Rezerwat przyrody Mewia Łacha i dobrostan świata żywego będący w jego granicach pilnujemy od 2007 r. Chronimy czynnie najcenniejszą część rezerwatu przed nadmiernym, niekontrolowanym i czesto niecywilizowanym ruchem turystycznym, nie pozwalając na zadeptywanie kolonii i płoszenie ptaków. Pilnujemy łach z ptakami i fokami by nie cumowały tam jachty, grodzimy rezerwat nie pozwalajac na rozdeptywanie wydm i muraw i do tego edukujemu, edukujemy i jeszcze raz edukujemy tysiące odwiedzających rezerwat turystów. W br. dzięki wsparciu GRUPY LOTOS S.A. i WFOŚiGW w Gdańsku odbudujemy spaloną w kwietniu w rezerwacie platformę obserwacyjną, która wraz ze ścieżką przyrodniczą pomoże w znaczącym stopniu zapanować nad tłumami zwiedzającymi ten fragment naszego kraju.
Poniżej okołocodziennik, z którego możesz dowiedzieć się co wydarzyło się w rezerwacie. Znajdziesz tu codzienne doniesienia z punktu zebrane niekiedy z zasłyszanych w telefonie szczatkowych informacji, telepatycznych połączeń nie zawsze niosących jasne przekazy oraz stek odrealnionych wynaturzeń autora.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dofinansowuje nasze prace w rezerwacie od 2008 roku.
Zobacz sprawozdanie za rok 2014 <<PDF >>
Zobacz tegoroczne materiały medialne z Ujścia Wisły:
Zobacz nasze zdjęcia i opisy z lat poprzednich:
O pisklakach i kolonii:
o spaleniu wieży
  

2013     2012
2011    2010
2009    2008
2007

Zdjęcia udostępnili: Sabina Kaszak, Szymon Bzoma, Anna Włodarczak-Komosińska, Olek Hagge, Mateusz Ściborski, Krzychu Hryniewicz, Ania Kośmicka, Dawid Kilon, Rafał Oświeciński, Anna Zielińska, Halina Pietrykowska, Włodzimierz Meissner, Anna Kassolik, Grzegorz Zaniewicz, Szymon Kaczmarek, Weronika Janus, Kamil Dembiński, Samuel Sosnowski, Krzysztof Czajowski i Magdalena Wybraniec

Zdjęcia z obozu prosimy wysyłać na: kuling@wp.pl

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej

KONIEC
71 dni, 2.910 zaobrączkowanych siewek


13 września

Obóz 2014 zakończony. Dziękujemy wszystkim załogantom i kierownikom, gościom i tym, którzy w inny sposób nas wspierali przez cały sezon, albo mieli chociaż taki zamiar. Walka do końca - ostatnie wacki zniesione około 10-tej. Niestety bez ptaków tego dnia, ale tegoroczny wynik to najlepszy jak dotąd sezon w UW! 2910 zaobrączkowanych siewek, z tego ok. 2.500 na kolorowo! Kontener zamkniety około 19:20, czyli za widnego. ZWIJANIE bez zaangażowania niektórych ludzi, ich hartu i siły (fizycznej i mentalnej) byłoby męką straszliwą. W imieniu całej sekty dzięki dla: Doroty, Jowity, Olgi, Magdy, Ani, Małgosi i Pawła, Witka, Adama, Andrzeja, Jacka, Mariusza, Wojtka i Cezara oraz dla Eweliny, Maćka, Agi, Artura, a nawet dla Przemka i Wayne'a, których dzięki kierowniczym talentom udało się zaciągnąć do jednej podłogi. Specjalne dzięki dla p. Franka (nieoceniony uniwersytecki driver), cierpliwego Rybaka i Kaśki ze Stacji Biologicznej Wydziału Biologii UG za wszelkie wsparcie i kosmiczne w smaku: zalewajkę i leczo.


