Rezerwat przyrody Mewia Łacha i dobrostan świata żywego będący w jego granicach pilnujemy w 2013 r. od początku maja do 14 września. Chronimy czynnie najcenniejszą część rezerwatu przed nadmiernym, niekontrolowanym i czesto niecywilizowanym ruchem turystycznym, nie pozwalając na zadeptywanie kolonii i płoszenie ptaków. Pilnujemy łach z ptakami i fokami by nie cumowały tam jachty, grodzimy rezerwat nie pozwalajac na rozdeptywanie wydm i muraw i do tego edukujemu, edukujemy i jeszcze raz edukujemy tysiące odwiedzających rezerwat turystów. W br. dzięki wsparciu GRUPY LOTOS S.A. i WFOŚiGW w Gdańsku odbudujemy spaloną w kwietniu w rezerwacie platforme obserwacyjną, która wraz ze ścieżką przyrodniczą pomoże w znaczącym stopniu zapanować nad tłumami zwiedzającymi ten fragment naszego kraju.
Poniżej okołocodziennik, z którego możesz dowiedzieć się co wydarzyło się w rezerwacie. Znajdziesz tu codzienne doniesienia z punktu zebrane niekiedy z zasłyszanych w telefonie szczatkowych informacji, telepatycznych połączeń nie zawsze niosących jasne przekazy oraz stek odrealnionych wynaturzeń autora.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dofinansowuje nasze prace w rezerwacie od 2008 roku. Zobacz sprawozdanie za lata 2012 i 2013 <<PDF >>
Zobacz tegoroczne materiały medialne z Ujścia Wisły:
Zobacz nasze zdjęcia i opisy z lat poprzednich:
o dewastacji ścieżki
o czynnej ochronie i edukacji
soon
  

2012
2011
2010
2009
2008
2007

Zdjęcia udostępnili: Sabina Kaszak, Mateusz Ściborski, Szymon Bzoma, Paweł Średziński, Beata Smolińska, Anna Włodarczak-Komosińska, Andrzej Kośmicki, Dawid Kilon, Włodzimierz Meissner, Katarzyna Stępniewska, Piotr Nagórski, Anna Kogut, Rafał Oświeciński, Aurélien Audevard, Michał Polakowski, Krzysiek Czajowski.

Zdjęcia z obozu prosimy wysyłać na: kuling@wp.pl

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej

14 września. No i nadszedł koniec. Walczyliśmy od rana do 21.00. Ostatnie dwie alpiny i Zły, który zaniemógł
i nawet deszczu nie umiał dać. I dobrze.


13 września. Obóz sie kończy, ale walczy. 6 złapanych w tym trzy szlamniki.

12 września. Ptasio nędznie aż tak, że załoga odmawia komentarzy. Ptaki walczą jednak do samego końca
i dziś szlamnik przeskoczył knota a erytrop kwokacza.

11 września. Cały dzień padało z mniejszym lub większym natężeniem. Walczymy z wilgocią i chłodem na wszystkie sposoby. Zaczynamy zbierać wacki z plaży żeby nadać im pierwotne rozmiary i kształty, bo morze ich nie oszczędzało w tym roku. Resztą wackow gonimy rekord roku dla piaskowca, którymi obrodzilo wyjątkowo. Załoga pojawia się i znika, ale każda para rąk jest cenna w akcie zwijania - dzięki Szymonie K. i Krzysiu Cz.
Odwiedził nas rybołów i pojedyncze wydrzyki, co podnosi morale załogi.

10 września. Zmienił nam się kierownik, punkt objął PRD. Po ostatnim szczycie alpiny sytuacja wróciła do normy, zaobrączkowane 22 ptaki. Skutecznie wyłapujemy retrapy po Michale oraz ostatnie letnie fotony kumulując energię przed zbliżającym się zwijaniem obozu. Dzień zakonczyliśmy pysznym kiślem przy świetle gwiazd. Jego turbo moc jest z nami.

9 września. Dzień mało ptasi, zmianowy i odwiedzinowy. Siewek mało, ale brzegówki sie pchały hurtowo do waców :) Na morzu kilka wydrzyków pasożytnych. Od jutra rządzi PRD.

8 września. Morze stoi, ptaków mało i nawet intensywne przestawianie waców niewiele dało. Bo z pustego i salomon nie naleje. Nadzieja w jutrze, bo nadzieja zawsze jakaś jest. Na morzu wydrzyk podniósł nam ciśnienie. Trwają konsultacje gatunkowe i analizy fotek.

