2012
Poniżej okołocodziennik, z którego możesz dowiedzieć się co wydarzyło się w rezerwacie. Znajdziesz tu codzienne doniesienia z punktu zebrane niekiedy z zasłyszanych w telefonie szczatkowych informacji, telepatycznych połączeń nie zawsze niosących jasne przekazy oraz stek odrealnionych wynaturzeń autora.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dofinansowuje nasze prace w rezerwacie od 2008 roku. Zobacz sprawozdanie za lata 2012 i 2013 <<PDF >>
Zobacz tegoroczne materiały medialne z Ujścia Wisły:
Zobacz nasze zdjęcia i opisy z lat poprzednich:
o dewastacji ścieżki
o czynnej ochronie i edukacji
  

2011
2010
2009
2008
2007

Zobacz co tworzą inni zainspirowani ujściem:

Zdjęcia udostępnili: Magdalena Remisiewicz, Maciej Azarewicz, Aleksandra Jachimczyk, Piotr Kollakowski, Jan Grabarczyk, Izabela Dąbrowiak, Mariusz Janowski, Joanna Dziarska-Pałac, Sabina Kaszak, Mateusz Ściborski, Patryk Gała, Rafał Oświęciński, Dawid Kilon.
Zdjęcia z obozu prosimy wysyłać na: kuling@wp.pl

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej

Mapa odczytów tegorocznych biegusów zmiennych (czerwone kropki) i sieweczek obrożnych (zielone).

W Tabeli liczby stwierdzonych tegorocznych biegusów zmiennych w poszczególnych miejscach
(aktualność 28.09.2012)


Kształt łach w dniach 15-16 lipca 2012. Na błękitno kolonie rybitw.

KONIEC!

to był bardzo udany sezon, najlepszy nasz w Ujściu Wisły
(2463 zablachowane siewki)

najlepszy w 30-letniej historii KULINGa rok
dla kamusznika (79) i płatkonoga szydłodziobego (3)

po raz pierwszy po 2009 r. wyleciały młode rybitwy czubate (choć niewiele - 62)

16 września. Kto rano wstaje ten... przeciera oczy ze zdumienia! Foki swoją liczebnością powaliły nas na kolana! Ilość podamy po potwierdzeniu przez WWF i Stację Morską, ale szykujcie się. :) Z kolan nie podniósł nas jeden jedyny i ostatni w tym sezonie obchód... 4 ptaki w koszu, z 3 gatunków. Bez alpiny nie kończymy! Jest
i siewnica, ale leżeliśmy na wieść o kolejnym gatunku... Kierownik zanużył rękę w koszu i wyszperał. Wyciąga - uau, płatkonóg szydłodzioby! Kurcze, tydzień robiły nas w jajo. Szybciej człek skaczącą pchłę po nocy dorwie, niźli kręcące się lobatusy. Ale to nic, w koszu, kwili... kolejny płatkonóg! Dorwaliśmy oba! Załoga i goście - zwijacze szaleją :) Walka na dwa wacki. Ewelina (EKR) wiedziała co robić. Cztery bentosowe dni i ma się tego nosa, he, he! Piękny zoologiczny dzień, ale to przecież dzień zwijania gratów. Duuużo skromniejszy skład zwijaczy niż w ubr. Ale naszym atutem są: logistyka, determinacja, siłą woli i mięśni też. Walczymy i nie poddajemy się nawet przy podłodze. Ba, jako kolejną konkurencję KULINGiady proponujemy sprint z podłogą! Walka na dwie drużyny jest już wystarczająco motywująca ;) Ostatnią część podłogi zwijamy licząc na szczura, a tu niespodzianka. Jest gniazdo myszy i to z czterema oseskami. Ślepe i nagie. Przenieśliśmy gniazdo, ociepliliśmy i ukryliśmy przed deszczem. Spławianie to niezła zabawa. A spławialiśmy się w sumie na trzy jednostki... Kto nie widział najmniejszej morskiej jednostki pływającej wyposażonej we własny kibel, niech żałuje! Za całą akcję należą się fanfary, bo nagrody były: kubki z logo KULINGa i różne inne gadżety, do wyboru.
A wybierano spośród: majonezu, dżemy porzeczkowego, wiśniowego i brzoskwiniowego, otwartej herbaty oraz musztardy (to w ramach czyszczenia resztek). KULING docenia i pamięta, kto wsparł w chwili proszenia, błagania, przekupstwa oraz wysyłania maili, wiadomości na FB i dziesiątek SMSów...Walczyliśmy jako załoga: Rydzu vel Piotr Rydzkowski (PRD) - kierownik, Ewelina Kurach (EKR), Tomek Gawior, Ania Kogut, Witek Krawczyk, Karol Banasik, Iza Pitner. Wspomogli nas, wpadając na krócej lub dłużej: Jowita Kurach, Andrzej Kośmicki, Kuba Typiak, Cezary Wójcik (CWJ), Mateusz Ściborski (MSC), Halina i Piotr Kendzierscy. Dzięki ogromne, bo bez Was byłoby o wiele trudniej i nigdy nie zatrzasnęlibyśmy drzwi od kontenera o godz.19:20!! :-D Smutne zaś jest też to, że geodeci i RZGW czekają za rogiem. Od kilku dni dopytywali, czy oby na pewno zwijamy siew ten weekend, bo "w poniedziałek tutaj nie będzie już rezerwatu. Będzie plac budowy!"
P.S.
Wnioski ze zwijania:
1. Za rok na pewno nie pojedzie z nami prysznic i kibel. Ten ostatni np. może być postawiony z widokiem na cztery strony świata. I na wiele innych gratów też przyjdzie czas zmierzchu.
2. Jak to powiedział jeden ze zwijaczy: "Edukator na PRZESRANĄ robotę!". I nie należy doszukiwać się tutaj górnolotnych skojarzeń. Bardziej gównolotnych... A edukator obiecał sobie, że dorwie tego, kto stawiał kibel, ot co!

15 września. W załodze 6 osób. Walczymy.... O ptaki. Wywiało je. Warunki hydro zmieniają się co kwadrans
i zabrało najlepsze żerowisko. Są nowe łachy przy cyplu i nie ma połowy kałuż, które jeszcze wczoraj były
i zasypały żarciem pojemniki bentosowe. Jest nowa zatoczka, ale póki co nie zagraża Pucyfokowi i Gdańskiej. Walczymy ze zwijaniem. Kończy nam się opatentowany przyrząd do czyszczenia wacków. Walczymy dłużej niż sobie założyliśmy, co w sumie wprawia nas w dobry humor :) Kierownik, który będzie rozbijał obóz powinien całować po stopach obecnego - Rydza (PRD) i załogę. Wacki poczyszczone, połatane, poskładane jak książki
w najlepszej księgarni. Dzień szalony jeśli chodzi o edukację. Dwie wycieczki i sporo indywidualnych turystów.
W sumie 90 os. - to lepszy wynik niż w lipcowe dni! Edukator, Ewelina (EKR), walczy też z bentosami... Trzeci dzień. Czy uda się zebrać materiał z barberów? Udało, ale ale otarło się o próg, który można uznać już za sukces. Ewelina już o zachodzie słońca dociera do obozu niemal na czworakach... Kręgosłup jakby nie ten (na szczęście moralny bez zarzutu ;) Przed nocą rzuca komendę ustawienia dwóch ostatnich wacków w konkretnym miejscu - blachujemy do końca! Przy zwijaniu pomogli nam dzisiaj: Marlena z Kubą i na godzinkę wpadli Ania
z Nadią i Mikrym oraz Dorota. Dzięki za każdy rozkręcony element :) Popołudniu z łódką dociera Tomek. Nadal pływają 2 płatkonogi. Fok 19. Piękny ten ostatni wieczór. Naprawdę, takie chwile to do pamiętnika i najlepiej
z dołączoną dokumentacją w wersji multimedialnej. A co tam, że jesteśmy zryci. Gitara, pełnotłuste mleko, świeczki, klimat, nasze i nie nasze pierwsze razy... Poszliśmy spać już jutro :-p Myszy chyba wiedzą co sie rano szykuje - wyprowadzają się. Smutno nam. Podwójnie, bo RZGW i geodeci zapowiedzieli, że od poniedziałku nie będzie już tutaj rezerwatu tylko plac budowy. Aha, ciągle szukamy właściciela czerwonego kajaka...