12 września
Ptaki kapią od rana. MPL z załoga walczą, choć doświadczenie i obserwacja stanu na łachach nie pozwala w żaden sposób marzyć o liczbie 3000. Ostatnia zmiana kierownicza, przeprowadzona jak to czasem w tradycji bywało, w barze :) Kierownik do zadań specjalnych -CWJ przyjechał nie tylko po to, by fizycznie i mentalnie wesprzeć załogę przed jutrzejszym bojem, ale i odświeżyć na sobie rytuał kulingowskiego chrztu jakiemu poddany został blisko 20 lat temu właśnie chyba 12 września. Przy okazji eksplorował dno Wisły szukając podejścia dla kutra. Odbył się ostatni w sezonie, a kolejny "partyzancki chrzest", czyli radość dla starego załoganta, którego minęła kiedyś ta przyjemność. Ostatni bosy ptak sezonu niespodziewanie - alpina :)

11 września
Zaczęliśmy zwijać powoli wace, aby Złemu nie dawać za wiele argumentów w sobotę. Jutro ciąg dalszy. Siewkowo nędza - 19 zaobrączkowanych. Przekroczyliśmy 2.900, ale chyba 3K zmęczyć się nie uda... W terenie ostrygojad po dłuższej przerwie i niepłochliwy nur rdzawoszyi, którego prawie udało się pojmać gołą ręka. Rybak straszy pogodą na sobotę, ale nasi synoptycy zaprawieni w morskich bojach uspokajają.

10 września
Obóz KULINGa coraz szybciej zmierza ku końcowi. Wiatr wzmaga się, ptaki wybywają. Jest nadal szansa na trzytysięczną zaobrączkowaną siewkę w tym sezonie. Wreszcie po kilku latach, o poranku chwycony samotnik, do tego dorosły. Pierwszy punkt raportowego ogłoszenia Wodza spełniony. Nagroda w płynie czeka. Wieczorem cyraneczka. W ramach miodowego miesiąca dojeżdża do nas doświadczona załogancka para - Paweł i Małgośka. Tuż przed zwijaniem! Wzór godzien naśladownictwa. Niech Wam się wiedzie!

9 września
Długo wyczekiwana dwutysięczna alpina tegorocznego sezonu w Ujściu Wisły pękła. Niestety nadzieje na stan powyżej 50 ptaków dziennie rozwiane przez pogodę i okoliczności bytowe. Brak gluta nie zachęca siewek do postoju na łachach. Za to zarastające wydmy poza rezerwatem to świetnie miejsce dla pysznych grzybów. Dzięki rydzom, kozakom i innym roznoszą się smaczne zapachy w naszej kuchni.

8 września
Od pierwszego obchodu nowe bandy bosych biegusów i reszty towarzystwa. Po nędzy w liczbie 20-30 siewek dziennie, przekroczyliśmy 70. Cos się ruszyło, czyżby to zapowiedź emocjonującego finiszu ku trzytysięcznej siewce? Na niebie kilka wydrzyków pasożytnych, na wodzie perkoz rogaty, nur rdzawoszyi. Czytamy nie tylko kryminały i romanse, ale także cyferki na obrączkach.

6-7 września. Szału z ptakami w wackach nie było, a relację pochłonął ZŁY.

5 września. Pogoda łaskawa, ale ptasio krucho. W ciągu dnia 20 szlamników, a w locie 12 kulików mniejszych. Na wyspie rybitw nocują już gęgawy. Dziś o bladym świcie dotarł Krzysiek z blachą rewelacyjnej drożdżówki. Zasada, że załoga z pustymi rękoma nie przychodzi spełniona.

4 września. Ptaków nie za wiele, ale za to różnorodność jaka. 10 gatunków, w tym rybitwa rzeczna. Załoga pokrzepiona WIELKIM ŻARCIEM. Na punkcie edukacyjnym pojawiła się Pani Janina z pysznymi pasztecikami, a później Katarzyna z rewelacyjnymi ziemniakami z parownika

3 września. Nadszedł Zły, ptaków brak, kajaka brak i wieje jak... Dobry nastrój staramy się utrzymać czytając archiwalne raporty. Na razie to działa. Na wyspie 37 marchew.

2 września. Nadal słabo, bo 23 siewki, ale nastroje mocno pozytywne. Wynikają z prawie 100% wydajności - jeżeli tylko cokolwiek się pojawia to zaraz mamy go w wackach. To dotyczy też niezablachowanych młodych czubatych. Do 2000nej alpiny brakuje tylko 50 i trwa wielkie odliczanie. Niespożyta energia załogi objawia się również w pracach na rzecz wspólnoty. Antek naprawił drzwi i możemy je zamknąć na klucz, reanimował też flagę obozową, która znów dumnie powiewa.