7 września. Ptaków coraz mniej, chociaż do popołudnia jeszcze coś w wace właziło. Sieweczki w natarciu. Rano telewizja, po południu tłum odwiedzających. Po południu się uspokoiło. Na wieczornym liczeniu niepokojąco mało siewek.

6 września. W nocy siewki wybyły w znacznej większości, zostały niedobitki. Jednak szarpnęlismy jeszcze 57 w tym kontrole Kiev na alpinie. Zbliżamy sie do 2100 :)

5 września. Kierownik tak opisuje ten historyczny dzień: Rano wstałem wyluzowany
i ruszyłem na obchód licząc na jakiś czas na ptaszenie lunetowe. Okazało się, że na wykrytych dzień wcześniej pokładach gluta na cofce żeruje tabun siewek. Były wszędzie a głównie w wacach. Po szóstej zacząłem obnóżkować, a wyszedłem na prostą koło 18 kiedy mogłem wrócić w obchód. Ok. 400 siewek dostawało tam regularnego amoku na zwałach gluta :) o 21:30 było po ptakach, których zaobnóżkowaliśmy tego dnia 237 (plus e 100 retrapów). Wieczorem widziałem podwójnie. To nasz rekord dnia w Ujściu Wisły i piąty dzienny wynik KULINGa wszechczasów. Do tego niezauważalnie przekroczyliśmy wynik 2000 siewek w tym sezonie.

4 września. Morze przestało szaleć ale początkowo ptaków nie było za dużo. W ciągu dnia dobiło sporo siewek, które postanowiły zgromadzić się na pokładach gluta na cofce. Rzuciliśmy tam po południu zwiększoną ilość waców i w dwie godziny wytachaliśmy 50 siewek. Dużo piaskowca, sieweczki obrożnej, do tego siewnica, bataliony, kszyk.

3 września. Od rana zbieramy sie po sztormie. Wacki pod wodą, woda pod domkiem. Udało się ogarnąć po południu, a niektóre wace Zły oddał dopiero wieczorem. Morzem leciało 49 wydrzyków (2 długosterne) i sporo siewek. Tych ostatnich zostało trochę w wacach - 27 to niezły wynik na tle ostatniej posuchy.

3 września rano . Poranny SMS z obozu: Sztorm, łódź spłynęła (nie ma jej). Kajak jest dzięki krzakom, które go zatrzymały. Ruszamy wydobywać wacki spod wody. Woda pod domkiem.

2 września. Nad UW przetaczają się fronty, leje, wieje. Siewki są, ale niewiele z nich odwiedza wace. Cały dzień przestawiania zalewanych wacy. Zmiana dowodzenia na MPL. Może coś doleci, a jeżeli nie, to może chociaż przeleci morzem :) - i tak przed wieczorem dwie młode popielatki na cyplu.

1 września. Trudna walka z burzami piaskowymi i glutem mającym duże powinowactwo do wacków. Wynik dwucyfrowy - czyli dzień kończymy z podniesionym czołem i puszką wody mineralnej.

31 sierpnia. Mały postęp i oby tak dalej. Hit dnia to sześć szlamników, do tego dwie cyraneczki jako bonus. Wódz dotarł na obóz i robi porządki po poprzednich kierownikach. Też mentalne :)

30 sierpnia. W obozie na dzień jeden zapadł AKS, od jutra Wódz. Ptaków mało - tyle wiemy.

29 sierpnia. Dziś był dziadek z psem bez smyczy, szukał swojego kota :) Dojechała Żółta, odjechał Mariusz, wszystko gra. Jedna z naszych tegorocznych sieweczek została sfocona dziś we Francji przez Aurélien AUDEVARD:

28 sierpnia. Ludzie wysypują się dalej z grafiku, ptaki przestają lecieć, poza rdzawym, który i tak przesiaduje na wyspie. Robi się kicha.


27 sierpnia.
Rewolucja w ustawieniu wacków i dolot nowych ptaków dały motywację do dziczenia. Efekt niespotkany od dawna - 44 zaobrączkowane i dodatkowo kontrola włoskiej sieweczki. Na wyspie mikoszewskiej brak nowych zwłok, choc nadal sporo siewek tam siedzi.