14 września. Dzień dni różnych... Dzień nowych (!) technologii na KULINGu. Asia patentuje sposób na czyszczenie wacków. Kto chce to zobaczyć - zapraszamy! Tylko osobiste doświadczenie jest w stanie oddać to, co tutaj się dzieje. Zrobiliśmy dobre 200% normy! :) Dzień bentosów. sześć kałuż, z czego połowa z żarciem na full. D otego próby mocno zanieczyszczone. Pułapki barbera do powtórki - popołudniu zerwał się wiatr
i wszystkie 30 zasypało. Rozpacz w oczach u Eweliny (EKR), która ponad pół dnia spędziła na zesłaniu, na cyplu. Jeśli Zły coś dla nas szykuje, to kombinuje z bentosem i z pogodą! Jutro powtórka barberów, część I czerpaków oraz dwie wycieczki edukacyjne (w ramach współpracy z Drapoliczem). W wackach 38 siewek z 6 gatunków.
A walczymy na połowę pułapek. Nadal pływają płatkonogi (2 os.) i sprytnie omijają nasze systemy. Dzień wolontariusza: dziękujemy Marcinowi - strażnikowi miejskiemu z Inowrocławia, który wpadł do nas na kilka godzin, po szkoleniu. Nikt nie pamięta jak nas tutaj znalazł, bo na pewno nie przez edukację, ale wsparcie super! Aha, na obiad był pyszny (prawdziwy węgierski gulasz made by EKR) i właśnie PRD szykuje białą kiełbaskę z grilla oraz grzanki. Mniam... Żałujcie!
Dziś wynik mamy najlepszy w historii łapactwa w ujściu Wisły... aż żal obóz zwijać :)

13 września. Deszczowo. Na zatoczce cyplowej pływa 6 płatkonogów szydłodziobych. W wackach 22 siewki
i nadal bez płatkonogów. Zaczynamy czyszczenie pierwszych wacków. Żółta (EKR) przywozi idealny prezent dla każdego kierownika: TV 46 cali i chłodne mleko taszczone aż z Darłówka (choć krowa z Lwówka Dolnośląskiego). Kolacja na ciepło, przy grillu (kiełbaski) i naleśniki - na mleku, ale na mleku, o większej zawartości procentowej tłuszczu! Sprawdziliśmy - to tzw. mleko pełnotłuste, 5,6%. Po południu walka z bentosami. Po sztormie przybyło kałuż i jest w nich żarcie. Załoga ma obawy, czy Żółta zdąży zebrać próby choćby równo ze zwinięciem obozu, czy zostanie na posterunku dłużej? Chłodna noc. P.S. Te 46 to nie cale, a rozmiar woderów - kierownik doczytał po wypiciu mleka i nieudanych próbach podłączenia odbiornika do przetwornicy. Uf, całe szczęście. Wodery potrzebne, a z prądem nadal kiepsko, więc prezent udany! :) Wieczorem, w ramach paraolimpiady, pościg za lisem. W roli hartów połowa załogi: PRD, EKR i Witek. Wyścig udany, za co najbardziej wdzięczna jest nam alpina, która przeżyła traumę w wacku. Dzięi hartom żyje.

12 września. W edukacji nic się nie dzieje, bo nikogo nie ma. Pogoda paskudna. Jesiennie, deszczowo, burzowo i zimno. Na okoliczność burzy, załoga się kąpie. A Zły, widząc to, odpuszcza najgorszy atak burzy. 30 fok na łaszce. Pływają 3 płatkonogi szydłodziobe. W wackach 33 ptaki, w tym brodziec śniady i siewnica. Witek pichci na grillu coś a la pizza, ale podobno i lis i norka niechętnie na to spoglądają... A przecież wyglądało tak pięknie! Lisy i norki jak zwykle, wolą patrolować wacki na cyplu :( Ale mamy plan na walkę z niepożądanymi drapieżnikami. Dieta wegetariańska! Norka sama z siebie zaczyna żywić się kaszą gryczaną i ogórkiem.

11 września. Upalnie jak w sierpniu. Nadal edukuje Rydzu - czyli kierownik i edukator w jednym. Maszyna nie do zastąpienia :) Są powody do interwencji na wodzie. Fok w maxie 7 os. Padła lodówka zasilana gazem
i próbujemy ratować ją prądem. W związku z tym brakuje mocy na wszystko inne: oświetlenie, ładowanie laptopa, telefonów. Atak wrednych i gryzących do krwi much! W wackach 40 siewek z 4 gatunków. Dużo się dzieje się kawałek dalej, na Wyspie Sobieszewskiej. Wernisaż wystawy "Ujście Wisły. Ścieżki Natury" Zapraszamy - można oglądać do 28 września (GAK Wyspa Skarbów w Sobieszewie, ul. Turystyczna 3; wstęp wolny).

10 września. O świcie 51 fok na łaszce! :) Zmiana kierowników. Z Torunia przyjeżdża ojciec... Rydzu (PRD), choć do ojcostwa się nie przyznaje ;) Wyjeżdża Michał z Moniką. Edukuje Dawid Weisbrodt, bo Ewelina (EKR) na morzu. Potwierdzają się jesienne prognozy edukacyjne - tylko 6 os. W ramach solidarnośći z paraolimpijczykami zażywamy sportu... Gramy mecz "zbijanie kartofla". Nam nie idzie, ale mamy teorię... Pół społoczeństwa przynosi na WF L4 lub zwolnienie od rodziców, zatem mamy połowę społeczeństwa niepełnosprawnego. Zdobyliśmy 36 medali paraolimpijskich (WIELKIE GRATULACJE DLA NASZEJ KADRY!!!!), w związku z czym potencjał mamy właśnie wśród tej połowy Polaków. I to tę część społeczeństwa powinniśmy wspierać. W związku z czym, na KULING przyjmujemy tych z problemami z kręgosłupem, stawami kolanowymi, zwyrodnieniami itp. A takich nie brakuje, o czym wieści krążą pokątnie i oficjalnie. Takie to wnioski po nieudanym meczu kartoflowym, ot co. Aha, dorwaliśmy tylko 13 siewek. W tym jakoś też dzisiaj nam nie idzie, ech.

9 września. O świcie przetarliśmy ze zdumienia oczy i pobiegliśmy po... łopaty, by wykopać połowę wacków! Jakoś się orientujemy w ich lokalizacji, bo wystają 1-5 cm ponad powierzchnię piasku! Część jednak jest nie do odzyskania. Krajobraz przez noc znowu się zmienił. Przed południem przestało wiać (choć na usta ciśnie się inne słowo) i wyszło słońce. Pojawili się też turyści. Sporo interwencji na cyplu. Karna edukacja wyjątkowo... karna, ponieważ rejestrowana przez ekipę TVP. Nagraliśmy krótki materiał dla TV lokalnej o ogółnopolskiej o obrącz-kowaniu ptaków i edukacji. Drastyczne zmiany w składzie załogi. Pałeczka edukacyjna na jutrzejszy dzień przekazana Dawidowi Weisbrodtowi. Cały dzień pracujemy na 8-9 wacków i na resztkach cypla. 21 siewek
to i tak sukces!