1 września. Wrzesień powitaliśmy wynikami, można to ująć słowem: niezadowalającymi. Na pocieszenie wydrzyki i nur rdzawoszyi. W ferworze walki przegapiliśmy 2500 siewkę sezonu, więc żeby rozwiać żal - świętujemy dziś. Powodów jet kilka. Szybkie śledztwo i jednogłośnie stwierdziliśmy, ze ta 2500na zablachowana siewka to TRITOT z plastikiem RED A84, do tego pobicie zeszłorocznego rekordu i 50ta minuta, która też zasługuje na uznanie :)

31 sierpnia. Dobrej passy ciąg dalszy. Dziś 98 zablachowanych siewek i jedna żółta. Z siewkusów dziewięć gatunków, na wieczór dwa batony. Inwencja twórcza w ustawianiu układów wacków kwitnie. Bieżący sezon jest najlepszym sezonem KULINGa w UW, choć jeszcze 12 dni obozu przed nami!

30 sierpnia. Było super! Rekordu nie przebiliśmy, ale zablachowaliśmy 117 ptaków. Do tego nasza kontrola i Litwin. Szamaństwo u nas kwitnie i przyniosło czwarty wynik sezonu. Z morza wyłoniła się kolejna wyspa, która została zajęta przez siewki i oczywiście nas. W wackach pełen przegląd siewkusów, kolejna stara siewnica i wreszcie szlamnik. Załoga pełna poświęcenia walczyła nawet bez obiadu.

29 sierpnia. Zaklinanie wacków i montowanie nowych przyniosło efekty. Odzyskujemy ląd i wypasione lagunki. Zablachowaliśmy więcej ptaków niż przez ostatnie dni, a po południu wpadła wyczekiwana siewnica - dorosły samiec w godówce.

28 sierpnia. Po sztormowej walce wacki znowu pracują. Przywiało nowe ptaki, załogę i kierownika (AGO). Na razie zablachowanych niewiele, ale czekamy na więcej. Nad głowami śmignęło 40 ostryg, a przy wackach kręcą się słonie.

27 sierpnia. Udany poprzedni dzień zirytował złego, zesłał plagi. W czasie gdy na znikającym cyplu dzielna załoga przenosiła wacki, połączone siły Wisły i Bałtyku zabrały kajak! - odpłynął w stronę Rosji... Dla znalazcy jest nagroda. Woda wlała się nawet na cypel w sąsiedztwie domku a w miejscu dawnego jeziorka powstało nowe jeziorko, ale przez podsiąkanie. Czekamy zmiany wiatru i powrotu do normy, bo 20 ptaków dziennie nas nie satysfakcjonuje. Dobry humor ratujemy kulinarnie, no i nie porzucamy naszych rutuałów :) Nad obozem przeleciał AWACS.

26 sierpnia. Czwarty dzienny wynik w sezonie, najlepszy poza trzydniowym szczytem alpiny z lipca. Blachy dostało 90 ptaków, w tym siewnica, bataliony, szlamnik, biegusy rdzawe, malutki, zmienne i krzywodziobe. Sieweczka obrożna i krwawodzioby. Jest nieźle, w załogę wstapił nowy duch. Tylko zimno i jakoś jesiennie
- a nie letnio, więc dopieszczaliśmy się kulinarnie - naleśniki, kurczak w pieczarkach i takie tam.

25 sierpnia. Dzień pod znakiem przypływów i odpływów aprowizacyjnych. Podczas śniadania kierownik analizował zasadność czasowego przywrócenia historycznego "prawa trzech kromali", ale marmolada była tak odpychająca, że większość załogi wolała bez przymusu kanapki z musztardą. Turek i Wioletta z wielkim poświęceniem wyruszyli kajakiem do sklepu, dopadły ich ulewy, ale na obiad było już mięso. Ostatecznie Sabina przywiozła porządne zakupy, ale ich spławianie rzeką naraziło załogę na spotkania z błagalnymi oczami fok, które dopominały się kiełbasy. Coś na szczęście zostało i dla nas, na zakończenie dnia z przecietną liczbą pojmanych ptaków, ale z aż trzema batalionami.