26 sierpnia. Bentosy zrobione, znaleźliśmy nawet stonkę ziemniaczaną, co dziwne, bo ziemniaków nie widać. Ostatnie starliśmy do placków. O ptakach szkoda wspominać.

25 sierpnia. Grafik się posypał i w obozie jest nas czwórka, ale dajemy radę. Ptaków też mało, sieweczka przeskoczyła totanusa. Do rezerwatu dobiła tratwa z butelek, ale zmyła się do Świbna.

24 sierpnia. Ptaki nadal kapią, ale w końcu złapała się limicolka - 23 gatunek w tym sezonie. Zostały już tylko rzadkości do złapania. Oby! Kierownik Zaniew narzeka na niedoświadczona załogę, ale szkoli ich ostro, są już jakieś kobiety. Dwóch kajakarzy co spłyneli całą Wisłe dobiło do rezerwatu.

23 sierpnia. Zrobiliśmy wielkie zakupy i był pyszny obiad z przystawkami z kani. Plany na następny dzień sa bardziej ekstremalne. Tylko ptaki jakoś słabo - raptem 20.

22 sierpnia. Alpiny przetrzymały nas długo. Aż do 16 była tylko jedna :) Ale potem pięć i gotowe :) Na zdjęciu bohaterska ekipa. Pod wieczór ciśnienie podniosły dwa ostrygojady niby-w-wacku, ale jednak nie.

21 sierpnia. Rano nastawiliśmy się na imprezę z okazji tysięcznej alpiny, bo brakowało nam sześciu. No ale do wieczora złapaliśmy... dwie! Za to pięć szlamników, cztery totanusy i dwie siewnice (nie licząc retrapów). Hmm. Zrobiliśmy więc desant na wyspę, gdzie znaleźliśmy ok. 60 martwych i dogorywającyh siewkusów - głównie alpin, ale też siewnicę czy kamusznika. Botulinizm... Okazało się też, że to właśnie na wyspie siedzą nasze alpiny - bo ok. 80... Co najciekawsze - doobrączkowaliśmy sześć pisklaków czubatych, z czego jednego naprawdę małego. Pisklaki mają gdzie się ukryć, więc pewnie wylecą. A z obserwacji na cyplu - foka obrączkowana i rybitwa krótkodzioba (widoczna sprzed domku :)

20 sierpnia. Nadal mnóstwo gatunków (11), ale częściowo inne niż wczoraj. Tylko na sztuki spadło, choć wynik nadal powyżej średniej dziennej (35 vs. 31). Poza ptakami żyliśmy dziś wizytą saperów, było ich czterech
i granatu nie znaleźli. Byli krótko, a znacznie dłużej była telewizja, Dawid był w swoim zywiole ku uciesze nadal kompletnie męskiej gawiedzi. Obstawiliśmy wszystkie role włącznie z turystami. Na wieczór dotarły kobiety, nie bez problemów, w tym Żółta z ciastem, zjedzonym zupełnie bez problemów. Żyjemy czekaniem na poprawę pogody.

19 sierpnia. W końcu dużo różnych ptaków, 11 gatunków zaobrączkowanych, dalsze dwa w ręce. W jednym obchodzie śniady, kwokacz i totanusy. Są ptaki, jest fajnie, tylko... dziewięciu facetów i ani jednej kobiety. KULING ciągle zaskakuje. Czekamy na saperów i TV razem z 94 fokami (nowy rekord jakby ktoś nie załapał:)

18 sierpnia. Sesja ślubna w rezerwacie. Pierwsza wyprawa kajakowa Olgi, ale w towarzystwie zawodowego ratownika - Mikołaja (jednego z trzech w obozie). Cztery płatkonogi bezkarnie opływają nasze pułapki. Na łachach przelotny rycyk.

17 sierpnia. Hit dnia: RYBITWA KRÓTKODZIOBA! - wypatrzona przez Dawida Kilona. W wackach coraz więcej sieweczek obrożnych.

16 sierpnia. Wieści z obozu skąpe i spóźnione. Ptaki łapią się, w tym pierwsze w sezonie siewnice. Nad głowami wydrzyk, choć ten niekomisyjny. Rządzi Mateo, obóz odwiedził włoski obrączkarz.