8 września. Armagedon od bladego świtu!! Okoliczny kajobraz nie do poznania. Cały dzień monitorujemy stan wody, która wdziera się w nasze okolice z trzech stron. Zabrało nam co najmniej 3/4 terenu badań. Od świtu ściągamy z cypla wacki. Niektóre są zalane po dach. Targa nami północny wiatr 5 B. Woda po kolana i po uda, fala 1-2 m. Dziczymy zaledwie na 8 wacków ustawionych na jeziorku i pobliskiej kałuży. Łapiemy w ten sposób 12 siewek. Za to piękny foczy wynik. O świcie 46 os. :) Nie uprzedziwszy nas, nie dojechała część załogi. Ratuje nas Mariusz, ponownie przedłużając swój pobyt. Z obawą zerkamy na dach. Aha, widzieliście kiedyś latające gąbki do spania? Latające w domku...? Wiatr wciskający się szparami w ścianach, unosi je i wygląda
to tak, jakby pod gąbką leżał człowiek. Wieczorem deszcz. Stargani okrutnie padamy już po godz. 22.

7 września. Od brzasku ostry sztorm, burze piaskowe, silny wiatr i bieganie z wackami! Nie, nie... Nie biegamy co obchód, a dwa razy podczas obchodu i to w cztery, a nawet i pięć osób! Nawet najstarsze kulingowskie twarze wykrzywiają się w grymasie i zdumieniu. Z legendarnymi wrześniowymi sztormami w parze idą wysypy ptaków. Reguła potwierdzona, bo wackach aż 82 siewki. Roboty od groma, przez co nawet edukacja troszkę kuleje. Uciekła nam 20-osobowa grupa Anglików z przewodnikiem. A może nie uciekała, a zwiało ich do Rosji? Nadal szukamy właściciela czerwonego kajaka... Nikt nie ma odwagi obrócić go dnem do dołu, w obawie, że właściciel jest bliżej niż sądzimy i niekoniecznie żywy ;)Wyjeżdża spora część załogi. Na zatoce wypatrzone cztery młode rybitwy popielate, a z wydrzyków: dwa nieoznaczone i trzy ostrosterne. Nocny obchód Żółtej (EKR) i wniosek: "Jeśli świat ma się skończyć, to już się zaczęło i właśnie od cypla!". W niecałą godzinę cześć wacków zalało po dach! Kataklizm. Posiadanie prądu, a tym samym dostępu do prognozy pogody, nie nastraja optymistycznie... Jutro powtórka z rozrywki? Tymczasem ślęczymy pól nocy, uzupełniając informacje na www
i fb.

6 września. Nadal ostro wieje z W i NW. Po śniadaniu, Żółta (EKR) zorganizowała dla załogi i kierownika rozrywkę intelektualną, czyli: po co jest wacek, jak go zbudować, postawić, przestawić w systemy i zamknąć, by był skuteczny i bezpieczny dla ptaków. Długi wywód poparty elementami wizualizacji. A potem gra edukacyjna z nagrodami. Wysypała na stół pęczek drucików imitujących płoty, rozrysowane i powycinane wacki, opisała siedlisko i sypnęła pytaniami. Za śmiałość wyrażania poglądów, grę wygrywa Antonio. KULING popierając każdy wysiłek intelektualny, funduje kubek z logo, a edukator dorzuca od siebie napój do tegoż kubka :)
W praktyce zaś mocno na czołówkę wysuwa się Mariusz Janowski - bierzcie z niego przykład! Od rana gościny. Z ciastem marchewkowym (z piękną dedykacją w postaci migdałowego słonia wielkiego) przybyła Kasia Skakuj,
a popołudniu dołączył Michał. Wykukaliśmy na zatoce: 14 nieoznaczonych wydrzyków i cztery ostrosterne, nura czarnoszyjego i rdzawoszyjego oraz jedną dorosłą i trzy młode rybitwy popielate. Dzień pod znakiem taszczenia na plecach blisko 100l wody i dużych zakupów! Oj, wcisnęło nas w wydmę białą. Końcówka trasy była ciężka, zwłaszcza, że szliśmy po zmierzchu. Jest nadzieja na prąd. Przed nocą dotarła przetwornica. Radość!

5 września. Sztormowo. Ostro wieje z zachodu. Wydrzykowy dzień! :) Chłopaki wyczesali na zatoce np. osiem wydrzyków ostrosternych i 14 nieoznaczonych, jednego nura czarnoszyjego, dwa juv. rybitwy popielate i 32 edredony. Monika w okolicznych chabaziach znalazła grzyby i kajak z jednym wiosłem. Szukamy właściciela. Edukacja & interwencje: 0 (słownie zero)! Pierwszy raz, po blisko 8 tyg. w ujściu Wisły, Żółta (EKR) wyciągnęła książkę i...wskoczyła w świat pieszej wyprawy wzdłuż Amazonki. Tymczasem w ujściu Wisły max. siedem fok.
W wackach 33 siewki. Aha, gdyby nawet skończyły się nam siewki na cyplu, to i tak nie zawiódłby nas dyżurny szlamnik... Łapie się kilka razy dziennie! Już od kilku dni. Chyba zaczniemy go wypuszczać w Rozewiu ;)

4 września. Upalnie - tak jak być powinno w lipcu, a nie było! Sporo sytuacji zmuszających do podejmowania interwencji, zwłaszcza na wodzie. Pasjonujące obserwacje.... Znudziły nam się bowiem ptaki i gremialnie kukamy na ludzi, którzy cumują nieopodal cypla, nie zauważając fok wychylających się nieopodal burty motorówki. Mamy ubaw! Uwaga, na FB dostępne są filmiki z interwencji i naszych obserwacji faunistycznych. Zaobrączkowaliśmy 56 siewek. Złapaliśmy też młodego biegusa rdzawego z Filnandii :) Nadal czarna amba, czyli dzień jak co dzień - bez prądu. Jesteśmy odcięci od świata wirtualnego, nie działają nam telefony, padają akumulatory do aparatów fot.. Korzystamy z dobrego serca pani Danusi z baru Dragon, która ratuje nas
z opresji i na chwilę podłącza do źródła prądu.

3 września. Wreszcie dopisały foki! Tą radosną wieść zapowiadały już nocne odgłosy z foczej łachy. W maxie, wieczorem 33 os.:) Edukacyjna jesień... ledwo kapie turystami. Pułapki Barbera postawione, ale połów bezkręgowców marny. W wackach niewiele więcej niż wczoraj (41 siewek). Za to kierownicy: ASZ i MPL kalibrują się cały dzień w pomiarach, oznaczaniu pierzenia i powoli przekazują sobie obowiązki. Ciągle nie mamy prądu. Pewne, że cała Polska sądzi, że obchody 70-tysięcznej siewki nadal trwają... ;)

2 września. Piękna słoneczna niedziela! Jakoś tak płynnie, szybko i niepostrzeżenie przeszła z soboty, przedłużając nam okolicznościowe spotkanie... Tak, to w niedzielę już graliśmy m.in. w nocne kalambury. Brakowało nam mistrzów kalamburowych (Ave Cezar & jego "słońce walczy ALE jednak zachodzi"). Od rana wyjazdy gości, którzy przybyli na obchody DNIA WCZORAJSZEGO. Sporo interwencji na lądzie i na wodzie,
a przydałyby się też w powietrzu! Z fokami nadal kiepsko, zaledwie jedna. Można rzec, że dzień pod kryptonimem: bentos, interwencje & edukacja. Ponad 60 os. skorzystało z możliwości obserwowania z nami przyrody ujścia Wisły. W wackach 40 siewek. Wieczorem dojechał nowy kierownik, Michał Polakowski z Moniką.