24 sierpnia. Dzień obfitował w wydarzenia. Kolejna nasza czubata odwiedziła nas, a my odwiedziliśmy kolonię. Napotkaliśmy jeszcze trzy nielotne pisklęta czubatych i pięć rzecznych. W każdym razie tyle udało się odnaleźć w gestej roślinności. Szczególnie zachwycały połacie rukwieli nadmorskiej. Na wyspie nie ma botulinizmu, więc rok jest tym bardziej udany dla skrzydlaków. Dla nas emocjonujący był powrót z wyspy, bo zaczęło mocno wiać kilka godzin wcześniej niż zapowiadały to prognozy. Szczęśliwie pomogła załoga Morsuna ze Stacji Morskiej w Helu i przewiozła trójkę z nas z powrotem oszczędzając moczenia i bujania się w kajaku, który wześniej robił za shuttle. A w wackach umiarkowanie co do liczby (39), ale aż dwie kontrole na alpinach! - włoska i fińska - od teraz z naszymi plastikami. Popołudniem wzdłuż ujścia przepłynął Turbot z obsadą w postaci zarządu KULINGa (3/5 składu :). Na punkcie powoli wymienia się załoga i nadciąg nieubłaganie kolejny chrzest.


23 sierpnia. Wacki odwiedziła tegoroczna rybitwa czubata z naszej kolonii (przypominamy - w tym roku to aż 710 par i ponad 850 zaobrączkowanych piskląt!). Jutro skontrolujemy czy jeszcze jakies pisklęta nie zostały w kolonii. Siewek niby normalnie, ale z obchodu pełno retrapów - czekamy na nową krew, bo 31 zablachowanych to poniżej naszych oczekiwań. W okolicy pływa płatkonóg, ale omija nasze wynalazki konstruowane dla pojmania go...

22 sierpnia. Dwutysięczną siewką tegorocznego obozu została jedna z czterech schwytanych tego dnia minutek! Świętowanie ograniczone, gdyż znowu zaczęły sie trochę lepiej ptaki łapać. Kolejny chrzest, ostatni w wydaniu Marcina, bo dziś wieczorem nastąpiło przekazanie punktu i teraz kierownikiem jest SZB. Nie wieje.

21 sierpnia. Załoga w stanie podwyższonej gotowości. Na koniec dnia pozostało tylko 12 ptaków do 2000 w tym roku. Jest duża szansa, że jutro dobijemy do tego wyniku. Dziś złapała się kolejna limicolka śrubując nowy rekord i krzyżówka bez palców na lewej nodze.

20 sierpnia. Na plaży straszne przeciągi, chyba po koncercie Dżastina. Próbujemy zachęcić załogę do udziału w konkursie na najlepszego dzika. Idealny załogant powinien być na diecie, chodzić och(f)oczo na obchody, często przynosić z nich raryty, dzielić się z kierownikiem zakupionym przez siebie specjalnym mlekiem, zbierać kapsle i zawleczki na plaży.

19 sierpnia. Wiatr zmienił kierunek i ustabilizował się poziom wody w Zatoce. W wackach przeciągi, więc nadrabiamy braki w fotowoltanice, utrzymaniu higieny osobistej i poziomu otłuszczenia (dzięki Jarek za pyszne ciasto!) oraz witaminy D.

18 sierpnia. Załoga zmęczona całonocnym dojeniem mleka smakowego od turbokrów wpadła w stan odrętwienialetniego. Estywacja ma charakter adaptacyjny zwiększający tolerancję naszych osłabionych dziczeniem organizmów wobec niekorzystnych warunków środowiskowych determinujących biocenozę ekosystemu stożka aluwialnego.

17 sierpnia. Dzień krwawych dziobów (11). Stratosfera nad obozem została naruszona przez drona. Stonka napiera i rano skatowcy przepłoszyli foki z łachy, a policjant pyta, czy dojedzie tam radiowóz. Nasze pogańskie bóstwo zyskało nowych ochrzczonych wyznawców. Na koniec nocne manewry.

16 sierpnia. Dzisiaj przejęcie punktu i nocne Polaków rozmowy. Na łachach przypływy i odpływy jak na Morzu Północnym. W wacach dziewięć totanusów i kolejna limicolka!