15 sierpnia. Wczoraj w końcu pogoda się poprawiła, co spowodowało radość załogi i ptaków. Znaczący skok liczby blachniętych ptaków. Ptaki zaczęły się łapać co wzruszyło kierownika. Do obozu dojechał MSC, który wprowadził powiew świeżości i radości wśród zmęczonej załogi. Sabina jak rozpoczeła edukację od 11-tej
w obozie pojawiła się dopiero wieczorem po czym bez słowa znikła w czeluściach kidziny. Po wielu próbach uzyskania od niej informacji co się stało usłyszeliśmy tylko - stonka idzie stonka. Wieczorna reanimacja i terapia mlekowa uratowała stan psychiczny sabiny.

14 sierpnia. 13 ptaków i innej relacji z obozu zabrakło...

13 sierpnia. Dziś z ptakami krucho, omijały wacki jak mogły i jak chciały. Z ciekawych ptaków pojawiły się ostrygojady, a w powietrzu dominowały słonie na przelocie. Załoga dwoiła się i troiła. Na wszelkie sposoby łapała ptaki, nawet na chleb ale i to nie pomogło. Nawet pliszki miały z nas ubaw i bezkarnie skakały nam po dachu. Pogoda nie rozpieszczała od rana ale na koniec dnia ulżyła naszym spracowanym ciałom. Kolejna noc pod znakiem spadających gwiazd, życzenia nam się już kończą choć kreatywność załogi przewyższa kreatywność Kierownika. Załoga ma swoją maskotkę w postaci rodzynka Stasia. Dziś dotarła kolejna załogantka, mnożą się niebezpiecznie.

12 sierpnia. Dziś więcej ptaków na plaży, a wraz z nimi powracają nadzieję na odbicie się od dna z wynikami dziennymi. Pogoda straszy, wiec obóz przygotowuje się na nadejście sztormu i szykuje zapasy konserwy oraz mleka. Załoga się powiększyła o jednego rodzynka Stasia, oraz edukatorkę Sabinę. Trzymamy się i dotrwamy

11 sierpnia. Nic ciekawego się nie działo, kilka mew odczytanych. Załoga się wykrusza i kierownik pozostał z trzema pięknymi załogantkami. Ptaków mało a resztę relacji zjadła cenzura :)

10 sierpnia. Kierowanie obozem przejął PNG i pisze tak: Wczoraj generalnie posucha i deszcz padał do 15-tej zmokłem jak szczur bo pływałem kajakiem po wodę i sprzęt. Wieczór fajny bo był wieczorek zapoznawczy. Andrzej wieczorem zwinął się z rodziną. Sporo załogi. Dziś załoga w większości się zwinęła i zostajemy w 7, jutro kolejna wymiana ludzi. Od rana strasznie wieje ale przywiało trochę ptaków. Dziś wieczorem może coś więcej napiszę.
też na to liczymy :)


9 sierpnia. Dzień pod hasłem "Nie ma". Nie ma ptaków, nie ma słońca, nie ma mleka, no i nie ma Grześka i jakoś smutno się zrobiło. A wynik 6 siewek z dnia nie wymaga specjalnych komentarzy.

8 sierpnia. Ptaki ewidentnie się kończą. Dziś ledwie 14 siewek. Nadrabiamy obserwacjami, nad cyplem ganiały się młode kobuz i kobczyk, a pod nimi wylegiwała się foka obrączkowana. Za sprawą Nadii znowu spadła średnia wieku załogi.

7 sierpnia. Idziemy w jakość, a nie w ilość. Dziś tylko 22 siewki, ale z 8 gatunków. Pierwszy w sezonie śniady oraz symbol sekty, Słoń Wielki. Pogoda tylko czasem się psuła - gdy ponownie zza chmur wychodziło słońce. Odwiedził nas Zielonogórski Falubaz.

6 sierpnia. Dzień Kwokacza (3 zaobrączkowane kwokacze). Na wysychającym już jeziorku pojawiły się spacerujące brodźce śniade. Załoganci siedząc pod dachem kopią dołki i chłodzą w nich poparzone stopy. Aby załagodzić skutki przegrzania organizmów, kierownik upichcił pyszny obiad, który świetnie komponował się z zimnym mlekiem. 

Zbiorowa halucynacja daje się we znaki. Na wieczornym obchodzie spod nóg wczorajszej pogromczyni mew uleciał jedyny spotkany biały duch, zupełnie przez nią przeoczony. Tak przynajmniej utrzymuje reszta załogi... 