1 września. Zwariowany dzień w okoliczności i wydarzenia wszelakie. Nieudane podejście do bentosów, bo zbyt dużo edukacji od samego rana. Dodatkowo wycieczka w ramach projektu edu. Przytaszczyliśmy z auta tort na okoliczność 70-tysięcznej siewki (made in siostry Kurach). Od południa zjeżdża się kilka osób - starych kulingowskich twarzy. Uroczysty, dwudaniowy obiad. Na stół wjeżdża tort. Opychamy się słodkościami wszelakimi, szykując smakołyki na wieczornego grilla. Ogólna radość, historyczne wspominki i biesiada. Nocne kalambury, śmiechy, chichy i długie Polaków rozmowy. Wszystkim gościom wielkie dzięki za przybycie i wszelakie dary okolicznościowe! Siewki obrączkuje aż czterech kierowników :) Oj, baaardzo lubimy takie dni. Darz KULING
i do 100-tysięcznej siewki! :)

31 sierpnia. Oj, duuuużo się dzieje...Na obozie postępy i degradacje! Nasz chemik, Antek przedłużył kable
i po kilku obozowych latach światło nad kuchnią zaczęło świecić na stół i kuchenkę, a nie na plecy kucharza :) A z degradacją bywa tak... Jeśli nowy edukator nie sprawdzi się na stanowisku, upada w okolice obozowej latryny (ekologicznego kibla) i czyści ją wierzbowymi witkami. Żartujemy - degradacji nie było, bo nowy edukator świetnie sobie poradził :) Chałupa wysprzątana, wszystko poukładane alfabetycznie. to zasługa kierownika, ASZ, która jest w tym mistrzem. Ptasio: 85 siewek z 9 gatunków. Z powodu lisa wcześniej zamykamy wacki, bo rudzielec idzie na obchód wieczorny przed nami :( Przez cały dzień pada deszcz. Wieczór raczej spokojny, bo mentalnie przygotowujemy się do dnia następnego. Aczkolwiek nie zawadzi przetestować tego i owego... Aha, doszła do nas informaja o naszej alpinie. Zaobrączowana 28.08, trzy razy retrapiła się kolejnego dnia (ostatni raz o godz. 21), a 30.08 odczytana została w Darłówku na falochronie.

30 sierpnia. Siewki głównie z porannego i wieczornego obchodu. Suma dnia 52 os. z siedmiu gatunków. Aż 11 sieweczek obrożnych, cztery piaskowce. Od jakiegoś czasu nie mamy kodów kolorowych na nie. Kamuszniki podbijają rekord - trzy kolejne. Tylko trzy foki szare. Edukuje Mariusz Janowski. Pierwsi turyści dopiero od godz. 16. Podczas ostatniego obchodu płoszenie lisa. Nadal panoszą się po cyplu i patrolują wacki. Zaczyna padać. Załamanie pogody. Nadal nie mamy prądu 220V. Już działamy w tym kierunku... Prezes zamówił na allegro. Że co, że nie można robić zakupów obozowych w RPA??? Na KULINGu można :)

29 sierpnia. Załoga gratuluje wszystkim historycznym i obecnym kierownikom kulingowskim oraz załogom! Bo dzisiejszy wynik to historyczna robota. 70-tysięczną naszą siewką jest biegus krzywodzioby. Tak wylosowała maszyna losująca,
a było z czego losować. Pojmaliśmy ją już podczas pierwszego obchodu :) Obrączkę założył Mikrus (AKS). Szolony dzień zapowiadała już Wigilia obchodów... Nikt się jednak niespodziewał siewkowego poruszenia na cyplu. To zasługa chłopaków, którzy długo przed świtem przestawiali wacki. I od brzasku przywaliło siewkami. Wynik dnia to 95 siewek z 8 gatunków.
Z rzadziej ostatnio obrączkowanych: krwawodzioby, sieweczki obrożne, bataliony. Popołudniu zmiana kierowników - witamy Olkę (ASZ). Foki nadal nie wychodzą na łachy. Edukacja skąpo - odczuwamy finisz wakacji. Sporo interwencji (zejść ze ścieżki), a niektórzy "karnie" edukowani bardzo niemili. Wieczorem wybywa na dzionek edukator i pałeczkę przekazuje młodej krwi.
Piękne dzięki wszystkim za gratulacje, które spływają do nas z różnych zakątków kraju, Europy, ba, nawet
i południowych krańców Afryki! Walczymy dalej... dla 100-tysięcznej kulingowskiej siewki :)

28 sierpnia. Nie powiemy ile zostało do 70-tys. siewki. W zamian zacytujemy obecnego kierownika, Mikrusa (AKS):
- Ale sami przyznajcie, jak to jest: huczniej obchodzicie Wigilię Bożego Narodzenia czy Boże Narodzenie?? I odpowiedzcie sobie po cichu... :)
Zapadła grobowa cisza. Na krótko. Po czym... zaczęliśmy obchody. Uzasadnione, zważywszy, że jutro zmiana kierowników. Na progu czai się Olka Szurlej (ASZ) i już powolutku zaciera ręce... Przyszła załoga też próbuje przekupić, różnymi argumentami i sugeruje wypuszczanie siewek, zamykanie wacków... Mglisty poranek, chłodna noc. Zelżało po sztormie, ale turystów nadal jak na lekarstwo. Z fokami podobnie. Tylko 2 i od 4 dni żadna nie wyszła na łachę. Nadal nie mamy prądu. Kończy nam się moc w telefonach, laptopie. Skończył się też gaz, woda, ale z tym akurat radzimy sobie świetnie. Z prądem ciągle walczymy.

27 sierpnia. Uff, po trzech dniach koniec z bentosami. Do września :) Zimno, pochmurno. Sztorm! Wieje z zachodu. Jest szansa, że obudzimy się pod wieżą Drapolicza albo jeszcze dalej. Nosimy wacki w tę i we wtę. Regularnie co 2 godziny.
A te z małego obchodu czyścimy z pokładów gluta. W wackach 27 siewek. Cieszą młode biegusy krzywodziobe. Przyleciał młody sokół wędrowny, a kobuz próbował zatłuc nam alpinę w wacku. Nie mamy prądu od doby i nie wiemy dlaczego. Ustalamy przebieg zdarzeń, rozkręcamy przetwornicę... Przetwornicę skręciliśmy. Żadne części nie zostały - jest OK. Ale czemu nie ma prądu? Może dlatego, że słońce nam się kończy?

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej

26 sierpnia. 77 siewek do 70.000... Od świtu full roboty. Edukator stargany! Mało, ale ciężka edukacja. Do tego pobieranie prób bentosowych (już drugi dzień i jutro rano ostatnia powierzchnia, ufff!). Dużo interwencji na wodzie i meldunki na policji wodnej. 1/3 załogi nie dojechała. Zaczyna wiać i poziom wody skoczył w 15 minut. Padamy!

25 sierpnia. W wackach 25 siewek. Ilość nie powala, ale po co nam tabuny, skoro ptasio fajny dzień i sporo się działo... Z rana przyleciała sieweczka morska, potem młoda rybitwa białoskrzydła! Od rana pobieranie prób bentosowych - pułapki Barbera. Gościliśmy wycieczkę z LOTOSu (na zdjęciu) - pierwszą taką w historii naszej współpracy. Do popołudnia Szymon i Ewelina opowiadali im o rezerwacie i o tym co tutaj robimy. Prócz LOTOSu, blisko 50 wyedukowanych turystów - jak na weekend średnia ilość. Ale były to długie, żywe i pasjonujące rozmowy. Fok max. 10 i tylko w wodzie. Wyjechała Dzika z Basią i zabrały smoka. W obozie jedna baba, ale to chłopaki gotowali obiad. Pyszny! :) Do 70-tys. siewki zostało 98 osobników.