15 sierpnia. Dziś rekord gości - 103 osoby i dziewięć interwencji. Kompletna wymana krwi na nową, jutro Polak przejmuje kierownictwo. Marcin Polak.

14 sierpnia. Fala spora, a kasy obozowej brak. Rano była ulewa, potem kolejny pasożyt latał nad obozem. Potem była wichura, a mimo wszystko siewki dopisały. Mamy teorię, że w niezłą pizgawicę siewki chowają się za wszystkim co się da i stąd wpadają do wacków skuteczniej. Złapaliśmy też pisklę sieweczki obrożnej z Portu Północnego w Gdańsku.

13 sierpnia. Przed południem piękny dorosły pasożyt przeleciał nad obozem i pojawił się płatkonóg przy wacach. Ale w wacach tylko włoska alpina.

12 sierpnia. Norweski krwawodziób został należycie uczczony :) W bębnie pokazał kierunek na południowy-wschód. Wielki chrzest dotknął również Palestyńczyka, który nawet w poludniowe upały u nas dostaje odmrożeń. Niby ten sam gatunek a zupełnie inna tolerancja na temperaturę.

11 sierpnia. Palestyńczyk jest na miejscu, załoga zachwycona gratisową opcją korepetycji z języka:) Włoch uciekł do żony, ponoć było mu zimno. Trzy limicolki w wacach.

10 sierpnia. Pierwszy tegoroczny brodzec śniady. W wacki weszło więcej piskliwców (14) niż alpin (12) i uratowały dzienny wynik na niskim, ale przyzwoitym poziomie (30). Doszła kolejna limicolca, ale miejsca na podium już chyba nie odzyskają. Jutro dociera na punkt Palestyńczyk i we wtorek będzie hurtowy międzynarodowy chrzest.

9 sierpnia. Pierwsze próby karmienia granulatem dla pstrągów rokują dobrze. Załoga twierdzi, że darmowe rozdane próbki uzależniły już część siewek, które prześladują załogę na obchodach. A nawet dołażą za nimi do obozu.

8 sierpnia. Kolejny gatunek na tegorocznej liście - kwokacz. Ptaków mało, retrapów dużo, tak że czekamy na dopływ świeżej krwi. Zmiana kierownika na GZA, tort z okazji portowej sieweczki i poranny chrzest - jako główne wydarzenia dnia. Jutro oczekiwana wymiany załogi, bo w tak zmaskulinizowanym gronie zaczyna być ciężko, tylko edukująca Sabina poprawia parametry.

7 sierpnia. Zaczęła się prawdziwa dziura sierpniowa. KULINGowska klasyka. Z braku ptaków robimy wacki oraz regenerujemy nadwątlone wczoraj siły. Nowy kierownik (GZA) zjawił sie wcześniej i znów wieczorna biesiada przeciągnie się z lekką KULINGowską klasyką. Za to przekazanie punktu będzie niezwykle szczegółowe.

6 sierpnia. Dzień bardzo przeciętny pod względem blachowania. Załoga szykuje się do kolejnego zbiorowego chrztu. Głównym punktem dnia (a właściwie wieczoru) są urodziny Turka, który pamięta czasy Lisewa. Z tej okazji Alvaro (Armando? Alfredo? Allegro?) zaserwował na obiad rolady wieprzowe a'la Silesia powiązane sznurkiem od wacków, Pyyyycha. Takie rzeczy tylko na KULINGu!

5 sierpnia. Ptaków jakoś więcej i rozmaitość gatunkowa się podniosła. Zdecydowanie nie rozumiemy rybitw. Dziś osiem czarnych w wackach i to na jednym obchodzie. Wyrównaliśmy rekord 26 czarnych z 2004 z Kwiecewa - ale tam były sieci, co do rybitw jakoś bardziej pasuje.

4 sierpnia. Dzień jak co dzień. Wynik przeciętny, ale oblewamy w tradycyjny sposób (mleko + chipsy bekonowe) - siedem rybitw (pięć czarnych i dwie rzeczne) wyjęte z waców na jednym obchodzie! Hitem dnia jest jednak wywieszenie nad obozem KULINGowskiej flagi, która w końcu tu dotała!