5 sierpnia. Ciepłe sierpniowe popołudnie przywiało nam nowych załogantów, a wraz z nimi  w transporterze dla kota kormoran Zbyszek. Zbyszek nie był on faworytem na długim dystansie. W efekcie przystanku na zbyt małym podwórku Zbyszek został uznany przez gospodarza za nielota i chorebzdę. Nic bardziej mylnego. Wszystkich, którzy przejęli się losem Zbyszka informujemy, że Zbyszek w pełni sił dołączył do stada kormoranów na Mewiej Łasze. Oczywiście po uprzednim zaobrączkowaniu zielonym plastikiem. Na kolację z nocnego obchodu młody canus złapany własnoręcznie przez Agatę Rakutowską metodą na oślepienie latarką. Zaczął się sezon na Perseidy, więc załoganci zamiast spać, patrzą na spadające gwiazdy. 

4 sierpnia. Rano emocje sięgnęły zenitu. Po pierwszym obchodzie na liczniku 999. Kolejny obchód i JEST. Minutka tysięcznym ptakiem UW 2013. Potem "akcja rybitwa" i cały dzień mocno urozmaicony. Od jutra nowe kierownictwo, ale KULING zawsze ten sam.


3 sierpnia. Walczyliśmy dzielnie, ale zabrakło 5 do 1000. Dlatego kierownik ogłosił załodze, zgodnie ze starym kulingowskim zwyczajem, Międzynarodowy Dzień Bez Kolacji. Za to były inne mleczno-sosnowo-ananasowe atrakcje. Jutro z rana będzie Kulingowski Dzień Rybitwy a z rana pęknie tysiączek. Co uczcimy na pewno! Nikt pewnie nie pamięta, że 4.08 to Kulingowski Dzień Słonia, czyli Dzień Świętego Grzegorza. To dzień, w którym
w 10 roku istnienia w końcu zablachowaliśmy nasz symbol i awatara naszego pogańskiego bóstwa.

2 sierpnia. Dziś działo sie dużo. Ptasi wynik taki sobie, ale z czystej bezradności ustawilismy wacki na piaskowce i jak widać skutecznie, bo trzy pierwsze w tym roku zablachowaliśmy. Do tego stado 350 ostryg, które stało się pretekstem do wieczornego mleczka ze słodkim kożuszkiem. No i niesamowite ciasto drożdżowe
z górskimi jagodami. Kulinarne szczyty!

1 sierpnia. Chyba z lekka odbijamy się od dna, choć dziura sierpniowa dopiero się zaczęła. Pogoda nas rozpieszcza i wspólnymi siłami walczymy by Kierownik uzyskał tytuł Smoka Mlekopija 2013. Oczywiście splendor spadnie też na całą dzielną załogę!

31 lipca. Nie ma ptaków. Za to jest kisiel. Wiadomo. Niestety tradycyjna dziura sierpniowa nastała w ostatni dzień lipca. Tak samo było w 1992 r. Dorosłe poleciały ok. 10 dni wcześniej niż zwykle i zapowiada to bardzo niski sukces lęgowy. Niestety. Pożyjemy - zobaczymy. Przed ostatnim obchodem groziła nam stara kulingowska klątwa ostatniej obrączki oraz wynik jednocyfrowy. Ale młody pisik uratował nas przed jednym i drugim.

30 lipca. Dołek ilościowy. Silny wiatr zmusił nas do częściowego zamknięcia wacków. No ale znów górą jakość,
a nie ilość! Kolejne dwie ostrygi, w tym jedna stara. Pyszne ciasto i mlekówka na miodzie.

29 lipca. Ostrygi znalazły sobie inną wyspęi emocje z lekka opadły. Wynik lepszy niż wczoraj i zostało 105 do oczekiwanej niecierpliwie imprezki z okazji tysięcznej zablachowanej siewki. Już trenujemy - ale z umiarem.

28 lipca. Lodówka odpaliła za pierwszym razem, więc napój mleczny kierownika w końcu osiągnął optymalną temperaturę. Za nami kolejny dzień o wysokiej jakości połowów, choć ilościowo kiepski. Wczoraj jedna ostryga a dziś DWIE! No i jak zwykle kamusznik jako bonus. Takie rzeczy tylko na KULINGu.

27 lipca. Pustki wokół, więc idziemy na jakość, nie na ilość. Ostrygojadzik wydziczony po rytualnym biegu do wacka a do tego kamusznik w godówce jako bonus. W nagrodę dla załogi pyszne wafelki i nalewka mleczna na hyczce - prezent od Sławki.

