismy siły nie budując dachu, ale straciliśmy wstawiając futrynę odwrotnie (ale nie do góry nogami! - zachowaliśmy resztki przytomności gdy pot zalewał nam oczy a żar wysysał energię).

3 lipca. Obóz zapakowany!



statystyka