3 sierpnia. Upał jak na Atakamie. Walczymy z nim powszechnie znanymi sposobami. Ze szlamników przerzuciliśmy się na siewnice i totanusy - po cztery poleciały z KULINGowymi blaszkami. Zaobnóżkowaliśmy też pięć glareolek (Tring, a nie ptaków z tego rodzaju). No i śrubujemy rekord falcinellusa. Co dzień o jeden, więc znów jest co świętować! Świętujemy w gronie pomniejszonym o trzy dziewczyny - jutro zmiana załogi i chrzest nowicjuszy. Trzeba też wspomnieć o wzorcowej, kolejnej akcji obrączkowania piskląt rybitw, możliwej dzięki łódce Drapolicza - 181 czubatek z blachami, łącznie jest 852 w tym roku, ale tysiąca chyba się nie uda...

2 sierpnia. Skoro alpiny odleciały i nie dają juz trzycyfrowych wyników, to przestawilismy sie na szlamniki. Dziś trzy. Do tego blaszka z Ukrainy zdjęta z alpiny i kolejna uroczystość - z okazji alpiny nr 1000 i kolejnego falcinellusa (pojawiły się rozbieżności w liczbie sezonu - do jutra wyjaśnimy :).

1 sierpnia. Ptaki odleciały. Retrapy też. Wydarzeniem dnia był horrendalny zysk ze sprzedaży nagromadzonych w obozie pustych opakowań szklanych od mleka. Obchody rekordu falcinellusa za nami. Jutro szykujemy się do obchodów alpiny nr 1000.

31 lipca. Stawiamy kolejne wacki i łapiemy retrapy. Oczywiście łazimy z wackami tam i z powrotem. Tak dla zabicia czasu, bo w sumie ledwo przekroczyliśmy trzy dychy. No ale rekord falcinellusa!

30 lipca. Budujemy i przestawiamy wacki. Upał zwalczamy chłodnym mlekiem. Stopniowa wymiana załogi. Dzis z rana odbył się zbiorowy chrzest kulingowski.


29 lipca. Retrapy alpin wypełniają zeszyty w takim tempie, że zaraz zaczniemy zapisywać na zwojach innego papieru. Wynik jak to wynik po szczycie. Przynajmniej po zmianie kierownika na WMS elektryczność została uporządkowana.


28 lipca. Masy ptaków juz powoli zaczynają męczyć. Na domiar złego miażdżąco dominują retrapy.W efekcie zakolcowane 84 siewki i blisko 200 retrapów. Niewątpliwie wydarzeniem dnia była portugalska alpina. Padła też tysięczna siewka bieżącego sezonu - o tydzien wczesniej niz kiedykolwiek w historii KULINGowskiego UW. Doszły trzy bose limikole i brakuje już tylko jednej do wyrównania rekordu KULINGa wszechczasów. Powoli Mikrusowa rodzina zwija manatki szykując załoge do przybycia żądnego chrztów Wodza.

27 lipca. Rano myśleliśmy, że ptaki po dwóch dniach wyluzują. Tymczasem na cyplu ciągle utrzymywało się stado ponad 300 biegusów w znacznej części zablachowanych, lecz wciąż z potencjałem. Pracę nad nawałem ptaków próbował zakłócić Zły, podsyłając to burzę z ulewą podczas obchodu, to wieczorną plagę komarów. Suma summarum wyśrubowaliśmy własny rekord sezonu do 167 siewek. Dodatkowych ponad 200 retrapów powodowało totalne wyautowanie z rzeczywistości. Tym razem natura była łaskawsza i uraczyła nas aż 13 gatunkami siewek (w tym dwie nowe w tym sezonie) i rybitwą czarną.

26 lipca. Dziś słabiej niż wczoraj,bo 121 siewek. Alpiny nadal oblegają cypel w srogich liczbach, tylko teraz wzrósł odsetek retrapów. No i kolejne dwie limikole. W ekipie zmiany, pojechał Achil z Weroniką, Nadia zajmuje załogę zabawą.


25 lipca. No i doczekaliśmy się szczytowania alpiny. Już 25 bosych biegusów zmiennych z pierwszego obchodu zapowadało mocny wynik. W efekcie wykręciliśmy 146 zablachowanych siewek, co jest drugim wynikiem dziennym w historii naszych zmagań w UW. Wśród alpin pierwszy tegoroczny gość na szwedzkich blachach, który dostał drugie polskie plastikowe obywatelstwo. Na cyplu coraz większe i coraz bardziej nieuchwytne stado 20 piaskowców.