26 lipca. Pomimo upału udało się zablachować sporo ptaków. Wynik ratują wysychające kałuże. Fasolowe wiatry i niektóre kombinacje liter na plastikach budzą emocje. W niedzielę o 12:30 będziemy w Radio Gdańsk.

25 lipca. Technika nas wyróżnia. Drzwi i kosz naprawione. Prąd występuje w nadmiarze. Nawet zrobilismy dołowskaz dla misia kloaki. No i wciąż ptaki dopisują. Wydziczone oczywiście za pomocą wcakonoszenia.
PS. To nic, że pierwsze kierownictwo pochrzaniło pentady. Liczy sie suma!
24 lipca.
Od rana zapowiadało się na rekordowy wynik i szło wspaniale. Niestety rozpogodziło się po południu i ptaszkom z tego ciepełka odechciało się włazić do wacków. 130 to jeden z lepszych wyników kulingowych w UW i najlepszy w tym sezonie. Wspielismy sie na szczyty techniki i powstał tajny dół wiadomego przeznaczenia.

23 lipca. Siewki napierają dalej, obserwujemy właśnie szczyt przelotu dorosłej alpiny. W efekcie 105 siewek w tym 100 alpin. Jedyne co się zmieniło - to kierownik, teraz jest nim WMS. Żyjemy nadzieją, że uruchomi lodówkę. W wacku dorosły płatkonóg wydłuża listę tegorocznych gatunków.


22 lipca. Siewki napierają dalej, obserwujemy właśnie szczyt przelotu dorosłej alpiny. W efekcie 106 siewek w tym 100 alpin:) Kolejne 3 zwrotki, w tym rzadko spotykany holender. Na puncie przybywa załogi. Muchy okazały się organizmami dużo bardziej wrogimi niż do tej pory przypuszczaliśmy, nie dość że gryzą to jeszcze wylizują próbki krwi ze szkiełek:)

21 lipca. Dzień pod znakiem obrączkowania w kolonii czubatych. Akcja szybka i sprawna, 160 piskląt czubatych dostało blaszki, 36 rzecznych plastiki i kolejna porcja białoczelnych - w sumie już 107!!!. Czubatek jeszcze przybędzie, bo wiele małych nie opuszcza dołków a z setka ptaków jeszcze siedzi na jajach. Coraz lepiej łapią się siewki - a dokładnie dorosłe alpiny. Łączny wynik z dnia to rekordowe 70 siewek, w tym dwie zagraniczne zwrotki.



20  lipca.
Nie udaje się zachować tendencji wzrostowej w łapanych siewkach, dziś nieco mniej niż wczoraj. Nadrabiamy rozpoznawczą wizytą na wyspie, udało się odczytać ponad 30 czubatek i doobrączkować kolejne białoczelne. Na koniec wizyty na wyspie doraźna porcja adrenaliny, nieposłuszeństwo silnika, wysoka fala, urwana dulka od wiosła i pływanie wpław.

19 lipca. Zmiana pogody, zrobiło się zimno i wieje. Za to ptaki się łapią, jest progres, kolejny max. sezonu. Z obozu ubyło załogi. A z jednego z naszych aut na parkingu źli ludzie ukradli tablice...


18 lipca. Wiatr ucichł i zaczęło prażyć słonko. Na obozie pojawił się basen i jego mały lokator regularnie korzystający z największej okolicznej piaskownicy. Pozbylismy się szerszeni. Ptaki powoli się rozkręcają, najlepszy wynik sezonu.

17 lipca. Zmiana warty, stery objął AKS. W załodze wyraźna żeńska dominacja. Ptaki kapią po 10 z dnia... Tymczasem szerszenie zamieszkały z nami w domku.

16 lipca. Brakuje nam zawiasu w drzwiach, kremusia i zaklinacza szerszeni. 10 siewek to też raczej marny wynik. Na osłodę pierwszy dorosły rdzawy w tym sezonie.

15 lipca. Słoniątko w garści i rybołów nad domkiem podniosły ciśnienie. Wiatr zmienił kierunek na godzinę. Przywiał kilka ferruginejek i pozwolił ugotować obiad przy otwartych drzwiach. Wszyscy z niepokojem oczekujemy rozwiązania.

14 lipca
. Zachodni wiatr szturmuje domek - nigdy więcej drzwi z niewłaściwej strony. Siewki złosliwie obchodzą wacki. 77 fok pozdrawia z łachy. Dawid w roli obozowego kaowca zabawia oryginalnym wykonaniem regionalnej pieśni o rudziku wśród białych róż. Brak flagi pobudizł twórców w narodzie, w tym roku słoń strzeże z żółtej boi.