24 sierpnia. Biegus, kobieta i pogoda zmienne są... Jak zwykle - zmiana edukatora na Ewelinę (EKR) i pada deszcz. A w Wiśle pływa bóbr... do góry wydętym brzuchem i w towarzystwie bogatego życia wewnętrznego. Neci zapachem na 100m. Siewek 49 z siedmiu gatunków (16 biegusów rdzawych - i ich awans na drugi gatunek sezonu!!!). Plus śmieszka. Późna obiadokolacja, a po niej przekazanie władzy Mikrusowi (AKS). Jutro robotny dzień, czego zdają się nie wiedzieć myszy... Szaleją po nocach, spać nie dają...

Złapał się 69 kamusznik. To nowy rekord roku w 29-letniej historii łapań na KULINGu. I będzie więcej!

23 sierpnia. Złapało sie więcej piaskowców niz alpin! Ptaków raptem 16, ale aż trzy kamuszniki co cieszy. Morze żywi i bogaci (60 zł, koło ratunkowe i in.). W obozie mnóstwo gości, RDOŚ, WFOŚ i nie tylko.

22 sierpnia. Przyjechał traktor. Wiało. Przywiało duże (po 20 i lepiej) stada fajnych siewek (szlamniki, knoty), ale wacków nie zaszczyciły specjalnie jakoś. Załoga w doskonałych humorach. Poniżej zdjęcie pary dzisiejszych szlamników.

21 sierpnia. Morze dało smoka. Co prawda wczoraj, ale dziś się już do niego przywiązaliśmy. Przy kolacji towarzyszyły nam odgłosy fok... Chociaż to, bo ptaków ... 9! - klątwa alpiny za przeoczenie tysięcznej chyba... dziś były ledwo trzy! Z braku ptaków w wackach oddajemy się ich fotografowaniu i od dziś nie co przyjeżdżać
do ujścia na marchewę - bo już jest sfocona :) - przez Patryka.

20 sierpnia. Bywają obchody pełne poświęceń. Ptaki są, ciekawe, ale bez szaleństw. Glareolka, kszyk, laponiki czy piaskowce - cieszą. Edukacja jak słońce świeci, foki w lunecie, deszcze i wichury znienacka. Załoga wysprzątała obóz i okolice. Jest jak być powinno.

19 sierpnia. Jak każdy dzień ostatnio - i ten rozpoczęła wizyta bobra. A potem mielismy kolejne rzesze kamuszników i piaskowców i rdzawych w wackch, yes. Kamuszniki - jutro szykujemy sie na pobicie rekordu (najlepszy rok w całej historii KULINGa dał tylko 6 ptaków więcej niż mamy w tym). Dzień zwieńczyły dwa kszyki (nowe w tym sezonie). Niestety, ekipa targana trzema obrączkarzami (SZB, PNG i AWŁ) przegapiła tysięczną alpinę w sezonie... Do tego wizyta obrączkarzy Akcji Bałtyckiej (Kasia i Krzysztof), którzy mogli sobie przypomnieć co to za ptaki te siewki :)

18 sierpnia. Ptaki kapią coraz żwawiej, turyści są edukowani, fok wyłaziło 45 (mimo nawału turystów w ciągu dnia - 4 interwencje no i my na wyspie). Wydarzeniem dnia było jednak obrączkowanie rybitw i... niestety do dziś dożyło zaledwie 16 wychudzonych piskląt czubatych. Nawet jeżeli wylecą, to oznacza, ze sezon zakończy się z maksymalnie 60-ma lotnymi ptakami... mało. Do tego na foczej łasze cztery prawie lotne pisklęta... rzecznych. Dywersyfikacja miejsca lęgów dała i im szansę. Na łasze mikoszewskiej znaleźlismy ponad 20 utopionych siewek - pokłosie sztormu sprzed kilku dni...

17 sierpnia. Kolejne wejście na foczą łachę, motorówka i czwórka spragnionych fok turystów. Kilka takich wypadów ludzi i foka będzie na wagę złota. Dziś maksymalnie 4....tak nie pomyliliśmy się, chciało by się co najmniej 40. Wydrzyki latają nad samym oboziem. Gościmy niesamowitych ludzi, dziś Andrzej z Rzeszowa
z rodzicami, który pomimo słabego wzroku zaskoczył nas ogromną radością życia, umiłowaniem ptaków i przede wszystkim znajomością ich głosów!

16 sierpnia. Nowy kierownik Piotr Nagórski i odświeżony skład gatunkowy, pogoda się nawet poprawiła. Dziś PNG zaserwował do tego naleśniki z brzoskwiniami i czekoladą. W wacach pospolite były kuliki oraz pisiki, czyli wizyta gości z Czech. Łapiemy wszędzie, w wodzie, na piasku, w krzakach...z ciekawszych siewnica, kilka kamuszników, knotów, feruginejek, muchołówki, gąsiorki. Cypel przezywa oblezenie nudystów, nie pozwoliliśmy na takie praktyki! Foków dziś mniej, ale czekamy na lepsze jutro...

15 sierpnia. Pogoda beznadziejna - 90 osób wyedukowanych!. Trąba wodna znowu z rana. Dzień bez interwencji dniem straconym - wczoraj kiteowcy chodzili po wyspie z rybitwami...

14 sierpnia. Dialog między kierownikiem (MPO) a Sławkiem Rubachą.
Kierownik MPO: - No bo wiesz, my codziennie pobijamy rekordy. Różne! Dzień szlamnika. Dzień piaskowca. Dzień ostrygojada. Dzień rekordu sezonu...
SR: A dziś jaki rekord?
MPO: Trzy.
SR: Trzy rekordy???
MPO: Nieeee, Trzy siewki! :)

Tyle w temacie siewek. Niewiele kulnęliśmy się w stronę 70-tysięcznej kulingowskiej siewki :( Ewelina vel  Żółta przekazała Dawidowi pałeczkę edukacyjną. Popołudnie pożegnań, a tu nagle info, że zmierza ku ujściu rzadko widywana ekipa z lubuskiego - krainy winem płynącej. Cóż robić? Po m-cu siedzenia w UW, urlop trzeba zacząć w... UW :) Wieczorne pogawędki, śmiechy, chichy. Licznik siewek do nocy bez zmian. Kiedy już prawie wszyscy polegli, tudzież zalegli spać, zaczął się nocny turniej rzutek - darta. Żółta vs Sławek. Honor Pomorza uratowany! Udowodniliśmy wyższość KULINGa nad SOS :) Poranek może być nie tak lekki jak zwykle. Ale od czego jest urlop. Kierownik MPO też szykuje się mentalnie do przekazania władzy Piotrowi (PNG).

13 sierpnia. Oscylujemy na podobnym poziomie co wczoraj. 51 siewek. W tym biegus zmienny z Włoch - już drugi w tym sezonie. Czyżby Mauro wysyłał nam pozdrowienia z alpinami zamiast w butelce? :) Dziś dzień piaskowca! 10 kolorowych osobników biega po okolicy. Pytacie skąd je bierzemy. Jak to skąd?? Z piasku, jak sama nazwa wskazuje... Mamy 3 łopaty, saperkę, kopiemy też pod bentosy, to mamy :) Marcin i Ewelina wiercili w piasku pod bentosy do godz. 21, więc z nocnego obchodu tylko 1 ptak i właśnie piaskowiec. Od popołudnia Neptun znowu dmucha zimnym północnym wiatrem. Dostaliśmy info o naszym biegusie zmiennym. Zablachowaliśmy go 4 bm., a 12 bm. pojmali go na Jeziorsku. U nas ważyła 40 g, a u nich 45,5... Ciekawe czemu? Obóz powoli szykuje się do zmiany edukatora.