24 lipca. Upał nie odpuszcza ale ptaki mimo to dopisują. Cieszą kolejne trzy bose płaskodziobe. Stada alpin przemykają pomiędzy wackami, niekoniecznie chcąc je odwiedzić, co wyprowadza z równowagi kierownika. Biega po plaży przestawiając pułapki. Spokój i harmonię zakłócają jedynie kitesurferzy, którzy skutecznie przepłaszają ptaki z cypla i foki z wyspy. Wiatry im sprzyjają, a policja wodna jest bezradna wobec tak dużej fali. Edukacja trwa w najlepsze, ponad 60 turystów poszerzyło swoją wiedzę na temat rezerwatu. Kontrola młodej sieweczki rzecznej ze Szwecji.


23 lipca. 66 siewek. Mocno wieje , więc upał jest znośny. Zmienił sie edukator, więc ubyło fok. Ptaków łapie się sporo, chociaż do prawdziwych alpinowych pików daleko. Z terenowych uniesień odczytana fińska marchewa na plastiku.



22 lipca.
Holendrzy w obozie i akcja obrączkowania rybitw. Liczba tegorocznych piskląt przekroczyła juz 1000 , samych czubatek mamy 678 zaobrączkowanych. I to pomimo tego, że do kojca wbiega więcej z obrączkami niż bez.

21 lipca. Znowu kolejny rekord dnia w tym roku - 62 siewki, dochodzą powoli nowe gatunki - jak kamusznik. Limicolka traci pozcję, ale jeszcze walczy i pozostaje na podium. Jak tylko pojawił się Dawid - od razu mamy nowy foczy rekord - ok. 135 poleguje. W ujściu pojawiła się też pontonowa ekipa z Lublina i goście z Holandii.


20 lipca.
Zmiana kierownika na AKS i przetasowanie załogi. Zaczęło wiać i ubyło siewek, ale rok nadal drugi na ten moment w historii KULINGowego ujścia - pod względem liczby zaobrączkowanych siewek. Z blachowanych ptaszków najbardziej ucieszył nas pierwszy szlamnik, a z widzianych kolejna mewa czarnogłowa, tym razem juvenalna. Do wacka zaplątała sie również nasza ferruginejka z blachą sprzed dwóch lat. Na wyspie ponad setka fok, a Dawidowi udało się wyedukowac ponad 80 osób.


19 lipca. Z rana elektryzuje informacja o sieweczce morskiej kręcącej się koło wacków, ale do wieczora nie wpada, a rodzime sieweczki obrożne nie grzeszą gościnnością i piorą obcego. I znika, podobnie jak biegus wielki dwa dni wcześniej. Ale wacki pełne, 59 zaobrączkowanych, chwilowo rekord dnia.


18 lipca. Siedzimy, pijemy mleko i jest dobrze. Wczoraj biegus wielki, dziś foka leżąca na obchodzie - jest cudnie. Tegoroczny rekord dnia, 41 alpin, czyżby już początek przelotu dorosłych?

17 lipca. Biegus wielki!

16 lipca. Ptaków mało. Coraz mniej

15 lipca. Na obóz dotarły okiennice od domku, nie pasują :) Ptaki kapią, ale nie pisklaki rybitw. Jak zawsze udana akcja przyniosła kolejne kilkaset i w sumie w tym sezonie mamy już łącznie 840 piskląt z sześciu gatunków:
rybitwy czubate: 552
rybitwy rzeczne: 136
rybitwy białoczelne: 123
śmieszki: 23
mewy srebrzyste: 4
sieweczki obrożne: 2
Poniżej jedno zdjęcie z akcji, więcej na facebooku. Kolejna akcja 22 lipca.

14 lipca. Dziś poleciało kolejne 10 limicolek z blachami i pierwszy w historii KULINGa i Polski kolorowo oznakowany biegus rdzawy! Poza tym burza, cieknący domek i klasyczne obciąganie wacków. Średnia wieku załogi poniżej 18 lat więc jest grzecznie i spokojnie i nie ma o czym pisać. Żółta wyedukowała ponad 50 turystów. Atmosfera oczekiwania na jutrzejsze obrączkowanie rybitw.