13 lipca. Słabo... wiatr wlał wode do kolonii rybitw, zostały tylko wysiadujące czubate. Rzeczne i białoczelne przeżyły te, co się wykluły.

12 lipca. Piździ, pada, ptaków dużo, ale wacki przegrywają z atakiem napływających patyków. Niepokojący sztorm napiera na kolonię, jednak do wieczora wszystko było w porządku.


7-11 lipca
. Obóz łapie ptaki. Do 10 lipca to był nasz najlepszy rok w ujściu. Reszta - typowo - Dzika rządzi, Dawid edukuje - i jak to Dawid, edukuje tak, że edukowani zostawiają kule na punkcie. Foki się foczą na łasze w rekordowych liczebnościach (między 60 a 70 osobników!). Dach cieknie na potęgę, ale w wackach nie tylko gołe ptaki, ale też pierwszy szwed.


10 lipca. Obrączkowanie piskląt rybitw. Cóż to była za akcja. 30 minut w kolonii, 151 zaobrączkowanych pisklaków (6 czubatych, 61 białoczelnych i 94 rzecznych). Ekipa TV, pokłosie w Teleexpresie, Panoramie Gdańskiej i TVP info. Czekamy na więcej zdjęć!




6 lipca. Krótka wizyta w kolonii pozwoliła policzyć gniazdujące rybitwy. Czubatych jest 400 par, rzecznych ok. 250 a białoczelnych 200. To bedzie dobry rok. Zdjęcie poniżej po kliknieciu się powiększa pokazującjak liczymy gniazda.


6 lipca. Dzień rozbijania. Poszło naprawdę zgrabnie i dzięki Błękitnemu Patrolowi WWF nie tylko domek, ale
i wacki gotowe do walki! Kilka migawek poniżej.


5 lipca. Zaczynamy obóz! Dziś pakowanie (jak wszystko zakończone sukcesem):


12 czerwca
. W trakcie kontroli udało się znaleźć odbudowaną kolonię rybitw! Wszystkie trzy gatunki gniazdują w nowym miejscu, czubate zaczęły składanie jaj 1-2 dni temu i dziś jest juz ok. 35 zniesień (po jednym jajku). Inne rybitwy mają już pełne zniesienia, ale nadal jest ich niewiele (rzeczne ok. 90, białoczelne ok. 50).

Łachy już pełne mew małych.

Bardziej typowa kolonia czubatych - a w zasadzie jej początek.

Widok na "nową" kolonię. Sporo zielska rośnie.

31 maja - 3 czerwca
. W efekcie kilkudniowego, silnego północno-wschodniego wiatru, wszystkie kolonie rybitw zostały zalane i zniszczone.

 

Kształt łach w dniu 22 maja 2013

22 maja. W rezerwacie od kilku dni gniazdują rybitwy, w tym czubate. Łącznie mozna znaleźć (ale nie szukamy!) siedem napiaskowych lęgowych gatunków: sieweczka obrożna (2-3 pary), sieweczka rzeczna (1-2 par), rybitwa białoczelna (ok. 40 par, 8 znalezionych zniesień, ale to trudno znaleźć), rybitwa rzeczna (32 zniesienia), rybitwa czubata (50 zniesień), śmieszka (5 zniesień) i mewa srebrzysta (4 zniesienia). Do tego ponad 100 żerujacych siewek - alpin, sieweczek, kamusznik, siewnice i in. Foki również dopisują.

Prace pogłębiające w ujściu trwają w najlepsze i będzie tak przez cały sezon.

Mozaika łach i lagun sprzyja siewkom - prawie 100 biegusów zmiennych żerowało w rezerwacie.

Zaniepokojona sieweczka rzeczna.

W pozostałościach jeziorka widać wędrujące małże...

Ślad wędrującego bobra.

Młoda foka szara.

Więcej fok szarych.


Jeszcze więcej fok szarych :)

Ślad wędrującej foki.

Kormorany na łasze.

Gniazdo śmieszki wybudowane w warunkach zagrożenia powodziowego.

Nietypowa kolonia rybitw czubatych, zazwyczaj wybierają piasek.

Bardziej typowa kolonia rybitw czubatych.

Gniazdo mewy srebrzystej.

statystyka