12 sierpnia. Lubimy skrajności... Radochę sprawia nam odbijanie się od dna i wznoszenie ponad wyżyny... Dziś 53 siewki z 8 gatunków!  W tym 3 pierwsze piaskowce, 2 ostrygojady, 2 bataliony i aż 9 kamuszników :)
Do wieczora Neptun odpuścił, ale na noc ponownie dmuchnął wiatrem. Pułapki Barbera na biegające bezkręgowce postawione i wszystkie odnalezione :) Turyści pojawili się dopiero w popołudniowych godzinach i 70 osób wróciło zafascynowanych przyrodą Mewiej Łachy. To były długie, ciekawe, pasjonujące rozmowy z wnioskami
na przyszłość. Wyjątkowo dużo interwencji na lądzie, pojedyncze na wodzie. Fok szarych max. 23 os. Dojechała młoda krwią załoga. A starą załogę dopada zmęczenie materiału. Dzięki za kibicowanie nam! :)

więcej zdjęć na facebooku! Chronimy Naturę na Wyspie Sobieszewskiej

11 sierpnia. Bijemy rekordy wszelakie... Interesują nas tylko radykalne i skrajne wyzwania. Po rekordzie sezonu (wielkie dzięki za gratulacje, które spływają do nas z całego kraju!) wpadamy w otchłań... Dyscyplina ta nazywa się blachowaniem ekstremalnym! Z siewek dorwaliśmy 3 osobniki (słownia: trzy). Nie mogliśmy zostawić kierownika w takim stanie psychicznym i na nocnym obchodzie Ewelina ręką pojmała 3 młodziaki rybitwy białoczelnej. Ok. 30 braci i sióstr śmiga jeszcze po cyplu. Po południu pyszne ciasto od żony załoganta, Szymona. Dzień medialny - audycja w "Magazynie ekologicznym" Radia Gdańsk. Będziecie mogli wysłuchać nagranie archiwalne. A wysłuchajcie koniecznie, ponieważ być może będzie ona przełomem w ochronie gatunkowej wilka i niedźwiedzia... Mocno uszczuplona załoga - wyjechało trzech leśnych chłopaków: Damian, Mateusz i Sławek. Pojechali na AB i zabrali nam siewki. Pół dnia walczymy z czyszczeniem wacków. Turystów wywiało razem z pokładami kidziny. Edukacyjny marazm.

10 sierpnia. O świecie obudziliśmy się jakby w innej rzeczywistości... Sztorm 5B, przeplatany deszczem. Zabrało nam sporą część terenu badań. Najwyraźniej Zły wściekł się po naszych wczorajszych sukcesach i rekordzie sezonu. Pracujemy na 3-4 wacki, więc wynik 38 siewek bardzo nas cieszy. Przyleciał płatkonóg szydłodzioby, tym razem dorosły. Jeziorko przed domem urosło 2-3krotnie. Kidziny mamy dobrze po kolana. Wacki zakopane. Czyścimy i czyścić jeszcze długo będziemy czyścić. Siewki żerują na potęgę. Martwimy się o lęgi rybitw czubatych i białoczelnych, bo woda przelewa się cyplem i łachami. Do 70-tysięcznej siewki zostało 497 os. Zabrało sporą część łachy foczej. Popołudnie medialne - nagranie audycji do Radia Gdańsk. Noc wyjątkowo czarna, zimna i sztormowa.

9 sierpnia. KLĄTWA POLAKA (czyt. kierownika, MPO) ZOSTAŁA ZDJĘTA!!! Klękajcie załogo! Klękajcie narody. Odszczekujemy wszystko, co do tej pory wyszczekaliśmy na kierownika... 131 siewek z 11 gatunków! A poranek jeszcze tego nie zapowiadał. Dziwić zaczęliśmy się chyba dopiero przy płatkonogu szydłodziobym, który przyleciał niepostrzeżenie i od razu wszedł do wacka! :) Tym sposobem niektórzy odbili sobie zeszłoroczną porażkę :) Generalnie przywaliło nam o godz. 8 i od roboty oderwaliśmy się o godz. 23 (z 20 min. przerwą na obiad). Sztormowo. Wacki na cyplu zalane - nie ma o co walczyć... Na małym obchodzie zagluciło wacki tak, że przypominały raczej budy dla psów. Zdruzgotani ostatecznym wynikiem szybko policzyliśmy to, co komu uciekło.. Nie pytajcie, bo rekord rekordów padłby dzisiejszego dnia. Do obchodów 70-tysięcznej siewki odliczmy już tylko 664 osobniki. Hmm, pierwszy dzień, kiedy więcej siewek niż fok! Turyści byli, ale nie było dla nich tyle czasu
co mamy zawsze. W międzyczasie kontrola z Urzędu Morskiego. Wszyscy padamy na pyski. Darz KULING!

8 sierpnia. Pierwszy szlamnik w tym sezonie. Szwedzka kontrola biegusa zmiennego. 5-tysięczny piskliwiec
w historii KULINGa. Ale tylko 16 zaobrączkowanych siewek. O poranku odwiedziny Ani Kossolik z BP WWF.
W darze dostaliśmy przepyszne ciasto i słoiki konfitur z agrestu. Dziękujemy! :) Obiad okraszony liniami papilarnymi Eweliny. Bieganie z wackami na cyplu i szykowanie się do wielkiego czyszczenia po sztormie. Dzień pod znakimem edukacji grup kolonijnych, w sumie ponad 70 os. Pogoda kiepska. Kibicujemy naszym siatkarzom...

7 sierpnia. Dzień odkryć talentów: edukatora, kajakarza, rysownika, kucharza... Aczkolwiek, z punktu widzenia kierownika, najważniejsze jest osiągnięcie 22 siewek na liczniku. Załoga gratuluje i wyraża szacunek :) Powoli zaczynamy odliczanie do 70-tysięcznej siewki zaobrączkowanej przez KULING. Bieganie i czyszczenie wacków. Dzień niczym "kwiecień plecień": mgła, upał, deszcz, 4-5 B na zatoce, burza, tęcza, ulewa. Przy takiej pogodzie zdecydowanie mniej edukacji. Wieczór pełen pogawędek i wspomnień wszelakich. Nostalgicznie.

6 sierpnia. Nikt się nie dziwi, co nie znaczy, że nie warto badać tego cyklicznego zjawiska... Kierowniczenie przez Marcina (MPO) zawsze (!) wiąże się z brakiem ptaków w wackach! I nie mają na to wpływu terminy jego przyjazdów, układy wyżowe, ciśnienie baryczne, kierunki wiatru, załamania pogody, szczyty przelotów ptaków
i cała masa innych zjawisk. Podobno nie mieliśmy zejść poniżej 16 siewek. A jednak... Dzisiaj 15. Beznadzieja - nie idziemy już ani na ilość, ani na jakość. Z fokami lepiej, 43. Turystyka dziś nie kwitła. Za to odwiedzili nas goście spod Żywca :) Kończy nam się woda i część zapasów żywnościowych. Pierwsza interwencja już o godz. 05:50. Beznadzieję zabijamy odczytywaniem mew, periodyków wszelakich, liczeniem ziaren piasku lub fasoli
w fasolce po bretońsku. Żeby tylko jutro nie było gorzej!