13 lipca. Rydzu wyjechał, punkt objęła Dzika. 10 złapanych płaskodziobych! - z tego siedem z jednego obchodu. Turyści atakują pod ukryciem wierzbowym. KULING uczy życia - wczoraj jeden załogant pierwszy raz w życiu jadł kanapkę z dżemem.

12 lipca. Zmiany, zmiany... Po mału obóz opuszcza pierwsza zmiana załogantek, które dzielnie walczyły z urządzaniem obozu i wackow na resztę sezonu. W miejsce Gosi i Sylwii przyjechali Wojtek i Zdzisiek, którzy przynosili dziś pełne kosze ptaków. Pogoda nie rozpieszczala nas dzisiaj, bo padał ciągły deszcz, ale atmosfera w obozie była radosna z powodu rekordu dnia (37 siewek z 6 gatunków, w tym jak zwykle limikola). Życie obozowe kwitnie, a gry i zabawy oraz powrót klasycznej pulpy poprawiają morale załogi czekającej na poprawę pogody.

11 lipca. Na plaży stara czarnogłowa. W obozie lodówka chodzi na prąd z drugiego panelu słonecznego. Udało się znaleźć zeszłoroczną moskitierę! Ale to wszystko blednie przy fakcie, że dziś, po dekadach zaniedbań, powrócilismy do odświętnego ceremoniału chrztu neofitów!

10 lipca. Dzisiaj najliczniej łapanym ptakiem był biegus płaskodzioby, ku zdziwieniu i uciesze wszystkich. Wiatr się wzmaga, zabiera nam kolejne metry plaży, siewek nadal jak na lekarstwo. Przyjechały dwie nowe załogantki z Włocławka do pomocy, więc produkcja wacków nabiera rumiencow. Pomierzone wyspy i półwysep, trochę przygód na wzburzonych falach.

9 lipca. Dzisiejszy dzień stał pod znakiem limicolki i wymiany poszycia dachowego. Wieje wciąż ze wschodu, wiec ptaki lecą słabo, ale komary nie wróciły z emigracji - radość.

8 lipca. Dziś było pięknie, obłoczki układały się w kształt pszennych rogalików wypełnionych nadzieniem, wydmy piasku nie tknięte nogą dziewicy pieścily nasze stopy gorącymi pocałunkami. Wszystkich ptaków (siewek) było 40 i 4, co w wierzeniach wyznawców Kulinga zwiastuje śmierć. Nasza wiara w to oraz rytualne kadzenie, wyeliminowały cale stado bestii z ciernistych krzewów. Spragnione świeżej krwi rzuciły się z wiatrem do Sobieszewa.
Nasza radość z odejścia komarów była głównym wydarzeniem dzisiejszego dnia. Powstała tez stalarka obozowa, w nowej lepszej formie. O zaobraczkowanych ptakach nie warto wspominać, no może oprócz zlapanej mewy małej.

7 lipca. Wydarzeniem dnia było obrączkowanie piskląt w kolonii rybitw. Akcja jak marzenie, z kojcem, krótko i na temat. 318 piskląt czubatych, 52 rzeczne i 4 białoczelne w mniej niż godzinę. A będzie więcej.




6 lipca. Pierwszy dzień po rozbijaniu brygada ojca Rydzyka rozpoczęła przed świtem obudzona głosem rybitw bialoczelnych polujących w Wiśle i śpiewem fok z wyspy. Brak moskitiery we wcześniejszą noc wywołał walkę z krwiożerczymi bestiami z pobliskich krzaków. Pokonaliśmy je niczym oddział z lądowania w Normandii udając piasek na plaży. Potem było tylko lepiej: zmontowaliśmy elementy małej architektury obozowej, postawiliśmy 14 wackow, a na final zainstalowalismy prąd. Burza, która szalała nad Gdańskiem ominęła nas bokiem, więc nie zrobiliśmy pełnego testu dachowego

5 lipca, D-Day. Dopisało wszystko. Ludzie, pogoda, odnowiony domek. O 16:00 zabieraliśmy się za poszycie dachowe. Wchodzimy w erę doskonałości technologicznej. Wszystkim obecnym tego dnia - czy są na zdjęciach czy też nie - WIELKIE DZIĘKI!



statystyka