5 sierpnia. Patelnia i zero wiatru! Wyjechał kierownik, Włodek (WMS). Ciąg dalszy badań bentosowych - tak intensywnych, że zgubiliśmy część pułapek barbera (nie mylić z... Hanna Barbera). Posialiśmy je, bo pod wieczór załamanie pogody. Wiatr i ulewa. A pioruny waliły tak, że nie trzeba było taszczyć czołówki na nocny obchód. Siewkowy wynik dnia marny. Za to w edukacji dużo lepiej - 89 turystów wróciło do domów ze sporą dawką wiedzy. Ewelina po maratonie edu padła. Dodatkowo kolejna wycieczka w ramamch projektu edukacyjnego, którą poprowadziła Jowita. Foki szare o świcie dopisały, potem pojedyncze osobniki. Od rana duża ilość skuterów wodnych, żaglówka, czyli wakacyjne szaleństwo w ujściu Wisły. Niestety również z zejściem do kolonii rybitw czubatych.

4 sierpnia. Upał, upał, patelnia... Do wieczora właściwie nic szczególnego się nie dzieje. Przełom nastąpił, gdy zaczęła się zjeżdżać stara kielecka ekipa.. Dłuuuugi wieczór wspomnień i nocnych POLAKÓW rozmowy przy kultowej wodzie mineralnej... buskowainka. Do tego zmiana kierownika - żegnamy Włodka (WMS), witając Marcina... Polaka (MPO). Próby bentosowe. Pamiętamy o urodzinach naszej kierowniczki kulingowskiej, Madzi (MRM) i Wisłą wysyłamy butelkę z życzeniami... oczywiście podwójnie gazowanej wody mineralnej buskowianka :) Stargani jesteśmy tym wszystkim okrutnie! Na liczniku 32 siewki. Rekordu foczego Dawida i Błażeja nie doścignęliśmy, ale 49 fok to i tak świetny wynik. Ponad 40 osób wyedukowanych - ludzie w taki żar jednak do nas docierają. Niektórzy nawet specjalnie, z Poznania.

3 sierpnia. Kontynuacja beznadziei, ale... skoro nie ilość to jakość: biegus malutki z Włoch, biegus zmienny od naszych białoruskich przyjaciół, nasz ubiegłoroczny biegus zmienny oraz pierwszy lotny, namacalny dowód na sukces lęgowy rybitw czubatych w naszym rezerwacie. Dzień mocno medialny z trzema wejściami na antenę Radia Gdańsk. Od południa burza i deszcze. Mieliśmy też gości z Warszawy i Szwecji. Załoga uszczupliła się o 50% damskiej załogi. Dopada nas noc, a na liczniku 25 siewek. Słuchajcie nas też w radiu o godz. 6 rano.

2 sierpnia. Beznadziei ciąg dalszy, ale przynajmniej 6 gatunków zablachowanych. Upalnie! Zmiana edukatora - wróciła Ewelina. 41 os. wyedukowanych. 14 fok. Główny kajakarz, Piotr wykonał 2 kursy do Świbna i znowu mamy gaz. Na koniec radosna wieść - powiększyło się nasze grono... Po prawie miesiącu (!) wykluły się sieweczki obrożne - nasi najbliżsi sąsiedzi. Mamusia i tatuś szczęśliwi, 3 puchate maluchy już szaleją!
Aha, i całusy od Fumfla :)

1 sierpnia. Sięgamy dna. Lekki zysk przyniosło ponowne przeliczenie wyniku. Zbudowaliśmy mega przegrodę
z 14 wacków (przez 30 lat nikt na KULINGu tego nie widział) i tylko dzięki temu osiągnęlismy dwucyfrowy wynik (12).

31 lipca. Wyniki niskie. Sytuacja nam nie sprzyja - za to sprzyja ptakom, które mają hektary żerowisk, a nasze wacki nawet trudno dojrzeć na tej przestrzeni. Silna ekipa z Krakowa wnosi w nasze poczynania nowego ducha (Bison bonasius), więc nowy optymizm zawita świtem.

30 lipca. Reperacje i czyszczenie wacków dały efekt i zanotowaliśmy lekką zwyżkę wyniku. Ale to nie upragnione 100, a nawet nie, powiedzmy, 70. Prawie nikt już nie pamięta szpyrkowego 319... co za czasy...

29 lipca. Dziś po raz pierwszy kulingowska pizza robiona przez gościa z Zambii. Ponadto warto odnotować odwrót upałów i właściwie nic poza tym, bo alpiny żarują na ogromnej połaci piachu, a wacków nie starcza.
Ale why?

28 lipca. Wychodzimy z ptasiego dołka, pierwsza siewnica i kwokacz w wacku, ale rok już nie jest najlepszy w historii. Upał stara sie nas zabić, ale chłodzimy się jak możemy, zbiór zawleczek zapowiada się rekordowy. Lisek już prawie mieszka z nami.

27 lipca. Z tego upału ptakom nie chce się do wacków włazić. Gdyby nie dobrzy ludzie przynoszący mleko,
to by nam się też nie chciało. Prezes przypłynął, zabrał kajak i odpłynął w siną dal. W wackach dwa łęczaki.

Dawid Kilon i Błażej Nowak odnotowali rekordową w Polsce liczbe fok (szarych). Widac było co najmniej 55 osobników!

26 lipca. Nędza. Upał parzy stopy.

23-25 lipca. Obóz opuściła Magda, zjawił sie Włodek (WMS). Obóz przypomina cywilizację, ptaki opuszczają UW. W wackach kulik mniejszy - atrakcja dnia :)

22 lipca. Ładna pogoda, poziom wody wciąż się zmienia. Nosimy wacki w tę i z powrotem.

21 lipca - Mimo nawału pracy z ptakami udało się wpaść do kolonii rybitw. Wszystko na swoim miejscu tylko pisklaki nadal małe lub w jajkach. Przeważnie. Ale kilka pierwszych opuściło już kolonię, więc sezon udany.

20 lipca. Pogoda nadal niefajna. Zastanawiamy się czy zabierze nam kawał  cypla czy jednak oszczędzi? Zmiana kierowników. Przez nostrzyk przebiła się Madzia (MRM) z nowym załogantem. Chris przyleciał do nas z RPA. Być może w drogę powrotną zabierze się z którąś z alpin :). Rok 2012 jest w tym momencie najlepszym sezonem KULINGa w ujściu Wisły - co słabo, ale widać na wykresie.
Widujemy tylko 2 foki, w tym samca, i tylko w wodzie. Turystów jak na lekarstwo, ale Ci co dotarli ucięli sobie bardzo długą pogawędkę edukacyjną. Wieczorem dociera - poganiany przez Ewelinę - nowy edukator. Dejw, nasz nadworny malarz, upiększa bar Dragon przedstawicielami ichtiofauny.

19 lipca. Augustyna jeśli już walnie się z prognozami to z reguły w granicach 3-15 min. Pogoda nie daje złudzeń na poprawę. Za to pierwsza prawdziwa kumulacja siewek (103 os.) i pierwsza tegoroczna kontrola - alpina z norweską blachą. Teraz już międzynarodowo zakodowana, bo dociążyliśmy ją naszym plastikiem :) Dwóch silnych i robotnych facetów wybyło. Biegamy z wacami jak koty z pęcherzem. Dlaczego? Bo wszystko ma dzisiaj swoje wahania: ciśnienie, nastroje, poziom wody... Prócz tej z góry, która przeszła już w stałą. Turyści wstrzelili się w jedyne okienko pogodowe i można było poszaleć z edukacją. Wydane przez nas kartki cieszą się powodzeniem :) Na kolację kisiel z owocami, bo nikt nie miał odwagi wychylić się w stronę sklepu po chleb. Dzień nas dosyć skutecznie potargał!

18 lipca. Prognozy pogody niesprzyjające. Czekamy na uderzenie pogody typu późny październik. Uzupełniamy kalorie, a niektórzy nawet zapasy tłuszczu. Na obiad makaron z sosem śmietanowo-kurkowym. I tu ukłony dla rodziców sióstr Kurach, którzy zebrali zapas leśnych podarków. Foczo kiepsko - 2 os. Z edukacją też, bo czorta by można było posłać na koniec lądu przy Wiśle. Po południu pierwsze kumulacje siewek w wackach. Dzień kończymy sumą 64 :) Operacja na stopie Maćka wykonana przez weterynarza. Nie wiadomo czemu Maciek tak panikuje... Może dlatego, że Marta nieśpiesznie dodała, że głownie kastruje knury? Prognoza augustyny sprawdziła się z dokładnością co do 3 min. Niestety.

17 lipca. Fok 0. Pierwsi turyści dopiero popołudniu. Nic dziwnego, w taką pogodę to i my z naszej drewnianej chałupy niechętnie się wychylamy. W wacku młody nurogęś. Z drukarni wyjechały pocztówki przedstawiające walory Mewiej Łachy. Czekają na Was.

16 lipca. Dopiero dzisiaj możemy uznać, że sezon w UW w pełni otwarty - wrócił Fumfel!!! Dzika radość Eweliny :) A o Fumflu możecie poczytać w dzienniku obozowym - UW'2011. Mega wacek złapał ostrygojada! Dzika radość wśród załogi. Po południu punkt przejmuje Mateusz (MSC). W strugach deszczu pobieramy próby bentosowe. Fok 14. Pogoda zmienna - podobno jak kobieta. Ale dzikie baby KULINGowskie zaprzeczają temu porównaniu.

fot. Magda Remisiewicz
fot. Anna Włodarczak-Komosińska
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
fot. Magda Remisiewicz
15 lipca (bojowo-łódkowo-rybitwowo) - Prezes nadciągnął z łódką, która pozwala na wiele. Kontrola kolonii rybitw dała tylko 30 zaobrączkowanych czubatych, ale maluchów i klujących się jaj było znacznie więcej. Słabo z rybitwami rzecznymi (8 piskląt wartych obrączki, kilkanaście maluchów i kilkadziesiąt zniesień). Rybitwy białoczelne zniknęły z łachy Mikoszewskiej (nie licząc kilku wysiadywanych od nowa i od nowa zniesień), ale okazało się, że silna kolonia (ok. 40 par, w tym 14 zaobrączkowanych piskląt) zasiedla wraz z rzecznymi (20 par) łachę foczą! Ptaków w wackach jak na lekarstwo, ale zbudowaliśmy pierwszy NOWY-MEGA-WACEK z dużym wejściem i ufnie postawiliśmy go tam, gdzie widywane były ostrygojady i szlamniki :) Mega wacek to taki wacek, co kosztuje tyle co 10 zwykłych wacków, ale to tylko kwestia matematyki. Wyższej. Poza tym kolejna wycieczka z projektu edukacyjnego. Ekipa wycieczkowa fantastyczna. Szkoda tylko, że foki zawiodły.
fot. Anna Włodarczak-Komosińska
fot. Anna Włodarczak-Komosińska fot. Anna Włodarczak-Komosińska
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
fot. Magda Remisiewicz
fot. Magda Remisiewicz
fot. Anna Włodarczak-Komosińska fot. Anna Włodarczak-Komosińska
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz

14 lipca. Fok w maxie 19 os. Czekamy na nowego kierownika - prezesa. Nadciągnął łódką, która pozwoli nam na wiele... Szykuje się jutro pracowity dzień.

13 lipca. Wspomagani instrukcjami nabieramy odwagi i zbieramy pierwsze sprawności: dekarza, stolarza, elektryka, montera... Hip hip hurra - mamy pełną elektrykę! Edukacja pełną parą. Liczne interwencje w pobliżu łach oraz na cyplu. Burzowo - czyli dzień jak co dzień.

12 lipca. Z ptakami beznadziejnie. Z fokami zresztą też. Za to biedronki nie odpuszczają. Pogoda raczej jak w marcu, nie lipcu. Burza za burzą - odpuszcza tylko między (!) obchodami. Nędzę i beznadzieję zabijamy pysznym obiadem - gulaszem z warzywami.

11 lipca. Inwazja biedronek! Gryzą. Pchają się do nozdrzy i ust. Pogoda jak na lato przystało. Załogę z obłędu budowniczego ratuje ekipa ze Stacji Ornitologicznej - chwałą Wam za to! Dzięki. Robota rusza z kopyta. Edukację dzisiaj przejęła Sabina, bo Ewelina wypłynęła na szeroki Bałtyk :)

fot. Anna Włodarczak-Komosińska fot. Anna Włodarczak-Komosińska
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
10 lipca. Wisła wyrzuciła tajemniczą starą butelkę, przypieczętowaną groszem z 1949 r. A w środku list od niewiasty o imieniu Antonina adresowany do nieznajomego, który odnajdzie ówy list. Piękny początek miłości... Na szczęście w obozie jest jeden facet. I na szczęście w liście jest też adres na FB :) Historia nabiera rumieńców... Zwłaszcza, że w najważniejszym momencie skończyła się moc w laptopie. A elektryki przecież jeszcze nie mamy.
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
9 lipca. Walczymy z wackami. Pierwsze ptaki nieśmiało kapią. Pogoda nie rozpieszcza, ale nie narzekamy, bo podobno ma być gorzej... Optymizm w nas nie kwitnie. Zadziwiające, że apteczka jak nigdy cieszy się dużym powodzeniem. Mozę dlatego, że nowa i nieźle wyposażona :)
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
8 lipca. Punkt objęła Madzia (MRM). W załodze 2 facetów i większość bab. W takim składzie walczymy z infrastrukturą w chałupie. To co na zewnątrz - jeszcze nas przerasta. Pierwszy dzień edukacji. W tym roku ruszyliśmy z projektem "Edukacja dla NATURY na Wyspie Sobieszewskiej", który finansowany jest przez WFOŚiGW w Gdańsku i Grupę LOTOS. Dzisiaj prócz uświadamiania turystów na ścieżce, również wycieczka dla osób indywidualnych z woj. pomorskiego. A oferta wycieczek jak świeże bułeczki - terminy zaklepywane są nawet z 1,5-miesięcznym wyprzedzeniem :) Dziś też inauguracja badań bentosowych. Pracowity dzień!
fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz fot. Magda Remisiewicz
7 lipca (dzień rozbijania) - Zły naprężał muskuły cały poprzedzający tydzień, siejąc popłoch wśród najtwardszych z twardych KULINGowców. Prezes nie ugiął się błaganiom o zmianę terminu, kazał tylko zakupić przeciwdeszczowe płachty. I lało. O 8 rano i o... 20 wieczorem. W międzyczasie powstał domek z dachem! Postęp technologiczny, spory udział licznych pomocników (chwała im!) i burze omijające Ujście o metry. Wszystko zagrało jak trzeba :)
fot. Magdalena Remisiewicz fot. Magdalena Remisiewicz
fot. Magdalena Remisiewicz fot. Magdalena Remisiewicz
fot. Magdalena Remisiewicz fot. Magdalena Remisiewicz fot. Magdalena Remisiewicz
fot. Magdalena Remisiewicz fot. Magdalena Remisiewicz
fot. Magdalena Remisiewicz fot. Magdalena Remisiewicz
statystyka